107,6 FM

Tajemnica

Prawdą jest, że z Adwentem mamy pewien i to całkiem spory kłopot.

Po pierwsze - czas. To badaj najkrótszy z okresów liturgicznych. Niby cztery niedziele, a w najkrótszej wersji może trwać tylko trzy tygodnie. Tak jest, kiedy IV Niedziela Adwentu to jednocześnie dzień Wigilii, i tak było w ubiegłym roku. W tym roku jest niewiele dłuższy, bo Wigilia wypada w poniedziałek po IV Niedzieli Adwentu. Po drugie - nasycenie. Adwent zwraca nam uwagę, przypomina o dwóch różnych przyjściach Pana Jezusa. O tym powtórnym, ostatecznym, nieokreślonym w czasie, i o tym czasowo konkretnym, liturgicznie świętowanym. I też na nie przygotowuje, a przynajmniej jest sposobnością, szansą. Po trzecie - gęstość. Mam na myśli coraz większe zagęszczenie wszystkim, co przedświątecznie i świątecznie zewnętrzne. Mnogość barbórek, karczm, mikołajów, opłatków, przed wigilijnych wigilii, a do tego jeszcze prezenty, starania o obfitość stołu i gruntowniejsze porządki. Wszystko to razem wzięte nagromadzone, skomasowane wręcz i to w trzy tygodnie musi zasłonić, zaćmić to adwentowe przypomnienie o powtórnym przyjściu Pana Jezusa, a i to religijne przeżywanie prawdy o Bogu, który stał się człowiekiem. I wcale nie rzadko, a myślę, że coraz częściej, mocno odczuwalnym skutkiem tego przedświątecznego zagęszczenia jest zmęczenie nie tylko fizyczne, ale też duchowe, emocjonalne, nawet religijne.

Zanim więc tak do cna zmęczy nas przedświąteczność pozwolę sobie zaproponować kilka myśli, podpowiedzi, na które zwróciłem uwagę czytając wywiad z Krzysztofem Zanussim po Jego ostatnim filmie „Eter”.     

Najpierw przypomnę zacytowane przez Reżysera na wykładzie inaugurującym rok akademicki na Uniwersytecie Śląskim słowa Alberta Einsteina: „Kto nigdy nie doświadczył przeżycia tajemnicy, wydaje mi się, jeśli nie jest martwy, to w każdym razie ślepy”. I dalej: „Wrażenie, że za wszystkim, czego doświadczamy, ukrywa się coś, czego nasz umysł nie może ogarnąć i czego piękno i majestat dosięga nas jedynie pośrednio, jako słabe odbicie, to jest religijność. W tym sensie jestem religijny”.

I tak sobie pomyślałem, że za tym coraz powszechniejszym odwrotem od religijności kryje się właśnie lęk przed tajemnicą, przed nieodgadnionym. I to tak w ogóle.

A we wspomnianym wywiadzie po premierze filmu „Eter” mówi Zanussi tak: Jako człowiek związany z nauką, który kocha ją niezmiennie i wysoko ceni, wiem też, że scjentyzm jest też chorobą, która spadła na nas w XIX w. Wierzono wtedy, że nauka da odpowiedź na wszystkie problemy ludzkości. Zapomniano jednak, że jest tylko jedną z metod poznania i nie ma wyłączności na tłumaczenie świata. W XIX w. zapomniano o intuicji i ludzkiej duchowości, do której nauka ma się nijak. A duchowość jest ważna i ludzkość nie może bez niej żyć. Żadna cywilizacja nie jest w stanie się rozwijać bez duchowego wymiaru, bez ideałów, które lokujemy właśnie w sferze ducha. (…) Duchowość nie może być amorficzna. Jeżeli jest amorficzna, przeradza się w gnozę albo staje się bełkotem new age'u. Nieokreślona religijność jest ułomna. Religijność jest rusztowaniem w naszym życiu, bez którego chwiejemy się jak trzciny na wietrze.

Tak sobie pomyślałem, że właśnie teraz w połowie Adwentu, warto zwrócić naszą uwagę właśnie na to, że to duchowość jest ważna i ludzkość nie może bez niej żyć. A ja pozwolę sobie dopowiedzieć: to nie to, że ludzkość, ale dla każdego z nas indywidualnie i pojedynczo duchowość jest ważna i nie możemy bez niej żyć.

Może dobrze by było w to najbliższe Boże Narodzenie pozwolić duchowości właśnie przebić się przez coraz większe około świąteczne zagęszczenie? Jeśli zdołamy przez nie się przebić, to i świąteczność będzie z pewnością prawdziwsza.

A jeśli coraz bardziej chwiejemy się jak trzciny na wietrze i raz jedno jest prawdą, a raz drugie; raz jedno jest dobrem, a raz, co innego, to może właśnie, dlatego, że budujemy siebie, swoje osobowości bez szkieletu, rusztowania religijnością?

Mówi w tym w wywiadzie Krzysztof Zanussi tak: Nie powinno się stosować nauki w obszarach, do których nie ma ona praw. Przy całej pochwale osiągnięć nauki trzeba powtarzać, że nauka ma granice, których nie wolno przekraczać. Inaczej staje się bałamutna i sprowadza się do słów Engelsa, że życie to forma istnienia białka. To redukcjonizm, który umniejsza nasze poznanie. Świat jest przesiąknięty tajemnicą. Oświecenie, które na piedestale stawiało naukę, może było wspaniałym okresem, które wiele przyniosło ludzkości, ale zostawiło też po sobie złą schedę. Zostawiło po sobie pychę ludzką - założenie, żeśmy doszli do granic poznania, a jesteśmy wciąż na samym jego początku.

Pozwólcie, że zwrócę Państwa uwagę na to zdanie: Świat jest przesiąknięty tajemnicą. A ja dodam, Pan Bóg…, życie…, ja…, my… jesteśmy tajemnicą.

Tak mi się zdaje, że czas najwyższy przywrócić w sobie zgodę na Bosko ludzką tajemnicę, odkrywaną i ciągle nieodkrytą. Może przez to będziemy pokorniejsi wobec Boga, świata i siebie? A przydałoby się!

 

« 1 »

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama