107,6 FM

Opowieść o wyjściu z doliny

Długo nie wierzyłam, że znajdę się w tym miejscu mojego życia… Że będę mogła zaświadczyć, że istnieje wyjście z ciemnej doliny skłonności homoseksualnych.

Wielu ludzi wspierało mnie na drodze. Ta droga zaprowadziła mnie do prawdy o mnie samej i do radości życia. Chcę być też głosem nadziei dla tych, którzy w swoich zmaganiach czują się osamotnieni, zagubieni, pogrążeni w ciemnościach i może nie widzą sensu swojego życia.

Pogrążanie się w mroku

Urodziłam się jako bardzo żywa, bystra, radosna, ciekawa świata wrażliwa dziewczynka. Jednak wiele wydarzeń z mojego życia, a także zranień w relacjach zatrzymało mnie w drodze i nie pozwalało ufać, rozwijać się i rozkwitać. Przez wiele lat nie chciałam przyjąć swojej tożsamości, wyniszczałam się. Byłam zagubiona, wewnętrznie bezdomna, chodziłam po omacku. Od dziesiątego roku życia byłam uzależniona od seksu, potem od pornografii. W okresie dojrzewania zaczęłam zabijać swoją kobiecość w różny sposób – alkohol, papierosy, głodzenie się… Miałam też długotrwałe stany depresyjne. Żeby czuć cokolwiek, potrzebowałam mocnych wrażeń, więc była też muzyka „prosto z trumny” – rock gotycki, tańce ezoteryczne i rytualne, sztuki walki, alternatywne metody leczenia… Pogrążałam się coraz bardziej.

Istniałam głównie na poziomie intelektu i działania. Nie potrafiłam nawiązać żadnej bliskiej, zdrowej relacji. Było wprawdzie mnóstwo ludzi wokół mnie, ale nikt mnie nie znał. Wśród rówieśników zawsze czułam się inna i w okresie szkolnym większość czasu spędzałam sama. Nie odczuwałam też żadnego zainteresowania płcią przeciwną. Tak naprawdę chciałam być chłopakiem. Czułam się gorsza i bardzo cierpiałam z powodu poczucia odrzucenia. W okresie studiów wzmogło się moje pragnienie przyjaźni z kobietami. Jednak w wielu relacjach, które próbowałam nawiązać, przekraczałam niepostrzeżenie granicę bliskości i relacje przeobrażały się w uzależniające związki homoseksualne. Wtedy jeszcze nie chciałam tego dopuścić do swojej świadomości i przez wiele lat żyłam w zakłamaniu.

Wychowałam się w rodzinie katolickiej i od dzieciństwa wierzyłam w istnienie Boga, ale strach nie pozwalał mi się do Niego zbliżyć i przyjąć Go do swojego życia. Tak naprawdę wolałam je mieć pod kontrolą. Ale przyszedł taki moment, kiedy wszystko runęło i stanęłam pod ścianą… Rozpadł się mój czteroletni związek z kobietą, jednocześnie, duchowo uwikłana w tańce rytualne ku czci obcych bóstw, byłam w destrukcyjnej relacji z mężczyzną. Nie rozumiałam już niczego i zobaczyłam, że nie potrafię poradzić sobie z życiem.

Na granicy życia i śmierci

Wtedy Bóg wyciągnął do mnie koło ratunkowe i trafiłam na wieloletnią terapię, w czasie której potrzebowałam też pomocy farmakologicznej. Ten intensywny, bardzo trudny i bolesny proces, w którym wielokrotnie byłam na granicy życia i śmierci, pomógł mi poznać przyczyny moich skłonności, mojego zagubienia we własnej płci, umożliwił powrót do tych wydarzeń z życia, które zatrzymały mnie w drodze. Dla mnie oznaczało to powrót aż do życia prenatalnego. Zawsze myślałam, że dostałam w domu rodzinnym wszystko, czego potrzebowałam, i patrząc z zewnątrz, tak się mogło wydawać. Ale w terapii odkryłam brak bliskiej, emocjonalnej relacji z mamą, szczególnie w okresie dojrzewania, i swoją silną identyfikację z ojcem. Zobaczyłam, że w naszych rodzinnych relacjach zabrakło okazywania mi ciepła i miłości. Powoli zaczęłam zbliżać się do prawdy o sobie, także o swoich skłonnościach, które dopiero na terapii zostały nazwane.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama