107,6 FM

Spowiedź niepokorna

Bronisław Wildstein właśnie przekroczył wiek, w którym zmarł jego ojciec. I uznał, że to jest czas właściwy, by podsumować swoje życie.

W tej, ale przecież także w trzech poprzednich książkach Wildsteina jest już bardzo mocno obecna dziejowość naszej egzystencji, osadzenie pojedynczych losów w historii, której jesteśmy tylko ogniwem. „Świadomość tego jest fundamentem postawy konserwatywnej” – twierdzi autor „Czasu niedokonanego”. Tę powieść (z 2011 r.), chyba najlepszą z jego dotychczasowego dorobku, bardzo wysoko cenił prof. Henryk Markiewicz, wybitny, nieżyjący już krakowski literaturoznawca, daleki zresztą w poglądach od Wildsteina.

Wyrażając przy tej okazji żal, że polityczne uprzedzenia nie pozwalają wielu krytykom spojrzeć obiektywnie na jego twórczość. Sam autor idzie jeszcze dalej, stawiając tezę (której prawdopodobieństwo graniczy z pewnością), że jest po prostu przez krytykę literacką świadomie i z założenia nieczytany. Znamienne też, że autor sześciu powieści i dwóch zbiorów opowiadań przedstawiany jest głównie jako publicysta, a nie pisarz.

Niepokorny na debecie

Jest to niewątpliwie cena, jaką Wildstein płaci za wyłamanie się z jednolitego frontu ideowego III RP. W „Cieniach moich czasów” wspomina całą rzeszę dawnych przyjaciół z przedsierpniowej opozycji, z emigracji paryskiej czy tej części solidarnościowej ekipy, która stała się establishmentem III RP. Przyjaźnił się przecież z Ewą Milewicz, Michnikiem, Kuroniem, Lityńskim, Śpiewakiem… Większość tych ludzi zerwała z nim nawet towarzyskie kontakty, ostatni zrobili to po katastrofie smoleńskiej.

Znajdujemy tu także portrety ludzi prawicy, dla których grawitacja salonów okazała się silniejsza od przywiązania do głoszonych pierwotnie wartości (np. Cezary Michalski). Wildstein bardzo celnie, czasem jednym zdaniem, potrafi oddać złożoność ludzkich postaw i charakterów. Na przykład tak wyjaśniając metamorfozy ideowe Andrzeja Wajdy: „Twórca »Katynia« jest jak membrana, która oddaje stan ducha polskiego inteligenta i nadaje mu artystyczny kształt”.

Warto w momencie, gdy odwaga staniała, a modne są protesty przeciw „czystkom” w mediach i ograniczaniu wolności słowa, prześledzić drogę zawodową Wildsteina w III RP (wiadomo, że z pisania powieści nie da się wyżyć). Dopóki traktowano go jako „swojego”, wszystkie drzwi i stanowiska były otwarte. Gdy zaczął jawnie manifestować odmienny od mainstreamu punkt widzenia, znalazł się na marginesie.

Jak wspomina w książce, najtrudniej było w drugiej połowie lat 90., gdy utrzymywał rodzinę tylko z pisania recenzji, bez stałej pracy, żyjąc na ciągłym debecie. Tak wyśmiewany przymiotnik „niepokorny” jak ulał pasuje do kogoś, kto wyrzucany był za poglądy i niezależność z kolejnych redakcji: od „Gazety Wyborczej” (w której nie zdążył się nawet zadomowić), przez „Życie”, po „Rzeczpospolitą” i TVP. Z telewizji publicznej zwolnił go zresztą… PiS, w 2007 r. (o czym obie strony wspominają dziś niechętnie). Najgłośniejszy był oczywiście przypadek „Rzeczpospolitej”, związany z upublicznieniem przez Wildsteina katalogu IPN. To wtedy stał się on uosobieniem zła dla antylustracyjnego środowiska „Gazety Wyborczej”.

Blaski i cienie

Transformację światopoglądową i polityczną pisarza najlepiej oddaje przytoczona w książce pewna anegdota. „Pamiętam swoje oburzenie okładką zbioru felietonów Ryszarda Legutki »Nie lubię tolerancji« wykonaną przez Ewę Barańską-Jamrozik w 1993 roku. Na stronie tytułowej Michnik dźwiga na barkach Kiszczaka, a na tylnej Kiszczak Michnika. To ujęcie, które dzisiaj jawi mi się jako doskonały artystyczny skrót, wówczas uznałem za skandal.

Nie tylko ja, również Jarosław Gowin, który dał temu wyraz na łamach »Tygodnika Powszechnego«”. Czy Wildstein czuje się w swych wyborach ideowych odosobniony? Wręcz przeciwnie. Uważa, że to on pozostaje wierny duchowi „Solidarności”, zapoznanemu przez elity, które bezkrwawa polska rewolucja wyniosła do władzy. W tej i w poprzednich swoich książkach pozostaje bardzo krytyczny wobec III RP, ale także wobec Europy, która odeszła od swych chrześcijańskich korzeni. Nad blaskami współczesnej Polski wyraźnie dominują jej cienie. Stąd zapewne tytuł najnowszej książki Wildsteina.• Bronisław Wildstein. „Cienie moich czasów”. Zysk i S-ka. 2015

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama