107,6 FM

Stanąć w prawdzie

Prezes IPN dr Jarosław Szarek mówi o konieczności rzetelnych badań relacji polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej.

Andrzej Grajewski: Podpisana przed rokiem deklaracja premierów Polski i Izraela miała stać się krokiem milowym w dziele wspólnego badania przeszłości. Tymczasem po szczycie bliskowschodnim w Warszawie znów jesteśmy świadkami napięć, spowodowanych wypowiedziami polityków izraelskich. To dowodzi, że świadomość elit na Zachodzie niewiele się zmieniła.

Jarosław Szarek: Świadomość zmienia się dekadami, przez pokolenia. W ciągu kilku miesięcy niewiele można zmienić. Natomiast cała seria wypowiedzi, poczynając od wystąpienia dziennikarki z NBC News Andrei Mitchell, przez wypowiedź premiera Binjamina Netanjahu, a wreszcie ministra Israela Katza, ilustruje szerszy problem stanu rzeczywistej świadomości i wiedzy, czy raczej niewiedzy, wielu polityków izraelskich oraz elit amerykańskich. Niestety, te wypowiedzi wskazują także na istnienie środowisk tak przekonanych o winie Polaków, że żadne argumenty do nich nie trafiają, gdyż są przywiązane do własnego stereotypu, a on funkcjonuje od pokoleń.

Wypowiedź Mitchell nie wymaga reakcji IPN? Przecież stwierdzenie, że powstanie w getcie wybuchło przeciwko „polskiemu reżimowi”, wyczerpuje znamiona kłamstwa oświęcimskiego.

To prawda, dlatego przygotowaliśmy w tej sprawie pozew z powództwa cywilnego. Nie uznajemy jej sprostowania na Twitterze. Nieprawdziwą informację przekazała w relacji, którą śledziły miliony ludzi na całym świecie. Domagamy się sprostowania na wizji, a więc w miejscu, gdzie kłamliwa informacja została podana.

Sprawa ma szerszy aspekt, na co wskazywałaby wypowiedź sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo. W przemówieniu poświęconym Holokaustowi nie wymienił jako przykładu niezłomnego polskiego ducha Jana Karskiego czy Witolda Pileckiego, ale stalinowskiego oprawcę Franciszka Blajchmana. To nie była wypowiedź przypadkowa.

Wchodzimy w sferę politycznych rozważań motywów, jakimi kierował się przedstawiciel administracji amerykańskiej. Z pewnością bohatera wybrał bez rzetelnej oceny jego biografii. Przyjąłem to ze zdumieniem, gdyż za wypowiedzią polityka tej rangi stoi przecież sztab ludzi, więc trudno mówić o pomyłce. Obawiam się, że wkrótce będziemy mieli do czynienia z kolejnym problemem, kiedy na ekrany wejdzie hollywoodzki film przygotowany na podstawie książki Jerzego Kosińskiego „Malowany ptak”. Autor, uratowany w czasie wojny przez polskich chłopów, kreśli w niej zupełnie kłamliwy i odwrotny obraz, przedstawiając społeczność wiejską jako ludzi nie tylko prymitywnych, ale ogarniętych antysemickimi obsesjami.

Kosiński w książce „Czarny ptasior” Joanny Siedleckiej został zdemaskowany jako konfabulant.

O tym wiemy tylko w Polsce, na świecie książkę Kosińskiego, która była tłumaczona na wiele języków, traktuje się jako powieść autobiograficzną. Zapewne w takim duchu będzie zrobiona jej ekranizacja. Wspominając o tym, chcę powiedzieć, że obszar kształtowania negatywnych stereotypów o Polakach jest bardzo szeroki i nie ogranicza się do bulwersujących nas wypowiedzi polityków czy dziennikarzy.

Co w tej sytuacji można zrobić?

Nie mieć kompleksów i pamiętać, że uległość jest drogą ku kapitulacji. Bronić wolności badań naukowych i prawdy o naszych dziejach. Nie pierwszy raz jesteśmy w takiej sytuacji. Wiosną 1920 roku wysłannik Piłsudskiego złożył mu raport na temat obrazu Polski za granicą. Był on druzgocący – kraj ciemny, zaściankowy, antysemicki, z anachroniczną strukturą społeczną. Ten obraz był kreowany przez liberalnych, lewicowych polityków oraz środowiska żydowskie, których biura prasowe w wielu europejskich stolicach – wspierane wtedy przez bolszewików – każdego dnia „urabiały opinię publiczną w antypolskim duchu z umiejętnością i talentem, którym my niewiele przeciwstawić się umiemy”. Autorem tych słów był Stanisław Posner, socjalista żydowskiego pochodzenia. Minęło sto lat, w tym czasie uratowaliśmy Europę przed bolszewizmem, przeżyliśmy apokalipsę II wojny światowej, niewolę komunistyczną, daliśmy światu Jana Pawła II i Solidarność. Jak na ciemny, zaściankowy, anachroniczny, antysemicki naród to całkiem sporo. Dzisiaj jednak też wielu chce nas tak widzieć i do nich nie dotrą żadne argumenty. Niestety, także taki obraz dominuje w wielu wpływowych środowiskach opiniotwórczych w kraju i jest on następnie przekazywany za granicę. Jeżeli to się zmieni, jeśli ograniczony zostanie dopływ niechętnego Polsce paliwa, wówczas skuteczniej będziemy mogli kreować swój rzeczywisty wizerunek za granicą. Mamy coraz aktywniejszą dyplomację, musi przyjść czas na tworzenie polskich katedr na zachodnich uczelniach, programów stypendialnych dla dziennikarzy zagranicznych, nauczycieli, obecność w popkulturze – budowanie propolskich środowisk za granicą. To ogromna praca wielu instytucji państwowych. Powinno być rzeczą naturalną, że wspiera się własną ojczyznę, że jest się dumnym z przynależności do swego narodu. IPN skupia się przede wszystkim na działalności naukowej, edukacyjnej. Konieczne są systematyczne badania okupacji niemieckiej na poziomie powiatu, gminy i w tym kontekście relacji polsko-żydowskich. Przede wszystkim jednak musi być w nich wyraźnie podkreślona zasadnicza kwestia odpowiedzialności niemieckiego okupanta. Niestety, ten aspekt sprawy w wielu powstających ostatnio studiach jest rozmywany. Udział poszczególnych Polaków w zbrodniach na Żydach przedstawiany jest nie tylko w kontekście rzekomo szerokiego przyzwolenia na takie postawy, ale jako konsekwencja zaangażowania się w to organów Rzeszy Niemieckiej traktowanych jako polskie – m.in. tzw. policji granatowej – co nie odpowiada prawdzie. Rząd polski działający w Londynie oraz podporządkowane mu struktury w okupowanej Polsce potępiały i w miarę możliwości karały przejawy współpracy z Niemcami, a za takie uważano m.in. szmalcownictwo.

Na ten aspekt głośnej przed rokiem dwutomowej publikacji „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski” zwróciła uwagę bardzo rzeczowa moim zdaniem recenzja Tomasza Domańskiego, dołączona do najnowszego numeru Biuletynu IPN. To dobry przykład falsyfikacji wywodów, które na podstawie mikrostudiów służą do uzasadnienia daleko idących uogólnień.

Ukazały się już trzy kolejne recenzje pracowników IPN, a niebawem będą następne. Czytając je, byłem zaskoczony skalą manipulacji, nierzetelności czy wręcz nieprawdy, jakich dopuścili się autorzy recenzowanej pracy. Nie ma innego sposobu falsyfikacji nieuczciwych badań poza zbudowaniem własnego środowiska badaczy, które będzie mogło przełamać monopol różnych instytucji na badanie zagadnienia Holokaustu na naszych ziemiach. Przeprowadzić trzeba badanie podstawowe, wykorzystujące każde dostępne źródło, każdą relację. Nie przyjmujemy przy tym jakiegokolwiek ideowego założenia. Każdy fakt, także niewygodny dla Polaków, musi być zbadany, oceniony i opisany. Jedynie w ten sposób będziemy mogli uzyskać obraz jak najbardziej oddający tamtą rzeczywistość. Musimy po prostu stanąć w tych badaniach w prawdzie. Jednocześnie musi to zostać opowiedziane w określonym kontekście: grozy tamtych dni, strachu o życie własne i rodziny i wszechwładzy niemieckich okupantów. Dam przykład. Niemcy łapią ukrywającego się Żyda. W trakcie przesłuchania wydaje on rodziny, które go ukrywały. Niemcy wracają i zabijają ich wszystkich. Na wieść o tym w sąsiedniej wsi do gospodarza ukrywającego Żyda, o czym inni wiedzą, przychodzą jego sąsiedzi, mówiąc: musisz zrobić z tym porządek, gdyż Niemcy ukarzą nas wszystkich, pacyfikując całą wieś. Po jakimś czasie ten gospodarz zabija ze strachu ukrywającego się u niego Żyda. Czy możemy ten przypadek opisywać jak zwykły, kolejny mord na Żydach, jak próbują to robić niektórzy badacze?

Powinno się to wszystko zbadać i opisać.

Będziemy dążyli do tego, aby zapobiec manipulacjom i rzucaniu w przestrzeń publiczną liczb, które później przyjmują postać politycznych oskarżeń. Zapewniam, że Instytut nigdy nie koloryzował przeszłości, ani w odniesieniu do czasów PRL, ani okupacji niemieckiej czy sowieckiej. Zawsze mówiliśmy, że paleta zachowań społecznych w tamtym czasie była różna. Byli bohaterowie, i opowieść o nich ma być elementem budowania naszej tożsamości, ale były także zachowania niegodne czy haniebne, których się wstydzimy.

Gdy wspominamy Sprawiedliwych, mówimy: Polacy ratowali Żydów. Gdy zaś przychodzi opowiedzieć historię kolaborantów bądź zdrajców, wtedy mówimy o szmalcownikach albo o konkretnym Kowalskim bądź Nowaku. W moim przekonaniu takie uogólnienia nie są obiektywne.

Każda z tych osób miała narodowość, zarówno Sprawiedliwi, jak i ludzie, których czyny zasługują na potępienie i wstydzimy się ich. Natomiast po drugiej stronie dostrzegam chęć przypisywania każdego niegodnego czynu, jaki miał miejsce podczas okupacji niemieckiej, całemu narodowi, i na to zgody być nie może. •

Dr Jarosław Szarek

od 2016 r. prezes Instytutu Pamięci Narodowej. Autor wielu publikacji, Specjalizuje się w dziejach Najnowszych. w  latach 80. XX wieku działał w opozycji antykomunistycznej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama