107,6 FM

Jawne zarobki w NBP?

Komisja Finansów publicznych po 5-godzinnej dyskusji zdecydowała, że rekomenduje Sejmowi uchwalenie ustawy, która wprowadzi jawność zarobków kadry kierowniczej w NBP. Komisja rozpatrzyła we wtorek trzy projekty ustaw w tej sprawie. Zaproponowała też poprawki do projektowanych zmian.

Komisja finansów przeprowadziła we wtorek wieczorem pierwsze czytanie trzech projektów ustaw (autorstwa klubów PiS, PO-KO oraz Kukiz'15), których celem jest ujawnienie zarobków osób sprawujących funkcje kierownicze w NBP. PiS zaproponowało ponadto zmianę zasad wynagrodzenia pracowników NBP.

Podczas 5-godzinnej dyskusji posłowie ustalili, że komisja przedstawi Sejmowi wspólne sprawozdanie z trzech projektów. Wiodącym będzie projekt PiS. Do projektowanych zmian zaproponowano szereg poprawek.

Przewodniczący sejmowej komisji finansów Andrzej Szlachta (PiS) wyjaśnił w rozmowie z dziennikarzami, że przyjęte poprawki miały charakter doprecyzowujący. "Wynikały one z przemyślenia projektu, ponieważ jest on wielowątkowy. Dotyczy jawności wynagrodzeń, zasad ustalania wynagrodzeń, oświadczeń majątkowych" - powiedział.

Według jednej z poprawek zasada, że maksymalne wynagrodzenie w NBP nie może przekroczyć 0,6-krotności wynagrodzenia całkowitego prezesa banku, nie będzie dotyczyć jednak wiceprezesów oraz członków zarządu NBP. Komisja zaproponowała też wydłużenie - do 14 dni - vacatio legis ustawy. W pierwotnym brzmieniu projektu PiS ustawa miała wejść w życie z dniem następującym po dniu ogłoszenia ustawy w Dzienniku Ustaw.

Szlachta przyznał, że projekt, nad którym debatowali posłowie, wymagał "korekt na bieżąco". Dodał, że podczas rozpatrywania projektu i przyjmowania poprawek pojawiły się dodatkowe wątpliwości. Biuro Analiz Sejmowych wskazywało m.in. na możliwość niezgodności z konstytucją pewnych rozwiązań (dotyczyło to działania prawa wstecz i konieczności przedstawiania oświadczeń majątkowych od 1995 roku). "Prawdopodobnie jutro (w środę - PAP) zgłosimy (kolejne - PAP) poprawki, które doprecyzują projekt" - zapowiedział poseł PiS.

Polityk ocenił, że ustawa wychodzi na przeciw oczekiwaniom opinii publicznej, co do zarobków i ich wysokości w NBP, szczególnie po artykule Gazety Wyborczej. "Cel (ustawy - PAP) był jeden transparentność wynagrodzeń w NBP" - zaznaczył.

Szlachta pytany przez dziennikarzy, czy można spodziewać się wstrzymania prac nad nowym prawem ze względu na wskazywaną przez Biuro Analiz Sejmowych konieczność notyfikacji projektu i zasięgnięcia opinii w Europejskim Banku Centralnym (EBC) powiedział, że ta decyzja zależy od marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

"Pan marszałek stanie przed wielką odpowiedzialnością, czy dopuści do zakończenia procedowania i wtedy wystąpi do struktur unijnych o notyfikację, czy też uzna, że na tym etapie przed drugim czytaniem przedstawić projekt do notyfikacji" - powiedział.

Wiceprzewodnicząca komisji finansów Krystyna Skowrońska (PO-KO) zaznaczyła w rozmowie z dziennikarzami, że EBC wskazuje, iż projekty dotyczące banków centralnych w państwach UE powinny być notyfikowane.

Przedstawicielka opozycji oceniła, że projekt PiS "był mało rzetelnie przygotowany dlatego, że w zakresie ujawniania niektórych informacji wskazywano, że to jest sprzeczne z Konstytucją i z innymi zasadami tworzenia prawa". "Nie ma notyfikacji, nie ma pewności, czy w tym zakresie nie naruszamy zasady niezależności banku centralnego" - oceniła.

Posłanka dodała, że w projekcie PiS wskazano wysokość wynagrodzenia wiceprezesów bądź dyrektorów departamentów NBP i dyrektorów oddziałów okręgowych NBP w wysokości 0,6-krotności (60 proc.) wynagrodzenia prezesa NBP. "Będzie to projekt trudny do wykonania, trudny do zrealizowania, dlatego, że zaproponowano również rozwiązanie, że od 1995 roku wynagrodzenia osób zajmujących kierownicze funkcje, czyli prezesa NBP, wiceprezesów, dyrektorów departamentów i dyrektorów oddziałów okręgowych oraz ich zastępców powinny być opublikowane" - powiedziała.

Podczas komisji przedstawiciele NBP wskazywali na trudność bądź wręcz niemożność spełnienia tego ostatniego warunku. Posłowie PO zaproponowali wykreślenie tego rozwiązania z projektu, ale ostatecznie tak się nie stało.

Zaproponowane przez PiS zmiany krytykowały działające w NBP związki zawodowe oraz przedstawicielki banku: wiceprezes Anna Trzecińska i zastępca dyrektora departamentu kadr Ewa Raczko. Najwięcej kontrowersji wzbudziła propozycja PiS, by wynagrodzenia dla poszczególnych kategorii stanowisk w NBP kształtował zarząd banku, "przy założeniu, że maksymalne wynagrodzenie nie może przekroczyć 0,6-krotności wynagrodzenia całkowitego prezesa NBP".

"Każda próba wyznaczania wskaźników, ograniczania wynagrodzenia to jest ingerencja w niezależność banku centralnego. I takie opinie Europejski Bank Centralny wysyłał do różnych krajów" - powiedziała wiceprezes NBP.

Jak mówiła, "chodzi tu o wynagrodzenia pracowników NBP, kadry, która musi być profesjonalna, ponieważ odpowiada zgodnie z art. 3 ustawy o NBP za cały obszar gospodarki; to jest polityka pieniężna, to jest system płatniczy, to jest obsługa budżetu, to jest zarządzanie rezerwami dewizowymi. Dlatego też, ta niezależność finansowa (...) jest po prostu nie do podważenia. I nie ma możliwości wpływania".

Wiceprezes NBP poinformowała, że w banku trwają prace nad siatką płac, którą "chcemy przedstawić w podziale na stanowiska na minimum i na maksimum". "Chcemy to upublicznić. Zarząd podejmie takie uchwały w najbliższym czasie, tak, żeby ta transparentność była zachowana" - powiedziała.

Wiceprezes poprosiła o czas, w którym zobowiązała się do współpracy, tak, "żeby wykonać wszystkie kwestie i przedyskutować w sposób rzetelny elementy i zasady wynagradzania w banku centralnym". Wskazywała również, że ustawodawca powinien utrzymać zapisy obowiązującej ustawy o NBP, która zakłada, że wynagrodzenia w banku uwzględniają poziom płac w sektorze bankowym. Szlachta mówił, że postulaty NBP mają być uwzględnione w drugim czytaniu projektu.

Ewa Raczko ostrzegała natomiast, że - w wyniku proponowanych przez PiS zmian - z NBP może odejść ok. jednej czwartej pracowników. "I ta obawa dotyczy tych, którzy najlepiej zarabiają, najlepiej są opłacani, bo mają największą wiedzę i najlepsze kompetencje" - wskazywała.

Raczko dodała, że osoby te już mają oferty pracy z instytucji komercyjnych, na dużo lepszych warunkach niż w NBP. Zwróciła ponadto uwagę, że w miejsce tych, którzy odejdą, trzeba będzie przyjąć nowych, którzy już na wstępie, oczekują od 5 do 8 tys. zł wynagrodzenia zasadniczego. "Jeżeli chodzi o programistów, analityków, to oni śmieją się z takich stawek. Jeżeli chcemy informatyka z doświadczeniem, programistę, który potrafi programować w nowych językach, nowych kompetencjach, to on oczekuje 20 tysięcy zł miesięcznie zasadniczego wynagrodzenia" - mówiła Raczko.

Szlachta przekonywał, że projekt PiS nie dotyczy informatyków, czy pracowników niższych szczebli w NBP.

Dwa pozostałe projekty, nad którymi debatowała komisja, były autorstwa PO-KO oraz Kukiz'15. Projekt PO-KO proponował ograniczenie prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne poprzez dodanie do katalogu osób obowiązanych do składnia oświadczeń majątkowych członków zarządu NBP oraz osoby zajmujące kierownicze stanowiska w NBP. Zgodnie z nim mieliby oni obowiązek złożyć oświadczenia majątkowe do dnia 31 marca 2019 r., według stanu na dzień 31 grudnia 2018 r.

Z kolei projekt Kukiz'15 miał odebrać kontrolę zarządowi NBP nad wysokością i zasadami wynagrodzeń w banku i przekazać ją Sejmowi. Zdaniem autorów tej propozycji, niezależność banku centralnego miałaby być zachowana poprzez "wyłączną kontrolę Sejmu nad sposobem wynagradzania pracowników NBP".

Przygotowane przez posłów zmiany w sposobie kształtowania płac w NBP są konsekwencją doniesień medialnych dotyczących wynagrodzeń współpracowniczek prezesa NBP Adama Glapińskiego - szefowej departamentu komunikacji i promocji Martyny Wojciechowskiej oraz dyrektor gabinetu prezesa NBP Kamili Sukiennik. Pod koniec grudnia ub.r. "Gazeta Wyborcza" donosiła, że zarobki Wojciechowskiej wynoszą ok. 65 tys. zł "wraz z premiami, dodatkowymi dochodami i bonusami", czemu bank zaprzeczył.

Kilka tygodni temu zastępca dyrektora departamentu kadr w NBP Ewa Raczko zapewniała podczas konferencji prasowej, że "żaden z dyrektorów w NBP nie otrzymuje powszechnie i nieprawdziwie podawanego w mediach miesięcznego wynagrodzenia w wysokości ok. 65 tys. zł bądź wyższego".

Prezes NBP Adam Glapiński zapowiedział, że pod ustawą dotyczącą jawności wynagrodzeń w NBP podpisze się "obydwoma rękoma".

« 1 »
  • MOKA
    30.01.2019 07:40
    Mącenie. Nadal nie dowiemy się ile dokładnie zarabiają sekretarki prezesa. Na razie stanęło na 70 tyś miesięcznie dla byłej przedszkolanki. Tak się bawią za nasze pieniądze.
    doceń 5
  • paulus
    30.01.2019 08:23
    Wszystkie zarobki powinny byc jawne . To by ukrucilo kumotrestwo , naduzycie wladzy , Mobbing ,niesprawiedliwosc .Dlaczego tylko coniekturzy maja stac na swieczniku. Wszystkim wyjdzie to na zdrowie i swiadomosc , tylko rzetelna praca poplaca. Szczesc Boze.
    doceń 2
  • Kokogut
    30.01.2019 14:11
    Do MOKA.
    Nie sekretarki tylko Dyrektorki departamentów.
    Nie przedszkolanki tylko poliglota rusycystka.
    Nie 63 tyś zł tylko 36tyś zł.
    Oraz nie PIS tylko PO bo pan Marek Belka przyjął je do pracy, pracują od 10 lat.
    Czyli "prawie wszystko" się zgadza.
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama