107,6 FM

Radość – bezcenny kapitał

Wznieś okrzyk radości – łatwo powiedzieć. Z czego mam się cieszyć?

Może z tobą życie obchodzi się łaskawiej? Warto byłoby sprawdzić, czy czasem nie przywykliśmy już do codziennego narzekania i biadolenia, że gdyby nam nawet przyszło do głowy wyrazić odrobinę zadowolenia, mielibyśmy poczucie czegoś nieprzyzwoitego. Tymczasem był kiedyś mnich, który gdy kogoś spotkał, wołał głośno: „Dziś jest Boże Narodzenie!”. Tamten zdziwiony reagował: „Masz źle w głowie? Przecież jest październik”. „Ależ nie – odpowiadał zakonnik – na pewno dziś jest Boże Narodzenie, bo czuję radość w sercu, że mogę cię zobaczyć”.

Radość to trudny temat. Im bardziej jesteśmy zdołowani, tym bardziej przychodzi nam ochota na rechot: kabarety, dowcipy, ironiczne riposty, złośliwość… Można sobie kpić i naśmiewać się z innych, a mimo to dławić się smutkiem i nie mieć pojęcia, co znaczy „cieszyć się i weselić z całego serca”. Nigdy nie zapomnę pani Marii, którą jako młody ksiądz odwiedzałem. Miała 105 lat. Funkcjonowała między łóżkiem a fotelem. Jej oczy, uśmiech, wyciągnięte ręce na przywitanie mówiły wszystko. „Pani Mario – żartowałem – ja do Pani przyprowadzę moją młodzież z parafii. Oni zawsze struci i nabzdyczeni. Może ich Pani zarazi radością.” Podobnie Lucia, prawie 40-letnia kobieta z Mestre. Gdy odkryła swe powołanie i zgłosiła się do klasztoru benedyktynek w Offidzie, stała się gejzerem radości. Zarażała wszystkich swym niebiańskim nastrojem ta zakochana po uszy w Chrystusie kobieta. Do jej klasztoru pielgrzymowały tabuny smutasów i tragiczek po odrobinę radosnej witaminy.

Iluż świętych było znanych z radości. Święta Teresa z Ávila tańczyła flamenco, św. Filip Neri był znany z nieprzeciętnego poczucia humoru. Garnęło się do tego „Bożego wariata” wielu młodych ludzi z Zatybrza, by zaczerpnąć nieco miłości, jaka go od środka rozsadzała. Żartował z innych, przywracając im pogodę ducha. Na wieść o tym, że św. Ignacego Loyolę trapią wizje i mroczne nastroje, natychmiast udał się do swego hiszpańskiego przyjaciela z poradą: „Ignacio, zjedz coś, a wizje zaraz ci przejdą”. Brat Albert, poza miłością do biednych i upodobaniem do długich samotnych modlitw, uwielbiał płatać innym figle. Zapytany przez swych uczniów na łożu śmierci, czy ma jakieś ostatnie życzenie, przytaknął, szepcąc im do ucha: „Papierosa”. Jego szelmowskie oczy zdradzały nieskrywaną satysfakcję, że jeszcze tym razem udało mu się bliskim zrobić kawał. Bezcennym kapitałem jest Boże świadectwo w sercu: „Odnowię cię swoją miłością, nie musisz się bać złego”. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • mee...
    16.12.2018 11:38
    Jezus, przyszedl na swiat po to by odnalesc swoje owce, jakze atem drogi oiec, ludu ybranego na tym swiecie sie pogmatane...a kto gmatwa drogi narodu wybranego - jak nie szatan i nauczyciele, ktorzy podaja sie za apostolow, uczni, przedstawicieli, zastepcow, a nimi nie sa...wszyscy podciagajac sie pod swoje wymysly, religie, teorie, dogmaty, tradyje w imie Chrystusa. Tym samym Chrystusa stawiajac w cieniu...
    doceń 1
  • mee...
    16.12.2018 11:52
    Natura i łaska...zatem tlum wg Lukasza dzieli sie podwojnie, potrojnie. Chrystus nie przyszedl na swiat wprowadzac podzialow, a glosil prawde, ktora od Ojca, Ktory jest w niebie pochodzi. Dlatego gdyby celnik badz zonierz poznal Chrystusa - stalby sie sprzeciwem dla siebie samego. Ci zatem co szukaja usprawuedliwienia dla siebie - znajda je w tych, ktorzy sami siebie zwa aposlolami, uczniami...
    doceń 1
  • mee...
    16.12.2018 12:06
    Świeckim okiem...ci ktorzy swiat odrzucili tak koncza badz swiat ich sam ich odrzucil...a wiem cos o tym, bo swiat tez chcialem w ten sposob odrzucic...ale moje kroki zostalaly skierowane do domu, do matki. Wowczs matka mnie powiedziala - Synu wracaj, a jak nie chce ci sie pracowac wyjedz na Floryde i poloz sie pod palma...gdy wrocilem sprawy potoczyly sie blyskawicznie na Broxsie gdzie pracowalem w osrodku dla starszych sprawnych ludzi, ktorych dogladalem na stolowce, dawlem zastrzyki insuliny...poznalem moja zone.
    doceń 1
  • Tomasz
    07.04.2019 11:53
    Jest jakaś konstrukcja psychiczna, z którą przychodzimy na świat. Skłonność. Coś, na co niekoniecznie mamy wpływ. Poza tym potem lata do czasu przebudzenia też mogą się dołożyć. I chyba dlatego tak wielu z nas jest zgaszonych i smutnych. Wolność jaką obdarza mnie Chrystus to także inna perspektywa patrzenia i właśnie zdrowy dystans także do siebie i w końcu radość. Prawdziwa, ludzka, ciepła, serdeczna. Czerpana z Pierworodnego, Źródła.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama