107,6 FM

Korzenie postępu

Wiedzę o swych grzechach ludzie chętnie tłumią wiarą – w bezgrzeszność.

Rozmawiałem kiedyś z byłym posłem, ale aktualnym wyznawcą partii rządzącej i Pana Boga. W tej właśnie kolejności, bo on mówił, że jest katolikiem, ale jednocześnie deklarował całkowitą solidarność z dziełami partii – między innymi z utrzymaniem „kompromisu aborcyjnego”.

– Rozumiem, że jest pan zwolennikiem zabijania dzieci, tyle że nie wszystkich – powiedziałem.

Na co ów pan odrzekł, że nie jest zwolennikiem zabijania jakichkolwiek dzieci, ale przecież w Polsce żyją zwolennicy aborcji, więc prawo powinno odzwierciedlać także ich oczekiwania.

– W Polsce żyją zwolennicy zabijania dorosłych i okradania ich, więc prawo powinno odzwierciedlać także ich oczekiwania – ironizowałem. W końcu rozmówca zaplątał się do szczętu. – Jest pan rozgarniętym człowiekiem, czemu pan upiera się przy takich rzeczach? – zapytałem. Nastąpiła chwila milczenia.

– Bo starych drzew się nie przesadza – wydusił w końcu.

Identyczną logikę zaprezentowała przed tygodniem Urszula Augustyn, posłanka PO i wiceminister edukacji, w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. Najpierw jako katoliczka zadeklarowała, że płód to człowiek, a aborcja to zabójstwo, a potem, przyciśnięta przez Roberta Mazurka do muru, zaczęła tłumaczyć swoje głosowanie za utrzymaniem aborcji w obecnym kształcie. Bo „mamy społeczeństwo składające się nie tylko z katolików” i ona nie ma prawa „podejmowania decyzji za kobietę, która ma urodzić upośledzone dziecko”. Niemożliwe, żeby ta pani nie rozumiała, że takie „podejmowanie decyzji o urodzeniu” jest niedopuszczalnym decydowaniem o tym, czy dokonać zbrodni, czy nie.

Skąd więc te urągające intelektowi tłumaczenia? Jestem przekonany, że funkcjonuje tu logika „starego drzewa”. Ludzie często świadomie robią straszne głupstwa, ale tkwią w tym, bo mają „majętności wiele”. Bo, jak sądzą, za dużo zainwestowali, bo związali się z jakąś opcją i choć okazała się zła, nie porzucają jej. Zakorzenili się w tym draństwie i wydaje im się, że wyrywając się z tego, stracą środowisko życia i środki do życia. Trwają więc w niewoli samookłamywania się, bo nie wyobrażają sobie, że bez uwiązania do struktur, które okazały się złe, mogliby dać sobie radę. Czyli nie ufają Bogu, że On sam o nich się zatroszczy, gdy zrobią to, co należy. I stąd ludzie wyznający Boga tak często realizują dzieła diabła.

Dokładnie tak dzieje się w przypadku parlamentarzystów, którzy, choć niemal wszyscy przy zaprzysiężeniu użyli formuły: „Tak mi dopomóż Bóg”, przy głosowaniach korzystają z pomocy demona. Nie bójmy się tego słowa, bójmy się rzeczywistości, która dzieje się, gdy poseł czy senator mówi „tak” utrzymaniu aborcji, gdy głosuje za in vitro, za związkami partnerskimi, za genderową konwencją…

Owszem, świat składa się nie tylko z katolików, ale skoro katolicy znają drogę prawdziwego życia, czemu patrzą obojętnie, jak ludzie idą złą drogą? Żeby tylko patrzeli! Ale oni te błędne drogi asfaltują i znakują tak, jakby prowadziły do nieba. I strofują tych, którzy próbują interweniować. Osobliwa ta „chrześcijańska miłość”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama