107,6 FM

Węgry na swoim

Jeden z zaciekłych krytyków polityki gospodarczej Victora Orbána w końcu przyznał mu rację. Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który węgierski premier wyprosił ze swojego kraju, niespodziewanie pochwalił efekty reform nad Dunajem.

Rok 2012, styczeń – Międzynarodowy Fundusz Walutowy publikuje raport, w którym nie zostawia suchej nitki na polityce gospodarczej Węgier: „Zwolnienie tempa rozwoju rynków zewnętrznych będzie powodowało stagnację albo nawet recesję gospodarki węgierskiej”. Słabsze wyniki prognozuje tylko dla Chorwacji i Ukrainy. MFW za niepewne perspektywy węgierskiej gospodarki oskarża przede wszystkim „nieprzewidywalną politykę gospodarczą kraju”. Rok 2015, kwiecień – Międzynarodowy Fundusz Walutowy publikuje raport, w którym chwali Węgry za skuteczną politykę makroekonomiczną. Czyli za to wszystko, za co niemal cały świat zachodni, z MFW na czele, przez kilka lat publicznie linczował Victora Orbána, m.in. opodatkowanie zagranicznych banków, sieci handlowych i wielkich koncernów działających na Węgrzech. Okazało się, że nie tylko prognozy, ale realne wyniki dziś są lepsze niż niejednego kraju unijnego, idącego „poprawną” drogą.

W interesie banków

To nagłe ocieplenie jest o tyle znaczące, że od samego początku rządów Orbána jego relacje z MFW były nieustanną próbą sił. Fundusz miał dużo do powiedzenia, bo Węgry musiały spłacać pożyczkę zaciągniętą przez poprzednią ekipę, socjalistów, którzy pogrążyli kraj w zapaści. Ale właśnie dlatego Orbán chciał jak najszybciej pozbyć się niewygodnego recenzenta swojej suwerennej polityki. Podjął m.in. decyzję o zamknięciu w Budapeszcie przedstawicielstwa MFW, wcześniej spłacił ostatnią ratę pożyczki. „Bank narodowy Węgier będzie niezależny tylko pod warunkiem, że będzie bronił węgierskiej gospodarki przed interesami zagranicy” – mówił Orbán.

A w jednym z wywiadów radiowych określił Międzynarodowy Fundusz Walutowy jako „zwykły bank”, któremu zależy tylko na tym, by rząd Węgier zniósł podatek od banków i w zamian opodatkował własnych obywateli. MFW to „kruk, który drugiemu krukowi oka nie wykole” i dlatego – zdaniem Orbána – dąży do przeniesienia obciążenia fiskalnego z banków na ich węgierskich klientów. Wojna z MFW wisiała w powietrzu już w 2010 roku, gdy Orbán doszedł do władzy i od razu postanowił nie odnawiać porozumienia z MFW. Po drugie, chcąc utrzymać w ryzach deficyt budżetowy, nowy rząd wprowadził podatek bankowy. MFW i UE rozgłaszały, że podatek ten zabiera pieniądze z gospodarki i zbytnio obciąża węgierski sektor bankowy. Tymczasem Orbán przekonywał, że banki, także te, których centrale znajdują się poza Węgrami, też muszą wziąć na siebie ciężar walki z kryzysem. I że MFW nie będzie dyktował suwerennemu państwu, jak ma prowadzić politykę finansową. Nałożone przez rząd podatki, m.in. na wielkie firmy telekomunikacyjne i energetyczne oraz sieci hipermarketów, wywołały histerię na Zachodzie.

Mocowanie

Próba sił jednak trwała dalej, gdy w 2011 r. Orbán ogłosił nagle... rozpoczęcie negocjacji nowego porozumienia z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Unią Europejską. Chodziło o to, by „uspokoić rynki” i uniknąć obniżenia ratingu Węgier – co z pewnością miało być formą nacisku na Budapeszt ze strony międzynarodowej finansjery, broniącej interesów międzynarodowych korporacji i banków obecnych na Węgrzech. Orbán powtarzał jednak zawsze, że alternatywą jest obciążenie skutkami kryzysu zwykłych obywateli.

Dlatego też rozpoczęcie rozmów z MFW sprawiało wrażenie porażki przyciśniętego do muru Orbána. Przebywałem w tym czasie w Budapeszcie, rozmawiałem m.in. z Zoltanem Kovácsem, ministrem ds. komunikacji. – Rozmowy z MFW były konieczne, żeby zaspokoić oczekiwania rynków co do węgierskiego bezpieczeństwa finansowego – zapewniał. Krótko mówiąc: pozorne ukorzenie się przed MFW w rzeczywistości było tylko zagraniem wizerunkowym, obliczonym na chwilowe uspokojenie inwestorów. Chyba sporo w tym racji, biorąc pod uwagę, że rozmowy z MFW nie zakończyły się uruchomieniem nowego kredytu. Tym samym Orbán dotrzymał obietnicy, że nie pozwoli Węgrom uzależnić się od zagranicznych pożyczek. Poza tym krótko po tej „chwili słabości”, jaką było wznowienie negocjacji, premier zaczął ponownie otwarcie krytykować Międzynarodowy Fundusz Walutowy jako instytucję utrudniającą prowadzenie skutecznej polityki gospodarczej. MFW proponował m.in. wprowadzenie podatku od nieruchomości oraz ograniczenie świadczeń rodzinnych. To oznaczałoby obarczenie węgierskich rodzin obciążeniami, których nie chcą dźwigać międzynarodowe firmy działające na Węgrzech.

Kapitulacja MFW

Jakby na potwierdzenie słuszności przyjętego kursu, by nie zaciągać kolejnych pożyczek, dług publiczny Węgier zaczął stopniowo maleć. Dziś, gdy MFW już chwali Węgry, dług ten jest niższy niż w największych unijnych gospodarkach. Także deficyt budżetowy udało się zmniejszyć do wymaganego teoretycznie w Unii poziomu poniżej 3 proc. PKB, podczas gdy wiele krajów strefy euro notorycznie przekracza tę granicę. Dla zwykłych Węgrów odczuwalne jest przede wszystkim obniżenie podatków (od 2016 roku kolejne), które nie byłoby możliwe, gdyby na państwie ciążyły kolejne zobowiązania wobec MFW. Krótko mówiąc: kraj, który był na skraju bankructwa przez fatalną politykę chwalonych na Zachodzie socjalistów, zaczął trzymać się mocno na nogach, mimo batów i nacisków potężnego lobby finansowego. I pomyśleć, że mało brakowało, a ten sam Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który teraz przyznaje rację Orbánowi, mógł temu procesowi odnowy zaszkodzić.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama