107,6 FM

Kropla w morzu

Po co najmniejszej wspólnocie wyznaniowej w Kairze potrzebny wielki teren wokół dużego kościoła? Na tym kawałku ziemi garstka katolików zmienia podejście Egipcjan do osób niepełnosprawnych umysłowo.

Szubra, północna dzielnica Kairu, właściwie jego przedmieścia. Zdecydowana większość mieszkańców to z jednej strony muzułmanie, z drugiej Koptowie. Kościołów chrześcijańskich jest tu od groma. Ale największa świątynia, z największym terenem, należy do maleńkiej wspólnoty rzymskokatolickiej, której proboszczem jest Polak, ks. Kazimierz Kieszek ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich. To pozostałość z czasów kolonialnych, gdy rzymski katolicyzm został tu niejako importowany przez Francuzów. Od ponad 30 lat jednak już wiadomo, po co tak duży teren. Parafia św. Marka od 1982 roku prowadzi tu ośrodek opieki dziennej dla dzieci niepełnosprawnych. Dzięki temu ich rodzice mogą podjąć pracę zarobkową. Niby proste, ale jakoś nikt wcześniej w Egipcie na to nie wpadł.

Autobus dla Szubry

Konia z rzędem temu, kto jest w stanie podać w miarę dokładną liczbę mieszkańców stolicy Egiptu. Ciągły napływ i odpływ ludności czyni to niemal niemożliwym. Można jedynie powiedzieć, bez większego przekłamania, że stałych, zarejestrowanych mieszkańców jest ok. 7 mln. Natomiast zespół miejski, tzw. Wielki Kair, zamieszkuje ponad 17 mln osób. W niektórych źródłach mówi się wprost o ponad 25 mln mieszkańców. Nie uwzględnia to wielomilionowej rzeszy, która każdego dnia przyjeżdża tu tylko do pracy lub w celu załatwienia interesów. W tym gigantycznym morzu ludzi nawet 10 proc. mogą stanowić osoby z różnym stopniem niepełnosprawności, wynikającym z wad genetycznych. Zdarzają się rodziny z dwójką lub trójką niepełnosprawnych dzieci. Dzieje się tak na skutek rozpowszechnionego w tamtejszej kulturze zwyczaju zawierania małżeństw przez kuzynostwo. Niepełnosprawne dziecko zazwyczaj jest traktowane przez egipskie społeczeństwo jako hańba dla rodziny, dlatego chowa się je przed światem. Ponadto konieczność pozostania w domu w celu opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem uniemożliwia rodzicom podjęcie pracy zarobkowej. – Parafia rzymskokatolicka św. Marka w kairskiej dzielnicy Szubra podjęła jako pierwsza pionierskie, jak na tamtejsze warunki, działania, żeby to zmienić – mówi ks. dr Przemysław Marek Szewczyk z Domu Wschodniego, promującego w Polsce kulturę chrześcijańskiego Bliskiego Wschodu. Stowarzyszenie stale współpracuje z kairską parafią.

To dzięki zaangażowaniu jego członków rozkręcono akcję pod nazwą „Autobus dla Szubry”. W wielomilionowej aglomeracji samodzielne dowożenie niepełnosprawnych dzieci do tej parafii jest dla większości rodzin niemożliwe. Od 20 lat ośrodek miał swój autobus, który te dzieci dowoził. Obecnie autobus jest w stanie rozkładu i nowy jest pilnie potrzebny. Połowę kwoty przekazała polska ambasada w Kairze. Drugą połowę zbiera Dom Wschodni. Bo choć liczba rodzin, które z pomocy parafii mogą skorzystać, to zaledwie kropla w morzu potrzeb, to przecież kropla drąży skałę. I dziś nikt na Szubrze nie wyobraża sobie, że ośrodek przy św. Marku mógłby przestać działać. Katolicy zaczęli zmieniać podejście Egipcjan do osób niepełnosprawnych umysłowo.

Klub Szczęścia

Zaczęło się, jak zwykle w takich historiach, „przypadkowo”. Dwie kobiety – Lorisse Magdi i Mari Triz – spotkały się w pobliżu kościoła. Obie miały niepełnosprawne dzieci. Głośno rozmawiały o tym, że konieczność stałej opieki uniemożliwia im podjęcie pracy. Narzekały na brak jakiejkolwiek pomocy. Stały tam tak długo, że ksiądz, który zza płotu przyglądał się ich ożywionej dyskusji, wreszcie wyszedł i zaprosił je do środka. Wtedy wciągnęły go w temat. Okazało się, że matki nie potrzebują jakiejś nadzwyczajnej pomocy – wystarczy im miejsce, w którym na kilka godzin dziennie będą mogły zostawić swoje dzieci pod dobrą opieką, a same pójdą w tym czasie do pracy. I to był początek tego, że parafia św. Marka otworzyła swój teren dla niepełnosprawnych (z których większość to osoby z zespołem Downa) i ich rodzin. Początkowo opiekę organizowano w zakrystii. Dziś ośrodek, o wdzięcznej nazwie „Club du Bonheur” (Klub Szczęścia), ma własne pomieszczenia, plac zabaw, boisko, a nawet zakład snycerski, w którym podopieczni rzeźbią w drewnie. Jest też szkoła dla umysłowo i fizycznie chorych. W pomieszczeniach przy parafii zorganizowano też pracownię rymarską (wytwarzane są tam akcesoria jeździeckie), pracownię wyrobu mydła, sztuk ręcznych. Podopieczni co roku w marcu robią wystawę własnych produktów i dzięki ich sprzedaży co roku mają fundusze na letni wyjazd.

George szuka żony

Ksiądz Robin Kamemba SMA, Kenijczyk, wikary parafii św. Marka, podaje parę przykładów podopiecznych – dziś już dorosłych osób – którym pobyt w ośrodku zmienił życie. – Susan Chokri, 23 lata, i Aemad Chokri, 31 lat. Ich rodzice są kuzynostwem pierwszego stopnia. „Club du Bonheur” był praktycznie ich jedynym domem od dzieciństwa. Dzięki temu miejscu w miarę normalnie funkcjonują. I prawdopodobnie tutaj spędzą resztę życia. George (19 lat) jest trzecim dzieckiem państwa Atef, małżeństwa od 40 lat. Ma zespół Downa i padaczkę. W „Club du Bonheur” pojawił się, gdy miał 6 lat. Jednak dopiero tutaj nauczył się stopniowo wykonywać podstawowe czynności, jak kąpiel, parzenie herbaty, czyszczenie naczyń. Nie potrafi pisać, ale maluje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama