107,6 FM

Była trzecia kula?

Ile strzałów padło 13 maja 1981 r. na placu św. Piotra w Watykanie? Czy ali Agca był sam, czy strzelał także jego wspólnik Oral Celik? Dlaczego włoscy śledczy twierdzą, że nie wiedzieli o istnieniu kuli, która dzisiaj znajduje się w sanktuarium fatimskim?

Śledztwo w sprawie zamachu na życie Jana Pawła II, prowadzone przez prokuratora Michała Skwarę z pionu śledczego katowickiego IPN przyniosło wiele nowych ustaleń, ale wszystkich pytań i wątpliwości nie było w stanie wyjaśnić. Jesienią ukaże się książka pt. „Agca nie był sam” zawierająca cały, obszerny dokument postanowienia o umorzeniu śledztwa 12/06/Zk, uzupełniony moim tekstem, próbującym ustalenia prokuratorskie wpisać w szerszy kontekst historyczny i polityczny. W trakcie pracy okazało się, że wyjaśnienia wymagają nie tylko sprawy zasadnicze, jak wskazanie pomocników Agcy oraz inspiratorów tej zbrodni, ale także szereg kwestii proceduralnych, wynikających ze sposobu, w jakim włoski aparat sprawiedliwości prowadził śledztwo w tej sprawie. Gdyby nie udało się od razu złapać tureckiego zamachowca oraz zabezpieczyć jego narzędzia zbrodni, czyli pistoletu browning kaliber 9 mm, do dzisiaj prawdopodobnie niewiele wiedzielibyśmy o tym, jak próbowano zabić Jana Pawła II.

Raport kpt. Sydowa

Błędy i niedopatrzenia w tej sprawie były popełniane od samego początku. Włoska policja prowadziła śledztwo tak nieudolnie, jakby nie chciała ustalić niczego, poza tym, co zeznał im Agca. Ciekawą analizę na ten temat sporządził Zarząd Główny IX (śledczy) Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa NRD (Stasi) w 1983 roku. Ta służba na prośbę Bułgarów włączyła się do działań dezinformacyjnych, mających odwrócić uwagę od aresztowanego właśnie Siergieja Antonowa oraz dwóch innych bułgarskich pracowników dyplomatycznych, którzy zdołali wyjechać z Rzymu. Z niemiecką solidnością funkcjonariusze Stasi spróbowali najpierw stwierdzić, co właściwie zdołali ustalić Włosi. Okazuje się, że bez problemu dotarli do tajnych wówczas dokumentów operacyjnych z włoskiego śledztwa, co świadczy o tym, jak bardzo włoski aparat sprawiedliwości był penetrowany przez komunistyczne wywiady. Analizę tego materiału sporządził kpt. Sydow ze służb śledczych Stasi. Jego tajny raport dla kierownictwa Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa NRD bardzo precyzyjnie pokazuje, że Włosi spartaczyli to śledztwo już od pierwszego momentu. Najbardziej szokujące jest zawarte w nim ustalenie, że czynności na miejscu przestępstwa, czyli na placu św. Piotra w Watykanie, zostały podjęte dopiero po upływie siedmiu i pół godziny od zamachu i trwały jedynie 20 minut. Kapitan Sydow wylicza dalej, że nie przeprowadzono badań kryminalistycznych w celu ustalenia, w którym miejscu stał zamachowiec, jaka była w tym momencie pozycja papieża oraz innych osób rannych w wyniku tego zamachu. Nie ustalono także kierunku i liczby strzałów, nie zabezpieczono łusek ani kul, a także miejsca wniesienia broni. Wreszcie nie sporządzono dokumentacji zabezpieczenia broni, nie ustalono liczby nabojów w magazynku. Nie ma także pewności, ile strzałów zostało oddanych i z jakiego kierunku. Na usprawiedliwienie włoskich śledczych można powiedzieć, że działali pod ogromną presją czasu, mediów oraz polityków. Nikt nie miał także doświadczenia, jak należy postępować w takich przypadkach. Najlepiej zachowali się zwykli funkcjonariusze, którzy zatrzymali zamachowca oraz zabezpieczyli podstawowe ślady. Wielką przytomnością umysłu wykazał się Arturo Mari, który natychmiast zaczął dokumentować wszystkie ślady, jakie były w zasięgu jego aparatu.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama