107,6 FM

W poszukiwaniu zaginionych leków

Wydawałoby się, że czasy gospodarki niedoboru dawno mamy za sobą. Wolny rynek wszystko wyregulował. Poza lekami.

Powód jest banalnie prosty. Niewidzialna ręka rynku sprawiła, że leki przeciwzakrzepowe lub insuliny są w Polsce o 500 proc. tańsze niż w innych krajach UE. W przypadku wielu specyfików przebitka sięga od 100 do 300 proc. To główny powód, dla którego tylko w ub. roku medykamenty o wartości 2,5 mld złotych trafiły z polskich firm prosto do zagranicznych hurtowni. W 2011 roku eksport leków obejmował ponad połowę krajowej produkcji. Nic dziwnego, że zabrało ich w polskich aptekach. Taka sytuacja nie zmienia się od co najmniej pięciu lat. Brakuje głównie leków specjalistycznych, nowoczesnych, innowacyjnych. Generalnie tych, które ratują zdrowie i życie.

Jaka jest skala zjawiska? Na stronie Naczelnej Rady Aptekarskiej od dwóch lat wisi lista permanentnie brakujących leków, cały czas aktualizowana. Obecnie liczy ponad 200 pozycji. W 2014 roku odebrano tu 1480 zgłoszeń aptekarzy, przy czym prawie każde obejmowało po kilka brakujących specyfików.

Jak nie tu, to gdzie indziej

Zbigniew Niewójt, główny inspektor farmaceutyczny, rozkłada przed dziennikarzami ręce i tłumaczy: – Jesteśmy w obszarze swobodnego handlu UE, sprzedaż leków między Warszawą a Rzeszowem ma takie samo umocowanie prawne jak między Warszawą a Berlinem. Nic na to poradzić nie można.

Inspektor uspokaja zarazem, że sytuację mamy pod kontrolą, a praktycznie każdy lek jest dostępny – jak nie w tej, to w innej aptece, jak nie dziś, to jutro. A w której i kiedy, tego można się dowiedzieć w swoim wojewódzkim oddziale nadzoru farmaceutycznego.

Wszystko to prawda, ale nie mówimy o deficytowym gatunku kawy, ale lekach ratujących życie, do których pacjent musi mieć szybki i łatwy dostęp. Norma europejska określa nawet czas dotarcia do niego – 30 minut, bez względu na miejsce zamieszkania. Apteka jest bowiem takim samym elementem systemu ochrony zdrowia jak przychodnia czy szpital. Farmaceuci alarmują, że już nie jest, bo fikcją stała się zasada równego dostępu do leków. Są dziś w Polsce jedynie trzy hurtownie, które zawsze dysponują pełnym asortymentem środków medycznych – to tak zwani „operatorzy logistyczni”. Pozostałe hurtownie często świecą pustkami. To dlatego mniejsze apteki nie mają do owych 200 najważniejszych leków stałego dostępu, a jeśli udaje się im zamówić poszukiwany specyfik, to jedynie w niewielkich ilościach. Mamy więc do czynienia z reglamentacją leków, a w takiej sytuacji nie można twierdzić, że system ochrony zdrowia sprawnie działa.

Łańcuch odwrócony

Problem jest szerszy i nie dotyczy samych producentów. Łatwy zysk na lekach kusi wszystkich uczestników łańcucha dystrybucji. Nadzór farmaceutyczny alarmuje, że nielegalny wywóz prowadzony jest praktycznie na każdym etapie: także przez apteki, gabinety lekarskie, zakłady opieki zdrowotnej oraz placówki chirurgii jednego dnia. Wszyscy na wyścigi skupują leki deficytowe, które następnie są odsprzedawane z gigantycznym zyskiem. – Dzieje się tak dlatego, że inspekcja nie ma prawa kontrolowania gabinetów lekarskich. Dopóki tych narzędzi nie będzie, to nigdy nie poznamy prawdziwej skali samego zjawiska ani nie będzie go można skutecznie zwalczyć – mówił na posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia Marek Tomków z Naczelnej Rady Aptekarskiej. I przywołał przykład Hiszpanii, która również borykała się z wyciekiem leków za granicę. Teraz jednak tamtejszy odpowiednik wojewódzkiego inspektora nadzoru może kontrolowanej placówce naliczyć do 2 mln euro kary.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama