Słowo...

dodane 27.12.2017 09:24

Ks. Piotr Brząkalik.

Już tak trochę po świątecznie zapraszam na dzisiejszy felieton i choć przygasł już świąteczny gwar, jak to nam podpowiada kolęda dla nieobecnych, chciałbym zatrzymać jeszcze Państwa uwagę przy pewnej sugestii, inspiracji, jaką daje nam Liturgia Słowa z Bożego Narodzenia.

Słowo...   ks. Piotr Brząkalik

Jest dość zadziwiającym, że w tę uroczystość słyszeliśmy w czasie Mszy świętych początek Ewangelii św. Jana nazywany Prologiem, a nie opis narodzenia Pana Jezusa, jak w Pasterkę na przykład. Zresztą początek janowej Ewangelii usłyszymy niebawem jeszcze raz.

Nawet bez jakiejś szczegółowej uważności łatwo spostrzec, że to właśnie Słowo jest tu zdecydowanie w centrum uwagi, sednem tego tekstu. Jest jakby nasycony Słowem, i pisane z dużej i małej litery powtarza się po wielokroć. Pewno to nie przypadek, że Liturgia przypomina nam o Słowie właśnie teraz, w święta przepełnione dobrocią, a jednocześnie tuż przed rozpoczęciem nowego etapu mierzonego kalendarzem.

Słowo, niby nic, ledwie drganie powietrza, a jednak… Wszystko rozpoczyna się od słowa. To przez słowo Pan Bóg stworzył świat, to co wokół świata, to na świecie, no i człowieka. To na samym początku słowem oddzielił światłość od ciemności. To od tego zaczęło się stwarzanie.

Może warto odczytać to, jako radę, wskazówkę na dziś? Bo dobrze wiemy, i to z własnego życiowego doświadczenia, że słowa, których wobec siebie używamy niosą światłość albo ciemność. Mogą uskrzydlać, być jak wiatr w plecy, nieść światło i nadzieję, że góry da się przenosić. Mogą… Ale mogą też być nasycone ciemnością, kiedy krzywdzą, okłamują, ranią, czasem aż do krwi. To też mogą…

Innymi słowy, nasza światłość i ciemność ma swój początek w słowie.

Jesteśmy dziś świadkami, uczestnikami, ale też i współtwórcami czasów nadmiaru słów, takiego nadsłowia, bagatelizacji słów. Na naszych oczach słowa stają się płytkie i miałkie. Zmieniamy im znaczenie, przestajemy ich dotrzymywać, zagadujemy ciszę i milczenie. Już Kohelet przestrzegał: Bo im więcej przy tym słów, tym większa marność: cóż człowiekowi z tego przyjdzie? i radził: niech słów twoich będzie niewiele.

Mówią do nas, a my nie słuchamy, my mówimy, a nie słuchają.

Może nie od rzeczy byłoby właśnie dziś odczytać to liturgiczne przypomnienie o słowie, jako niezwykle aktualne, a wręcz naglące pouczenie.

Wiesław Myśliński w powieści „Kamień na kamieniu” napisał tak: Od słowa zaczyna się życie i na słowach kończy. Bo śmierć to tak samo tylko koniec słów…

Jeśli prawdą jest, że to co jest na początku jest też najczęściej najważniejsze i fundamentalne. A tak to czujemy i traktujemy, to jeśli na początku jest kłamstwo, słowo ciemności, to wtedy brniemy w nie, w ciemność przez lata. Jeśli zaś na początku jest prawda, słowo światłości, to i droga będzie jaśniejsza i łatwiejsza.

Na początku naszego świata i nas samych jest Słowo samego Boga, które jest dobre…, o czym wiemy, i o czym nie musimy siebie przekonywać.

Nasze słowa, nasze gesty, nasze postanowienia… To od nich wszystko się zaczyna. A potem może być tylko lepiej, albo tylko gorzej…

Teraz to naprawdę dobry czas, żeby zacząć zwracać uwagę na słowa, na ich światłość albo ciemność. A jedną z wielu bolączek dzisiejszych czasów jest zmienność słów. Powiedział ktoś: Aby zmienić ubranie, szukamy ustronnego miejsca, ale słowo wypowiedziane zmieniamy, nie wstydząc się ludzi. I coś w tym jest.

Ten czas, tak mniej więcej od Mikołaja, co roku naładowany, nasycony jest z oczywistych powodów dobrocią. I to w tym czasie więcej i częściej mówi się o dobroci, ale też ją okazje. Najczęściej naszą dobroć okazujemy przez rzeczy, przez prezenty. To z jednej strony jest dość łatwe, nie wymaga większego wysiłku, wystarczy pójść i kupić. Ale z drugiej strony staje coraz trudniejsze przez nadmiar rzeczy i reklamowych podpowiedzi, no i kłopot z decyzją. Pewno też dlatego, coraz częściej pytamy wprost, czy przez kogoś, a co byś chciał od Mikołaja, a co od Dzieciątka? Jasne, że okazywanie dobra przez rzeczy samo w sobie nie jest złe, ale dobrze byłoby nie ograniczać tego tylko do świątecznego okazywania i tylko przez rzeczy.

Wrócę więc do świętego Jana i jego Prologu, i do Słowa. Pan Bóg ma dla nas tak dobre Słowo, że stało się Ciałem. Całą Ewangelię nazywamy Dobrą Nowiną, czyli zbiorem dobrych słów. Mamy przed sobą kolejny nowy czas i możliwość, szansę, okazję bycia i okazywania dobra przez słowo i to bez kosztów, świątecznych obniżek cen i sklepowych wędrówek.

Jak mówi hiszpański humanista Juan Luis Vives: nie ma lustra, które by lepiej odbijało człowieka niż jego słowa. A jeśli tak, to dając innym dobo dobrymi słowami będzie też lepiej i nam samym.

Warto sobie przypomnieć i odnieść też do siebie i to przysłowie: zły język gorszy od ognia, a może też przestrogę z Mateuszowej Ewangelii, zdaje się, że dziś właśnie szczególnie aktualną, że to troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne.

I na koniec pozwolę sobie na po świąteczną zachętę: nie oszczędzajmy na słowach światłości, a słów ciemności unikajmy jak ognia.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |