Czarny wiedźmin

dodane 11.10.2018 13:54

Bartosz Bartczak

Netflix ujawnił obsadę serialu „Wiedźmin”. I uciął tym samym dyskusję z kwestiami rasowymi w tle.

Wyprodukowana przez polskie studio CD Projekt RED gra „Wiedźmin” zrobiła furorę na świecie. Popularność jej bohaterów, pochodzących z książek Andrzeja Sapkowskiego, stała się tak duża, że jeden z największych na świecie internetowych serwisów rozrywkowych Netflix postanowił nakręcić o nich serial. W główną rolę wiedźmina Geralta ma się wcielić filmowy Superman, Henry Cavill. Jednak największe kontrowersje w Internecie wywołała plotka o obsadzie jednej z damskich ról „Wiedźmina”.

Ciri, bo o nią chodzi, Sapkowski opisał jako dziewczynę o popielatych włosach i zielonych oczach. Raczej „europejski” wizerunek bohaterki utrwaliła jeszcze gra komputerowa. Dlatego też pewnie plotka o tym, że Ciri ma zagrać aktorka z grupy BAME (Czarna, Azjatka, z Mniejszości Etnicznej), wywołała tak duże poruszenie. Okazało się jednak, że plotka nie miała nic wspólnego z rzeczywistością. Bohaterkę zagra ostatecznie 17-letnia Brytyjka, Freya Allan, nie należąca do grupy BAME.

Dyskusja o obsadzie roli Ciri pokazało pewne powszechne ostatnio zjawisko w Internecie. Polemikę w sieci bardzo łatwo wywołać, podnosząc kwestie rasowe w dziełach popkultury. Bardzo ostre dyskusje wywołują decyzję o obsadzie filmów czy seriali, jeśli rasa aktora czy aktorki nie odpowiada wyobrażeniom potencjalnych widzów. Najczęściej dotyczy to obsady postaci, które w adaptowanych dziełach (grach, komiksach czy nakręcanych ponownie filmach) są białymi mężczyznami lub kobietami. Nie jest to jednak reguła.

Coraz więcej aktorów pochodzenia nieeuropejskiego zaczyna pojawiać się w różnych filmach czy serialach. Jest to zrozumiałe przede wszystkim ze względu na fakt, że mniejszości rasowe stanowią coraz większą część amerykańskiego czy brytyjskiego społeczeństwa. A to z USA czy z Wielkiej Brytanii pochodzi najwięcej kasowych filmów czy seriali. Większy udział „kolorowych” aktorów w kinie czy telewizji jest też swego rodzaju odreagowaniem po whitewashingu. Było to zjawisko obsadzania nie-białych postaci przez białych aktorów. Miało to często komiczny i obraźliwy dla przedstawicieli innych niż biała ras efekty.

Kontrowersje dotyczące obsady bardzo często dotyczą filmów i seriali których akcja toczy się w wymyślonych światach fantasy i science-fiction. Ma to o tyle ograniczony sens, że tego typu światy dają naprawdę szerokie pole dla wyobraźni autorów. I to właśnie od wyobraźni autorów filmów i seriali, artystycznej wizji ich reżyserów i producentów, zależy wygląd bohaterów. Filmy i seriale mogą być oczywiście adaptacjami znanych z innych mediów dzieł. Tak jak w wypadku Wiedźmina. W takiej sytuacji fani mają już pewne wyobrażenie na temat swoich ulubionych bohaterów. Wtedy to od kunsztu filmowców zależy, czy ich autorska wizja zostanie powszechnie zaakceptowana.

Najlepszym przykładem tego, że filmowcy nie muszą się przywiązywać do oryginalnego koloru skóry bohaterów dzieła fantasy, była seria filmów o Thorze. Fabuła tych superprodukcji Marvela toczy się w dużym stopniu w Asgardzie, mitycznej krainie nordyckich bóstw. Asgard kojarzy nam się ze średniowieczną Skandynawią, a trudno było wtedy tam o ludzi czarnoskórych. Jednak ważne role w filmach o nordyckim bóstwie piorunów grają czarnoskórzy aktorzy: Idris Elba i Tessa Thompson. I ich świetna gra aktorska zamknęła usta krytykom obsadzania roli nordyckich bóstw przez nie-białych aktorów.

Trudno powiedzieć, czy czarnoskóra lub azjatycka aktorka w roli Ciri skradłaby serca fanów „Wiedźmine”. Szanse na to otrzymała Freya Allan, bliższa wyglądem książkowej i komputerowej wizji tej bohaterki. Za to inną ważną rolę kobiecą w serialu, czyli rolę Yennefer, otrzymała brytyjska aktorka hinduskiego pochodzenia, Anya Chalotra. Ta decyzja castingowa nie wywołała na razie większych kontrowersji. Możliwe, że stało się to dlatego, że wygląd granej przez nią postaci nie jest aż tak charakterystyczny jak wygląd Ciri. Nie zmienia to jednak faktu, że prawdziwą wartość wszystkich aktorów wcielających się w role bohaterów serialu „Wiedźmin”, poznamy dopiero oglądając serial serwisu Netflix.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Przeczytaj komentarze | 5 | Dodaj swój komentarz »


Ostatnie komentarze:

Plusów: 0 Cyraniusz 12.10.2018 21:38
Niezalogowany użytkownik Wiedźmin to ściek nie ze względu na tematykę ale nihilistyczne przesłanie, oczywiście że osobie silnej w wierze nie zaszkodzi ale to jest tak jak z pokarmem poświęconym bożkom, wiemy że to pic ale nie należy tego tykać żeby nie siać zamętu, o. Szutak czasem zachowuje się jak atencjusz szukający mini skandali, może to taki trik żeby przyciągnąć ludzi z pogranicza Kościoła ale wrażenie jest jak przy stole poświęconym bożkom. Pamiętać też należy że wszystko czym się karmimy ma na nas wpływ, nawet jeśli tego nie chcemy. Lepiej nie tracić czasu na rzeczy które oddalają od Boga, czy Tomasz a Kempis sięgnąłby po te lektury? Albo św. Jan od Krzyża? Nie popadajmy w pychę że nasza wiara jest tak mocna iż nic jej nie zmąci, trzeba z uwagą dobierać rzeczy które mają na nas wpływ. Z Panem Bogiem.
Plusów: 0 ROBSON 12.10.2018 18:10
Niezalogowany użytkownik Teraz to Ty się wstydź i za pokutę jedną modlitwę do swojego archanielskiego patrona zmów :) Jak się stosuje ironię to zawsze jest ryzyko, że ktoś jej nie wyczuje, więc nie najeżdzaj tu tak pana Stanisława :>

A jak już rozpalamy stosy, to dodatkowo bym do książek dorzucił smego autora: zadeklarowanego ateistę i antyklerykała, więc co jakiś kapłan-mężczyzna się pojawia na kartach jego cyklu wiedźmińskiego, to albo pospolity oblech albo groźny fanatyk -- łagodniejsze są kapłanki kultu bogini-matki, a jak się pojawia "problem", że jedna bohaterka zachodzi w ciążę, to wkłada w usta bohaterów pro-choice'ową pogadankę, a usłużny wampir-alchemik rychtuje stosowny eliksir :>
Plusów: 0 MiKael 12.10.2018 12:31
Niezalogowany użytkownik No i się doczekałem. Od razu bardzo miło, uprzejmie po chrześcijańsku: "Gości", "zryty beret". Drogi Panie, Na moich półkach znajduje się większość dzieł powyższych autorów, począwszy od "Podział ostateczny", "Listy starego diabła do młodego", czy "Opowieści z Narnii" Lewisa. Jeśli o Tolkiena chodzi, to mam wszystkie wydane w Polsce dzieła, dodam, że przeczytane. Czy to oznacza, że mam już mniej "zryty beret"? Życzę wszelkiego błogosławieństwa Bożego na Pana drodze i więcej życzliwości dla bliźniego. Aha, ale czy Pan Redaktor Bartosz Bartczak ma "zryty beret", skoro podjął temat Wiedźmina na łamach katolickiego pisma? Czy o Adam Szustak, który w jednym z odcinków "Szósta rano" cytował Geralta z Rivii i mówił, że przeczytał Wiedźmina dwa razy, także ma "zryty beret"? W jednym z ostatnich vlogów przyznał się nawet, że czytał Harry'ego Pottera. I cóż o tym myśleć, patrząc jakie świadectwo o Bogu daje?
Plusów: 1 Stanisław Jerzy Paluch 12.10.2018 10:44
Niezalogowany użytkownik Gościu, ale masz zryty beret. Poczytaj moze choćby o J.R.R Tolkienie. C.S. Lewisie itd., zamiast gadać takie kocopoły.

wszystkie komentarze >