Nasze kłopoty z cudami

dodane 11.01.2019 09:30

Aleksander Bańka

Zostawiali wszystko. Pieniądze, kariery, dostatek, wygodne życie. Rezygnowali z rodziny, ciepłych relacji, komfortu, doczesnych przyjemności.

Nasze kłopoty z cudami   Roman Koszowski /GN Aleksander Bańka

Zamiast tego wychodzili na pustynię, żyli w rozpadlinach skał albo w lepiankach, za których nikt nie dałyby złamanego grosza. Ubierali się w łachmany i żywili byle czym. Modlili się, umartwiali i pościli, szykując na spotkanie Z Bogiem. Szaleńcy, sekciarze? Nie, duchowa elita. Ojcowie i Matki Pustyni. Stanowią jeden z ważnych korzeni duchowej tradycji chrześcijaństwa.

Czytam historie o duchowych mocarzach – mężczyznach i kobietach, którzy u początków czwartego wieku podejmowali radykalną decyzję białego męczeństwa. Wyrzekając się świata, żyli w nim jako znak tej rzeczywistości, którą z całą mocą ogłaszali – Bożego królestwa. Było ich wielu, bardzo wielu, do tego stopnia, że św. Atanazy, biskup Aleksandrii, autor słynnego Żywotu św. Antoniego Pustelnika pisał: Pustynia stała się jak miasto. I rzeczywiście. Liczbę wczesnochrześcijańskich ascetów, żyjących w odosobnieniu, w skrajnym ubóstwie i wyrzeczeniu, liczy się w tysiącach. Ich moc nie tkwiła bynajmniej w niezwykłych predyspozycjach, ekscentrycznym stylu czy silnej osobowości. Oni po prostu postanowili radykalnie potraktować Ewangelię. Nie, nie chodzi mi o to, aby naśladować ich postawę, ascetyczne praktyki czy surowe umartwienia. Myślę raczej o tym, że dla nich Ewangelia nie była tylko zbiorem pobożnych opowieści lub zestawem moralnych zaleceń, do których wypada się dostosować; była nieomal żywą Osoba – Jezusem Chrystusem, którym żyli, karmili się, w którego się przyoblekali. Reszta była tego konsekwencją. Czytam historie z ich życia i mam wrażenie, że kiedyś, w ich czasach wszystko było jakieś prostsze. Nie dlatego, że prostsze były czasy, ale dlatego, że żyjący w nich ludzie mniej je komplikowali. Zarówno tak zwane Apoftegmaty, jak i zachowane w różnych formach historie Ojców Pustyni, pełne są opowieści o cudach i nadprzyrodzonych znakach, które miały miejsce w ich życiu, bądź działy się za ich sprawą. Starcy miewali wizje, sny, uzdrawiali chorych, wypędzali złe duchy, a ich błogosławieństwo wpływało na żywioły, oddziaływało na przyrodę, napełniało otuchą i ukojeniem. Nie znaczy to, że byli tak doskonali, ale raczej o to, że Bóg był doskonały, a oni nie wyobrażali sobie życia bez niego. Świat bez Boga był dla nich czystym szaleństwem. Czy można dziwić się więc, że w imieniu Jezusa dokonywali cudów? Badacz wczesnochrześcijańskiej duchowości, John Chryssavgis podkreślał, że „tego rodzaju cuda i znaki nie pełnią tu roli bezspornych dowodów świętości; nie wymagają też badań naukowych, potwierdzających ich autentyczność. W kontekście życia na pustyni były one zjawiskami najzupełniej naturalnymi […]. Nie chodzi o to, że próby sensownego wytłumaczenia spraw boskich są czymś niewłaściwym”, ale o to, że sprawy boskie zaczęliśmy traktować nieufnie i z tak wielką dozą dystansu. W konsekwencji odebraliśmy im prawo do objawiania się w tym świecie – chyba, że na naszych zasadach i w świetle zbudowanych przez nas scjentystycznych prawideł. Myślenie wczesnochrześcijańskich ascetów podążało innymi drogami. Wedle ich miary, „cuda są paradoksalnymi odpowiedziami na nasze pytania, odzwierciedlającymi paradoksalną miłość Boga ku nam. Potwierdzają absolutny charakter Bożej miłości, są manifestacjami absolutnej wolności Boga w świecie, który zawdzięcza wszystko swemu Stwórcy […]. Cuda zatem są częścią dzieła stworzenia, przemawiają do naszej kreatywności. Są oknami, przez które przeziera inny sposób życia, oparty na otwartości na tajemnicę i niestroniący od zaskoczenia, jakie niesie z sobą łaska. My nie czynimy cudów; jesteśmy ich świadkami” (J. Chryssavgis, W sercu pustyni). Być może więc właśnie dlatego mamy dziś taki kłopot z cudami. Doświadczamy ich rzadko, nie dlatego, że Bóg nie chce ich czynić, tylko dlatego, że my nie potrafimy ich przyjmować. Tymczasem Ojcowie i Matki pustyni uczą nas jednego: Świat Bożych cudów kryje w sobie więcej realności, niż nasza empiryczna codzienność, ma bowiem swe korzenie w wieczności, a nie w kruchych ramach zmysłowej doczesności. Być może warto więc czasami do ich mądrości powrócić.

 

«« | « | 1 | » | »»