Heroizm nie szuka spokoju

dodane 25.11.2017 23:17

am

W okresie II wojny światowej i komunizmu Polska wydała wiele heroicznych postaci. Do tego bogatego panteonu sylwetek niezłomnych sięgnęli w tym roku organizatorzy i goście sympozjum Akcji Katolickiej w Płocku.

Heroizm nie szuka spokoju   Agnieszka Małecka /Foto Gość Płock, 25.11.2017. Koncert Lecha Makowieckiego podczas Sympozjum Akcji Katolickiej Diecezji Płockiej

Syn wybitnego położnika przywołał też słowa, którymi kierował się jego ojciec, "wielkość to nie to, ile potrafię zyskać, ale ile stracić". Włodzimierz Fijałkowski przypłacił swoją niezłomną postawę marginalizacją w świecie naukowym. - On jednak nigdy nie był ofiarą. Potrafił to wszystko stracić, spaść z tego wzniesienia, na który dostał się własną pracą. Przestał organizować swoje życie, zaczął je odczytywać. W moim ojcu nie było cienia cierpiętnictwa - opowiadał Paweł Fijałkowski.

W tym panteonie postaw heroicznych i niezłomnych, przywołanych podczas 10. Sympozjum Akcji Katolickiej Diecezji Płockiej, znaleźli się także księża diecezji płockiej, oraz świeccy, ofiary totalitaryzmów XX wieku. O niezłomnych duszpasterzach mówił prof. dr hab. Leszek Zygner, historyk, rektor PWSZ w Ciechanowie i Mławie. Przypomniał m.in. o męczennikach gostynińskich II wojny światowej, trzech młodych wikariuszach parafii w Gostyninie: ks. Antonim Dubasie, ks. Stanisławie Krystosiku i ks. Kazimierzu Stankiewiczu. Sami zgłosili się na posterunek żandarmerii, aby Niemcy wypuścili ich starszego proboszcza, ks. Apolinarego Kaczyńskiego, aresztowanego wcześniej jako zakładnika. Już nie wyszli z więzienia, przewiezieni z innymi więźniami do lasów w Wólce Łąckiej, zostali rozstrzelani. - Gdy po II wojnie światowej dokonano ekshumacji, w przypadku dwóch księży: ks. Dubasa i ks. Stankiewicza, głowy były odłączone od korpusu. Można się tylko domyślać, jak ich śmierć nastąpiła. To tajemnica męczeństwa - mówił prof. L. Zygner. Dodał też: - Spójrzmy na nich ludzkimi oczami. To były młode chłopaki, 4 lata kapłaństwa… Heroizm wyjątkowy - zauważył.

Wśród wspominanych heroicznych kapłanów diecezji płockiej znalazł się m.in. ks. Stefan Zielonka, prefekt pułtuski, więzień Dachau, który wybrał los duszpasterza więźniów chorych na tyfus, i kolejni niezłomni: ks. Kazimierz Gwiazda, ks. Franciszek Ossowski, ks. Leonard Lipka, ks. Wacław Jezusek, bp Jan Wosiński, czy całkiem już blisko naszych czasów - ks. Stefan Niedzielak, zamordowany w 1989 r.

- Tutaj może już za życia o niektórych postaciach trzeba mówić - zauważył na koniec rektor PWSZ w Ciechanowie i Mławie. - Chodzi mi o ks. Tadeusza Łebkowskiego, proboszcza z płockich Górek. To jest postać, co do której nie ma już wątpliwości, że jest człowiekiem heroicznym. Ks. Łebkowski, pracując w parafii św. Jana Chrzciciela był świadkiem wielu ważnych wydarzeń dla powojennego Płocka. W ‘76 w czerwcu ruszyła demonstracja pod Komitet Wojewódzki partii, on był tam z nimi. Ten człowiek w 80 roku, gdy zaczyna się strajk w Stoczni Gdańskiej, jechał tam z listem poparcia. Był zaproszony jako gość honorowy na 1. zjazd Solidarności w gdańskiej Olivii. To wokół niego powstawało wiele inicjatyw patriotycznych w parafii św. Jana Chrzciciela - wyliczał prof. L. Zygner.

Podczas sympozjum wspominano też ludność Rypina, która na początku II wojny światowej padła ofiarą funkcjonariuszy Selbstchutzu, czyli tzw. samoobrony. - Selbstchutz był formacją, składająca się z mieszkańców terenów polskich narodowości niemieckiej, którzy przed wojną uwierzyli w Hitlera, i przygotowali listy proskrypcyjne osób przeznaczonych do eksterminacji, do unicestwienia. Podobno część z nich, już w momencie bombardowań wskazywało lotnikom niemieckim cele. Jakież było wielkie zdziwienie dla mieszkańców Rypina i powiatu, że ludzie, których dotąd znali - ich sąsiedzi, znajomi, nagle zakładają czarne koszule, zaczynają nosić opaski z dziwnymi literami, zaczynają nosić broń - mówił Andrzej Szalkowski, dyrektor Muzeum Ziemi Dobrzyńskiej w Rypinie.

Ofiarami Selbstchutzu byli duchowni, nauczyciele i ziemianie z Rypina i powiatu. Akcja eksterminacji była bardzo dobrze zorganizowana. 1100 osób zostało zamordowanych w samym Rypinie, w tzw. Domu Kaźni, czyli przedwojennej komendzie policji, a w czasie wojny siedzibie Selbstchutzu i Gestapo. Rypinianie ginęli też w Lasku Rusinowskim i na Raku, w lasach skrwileńskich, gdzie prawdopodobnie spoczywa od 1500 do nawet 3 tys. pomordowanych. - Skąd wiemy, jak to wyglądało? Kilku osobom udało się przeżyć, m.in. Stefanowi Klubie i ks. Stanisławowi Dulczewskiemu. W 1978 r. odbyła się w Rypinie konferencja pt. Oskarżamy. Świadkowie opowiadali o tym, co działo się w domu kaźni - mówił A. Szalkowski.

Dzisiaj historycy są w stanie określić tożsamość 50 funkcjonariuszy Selbstchutzu; kaci nie ponieśli jednak konsekwencji; rozpierzchli się po frontach wojennych, uciekli. Jednak Rypin pamięta. - Jako muzeum staramy się docierać do prawdy, czemu służy m.in. Katalog Zbrodni Ziemi Dobrzyńskiej. Wciąż jest wiele rzeczy do wyjaśnienia. Uczymy nie nienawiści, ale szacunku człowieka do człowieka - podkreślił dyrektor Muzeum w Rypinie.

Część wykładową sympozjum podsumował panel dyskusyjny, który poprowadził ks. Krzysztof Jończyk, asystent kościelny AK Diecezji Płockiej. Wydarzenie zakończył kameralny koncert Lecha Makowieckiego, barda, poety, kompozytora i autor tekstów, którego piosenki nawiązują do historii Polski, szczególnie czasów wojny i reżimu komunistycznego. W repertuarze koncertu znalazły się także utwory o niezłomnych Polakach, m.in. "Ballada o rotmistrzu Pileckim".

X Sympozjum Akcji Katolickiej., które poprzedziła Msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem bp. Mirosława Milewskiego w katedrze, odbywało się w Opactwie Pobenedyktyńskim. W sesji wzięli udział działacze AK z różnych oddziałów w diecezji oraz członkowie innych wspólnot i ruchów.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

TAGI| AKCJA KATOLICKA, DIECEZJA PŁOCKA, SYMPOZJUM

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj swój komentarz »

Uwaga! Komentarze do tej dyskusji mogą być dodawane wyłącznie przez osoby zalogowane. Zapraszamy do się lub zapisania.