107,6 FM

Od 20 lat się nie nudziłam

Przeorysza z Sacré-Coeur. Mówiłam: „Panie, w świecie mi dobrze. Lubię tańczyć, lubię podróże, lubię swoje studia, lubię swoją pracę. Może Ty się mylisz, może dla sąsiadki to powołanie?”.

W jednym z najsłynniejszych kościołów na świecie, bazylice Sacré-Coeur w Paryżu, jest klasztor benedyktynek Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jego przeoryszą przez ostatnie osiem lat była… dziołcha z Mysłowic.

Teraz zgromadzenie wysyła ją na nową placówkę niedaleko Nicei. Przy tej okazji siostra Danuta Maria Ernst przyjechała na Śląsk na swój pierwszy od 24 lat urlop.

To nie dla mnie

To działo się przed laty na Śląsku. Mała Danka zauważyła zakonnicę. – Czy kiedyś będę tak wyglądać? – zapytała. Na to babcia Danki: – Żeby być tak ubraną, to trzeba rano wstać i być posłuszną.

Danka spojrzała na babcię i pomyślała: „To na pewno nie jest dla mnie”.

Pan Bóg musiał to słyszeć. Dwadzieścia lat później zaprosił ją do zgromadzenia, w którym co prawda trzeba być posłusznym, ale nie trzeba... bardzo wcześnie wstawać.

Zanim do tego doszło, dorastająca Danuta poszła z pielgrzymką do Częstochowy. Cała grupa wypowiadała tam akt oddania Pani Jasnogórskiej. – Ale dla mnie to było coś więcej niż powtórzenie tych słów. To tam mnie Matka Boska dopadła... – śmieje się.

Nie oznaczało to jeszcze, że Danka była przekonana co do powołania zakonnego. Owszem, myśl o klasztorze za nią chodziła, ale wcale nie była jej pewna. Nie wykluczała, że może jednak wyjdzie za mąż. Pierwszego kolegę, który się nią interesował, pogoniła babcia, bo jej się nie podobał... Wtedy jednak dziewczyna miała tylko 17 lat. Z innym kolegą chodziła na mecze hokejowe. Potem byli kolejni. Dobry kolega, Niemiec, napisał jej po latach: „Nigdy bym nie pomyślał, że zostaniesz zakonnicą”.

Taniec, góry, kajaki

Poszła na studia, na ekonometrię i statystykę na katowickiej Akademii Ekonomicznej. Był to kierunek związany z raczkującą w latach 80. zeszłego wieku informatyką. – Na salę z komputerami w naszej Akademii wchodziło się w białym fartuchu, a dyski były w takich wielkich szafach – zamrażarkach. W użytku były jeszcze... karty perforowane – wspomina.

Zaczęła pracę w instytucie informatycznym w Katowicach. Myśl o klasztorze przez wszystkie te lata jednak nie odchodziła. – Z tym, że ja Panu Bogu mówiłam: „Panie, w świecie mi dobrze – wspomina. – Lubię tańczyć, lubię podróże, lubię swoje studia i swoją pracę. Może Ty się mylisz, może dla sąsiadki to powołanie?”.

Jeździła w góry i na kajaki. Z dwiema przyjaciółkami zjeździła pół Europy: na stopa dojechały do Grecji, w następne urlopy zwiedziły Włochy, Belgię i Holandię. Planowały jeszcze odwiedzić Hiszpanię, ale Dance brakło oszczędności, zdobytych jeszcze w czasie studenckich praktyk informatycznych we Francji. A jej pensja na sfinansowanie podróży była zbyt mała. – Nie ma rady, trzeba zmienić robotę, żeby zarobić na wyjazd – oświadczyła.

Znalazła ogłoszenie: „Spółka polsko-francuska szuka informatyków do pracy we Francji”. Zgłosiła się. – Krótko przedtem uczestniczyłam w rekolekcjach na Jasnej Górze oraz w krypcie katowickiej katedry, gdzie słuchałam ojca Jana Góry. Dominikanie mi się podobali, więc pomyślałam: „Może pójdę zobaczyć u dominikanek?”. Mówiłam ksieni klasztoru w Krakowie, że zastanawiam się, jaką drogę mam w życiu wybrać: zakonną, a może jednak małżeńską? Zapisałam się do nich na rekolekcje. Wtedy jednak wyszła sprawa tego wyjazdu. Ksieni dominikanek mi powiedziała: „We Francji jest pełno różnych klasztorów, w tym nawet nowe zgromadzenia. Na pewno pani coś tam znajdzie”.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama