107,6 FM

Z konfesjonałów do więzień

– Wolę pójść do więzienia niż złamać tajemnicę spowiedzi – powiedział arcybiskup Melbourne Peter Comensoli w reakcji na wprowadzenie w stanie Wiktoria nowego prawa. Zobowiązuje ono kapłanów do złamania tajemnicy sakramentalnej.

Historia tajemnicy

Przez kilka pierwszych wieków w Kościele dominowało przekonanie, że pokuta po chrzcie jest możliwa tylko jeden raz. Z uwagi na jej publiczny charakter instytucja tajemnicy spowiedzi, w obecnym rozumieniu, nie była znana. Nie oznacza to jednak, iż nie istniała w ogóle. Już żyjący na przełomie III i IV wieku mnich Afratat zakazał spowiednikom ujawniania grzechów znanych im ze spowiedzi, a św. Augustyn stwierdził, że wyznanie grzechów powinno odbywać się w sposób maksymalnie dyskretny, tak aby o materii spowiedzi wiedział tylko spowiednik i ten, który ją wyznawał. Tajemnica spowiedzi została prawnie usankcjonowana dopiero w 1215 r. przez Sobór Laterański IV. Obecnie obowiązujące prawo (kan. 983 Kodeksu prawa kanonicznego) stwierdza, że jest ona nienaruszalna. Dlatego nie wolno spowiednikowi słowami lub w jakikolwiek inny sposób i dla jakiejkolwiek przyczyny w czymkolwiek zdradzić penitenta. Ten bezwzględny obowiązek zachowania tajemnicy obwarowany jest poważnymi sankcjami. Za jego naruszenie grozi kara, którą zaciąga się mocą samego prawa (przez samo popełnienie przestępstwa), kara najwyższego stopnia, a mianowicie ekskomunika.

Obowiązek dochowania tajemnicy spowiedzi sprawia, że prawo kanoniczne uznaje za niemożliwe, by spowiednik wykorzystał swoją wiedzę w procesie kościelnym. Ale ochrona tajemnicy spowiedzi jest obecna również w prawie świeckim. Kodeks postępowania karnego przewiduje, że nie wolno przesłuchiwać jako świadka duchownego co do faktów, o których dowiedział się podczas spowiedzi, a zakaz ten ma charakter bezwzględny, to znaczy nie może być uchylony przez sąd lub prokuraturę, nawet gdyby zgadzał się na to sam duchowny.

Przypadek księdza McArdle’a

Doniesień o próbach zmuszania duchownych do łamania tajemnicy spowiedzi pojawia się coraz więcej. Dość przytoczyć sytuację z ubiegłego roku, kiedy to belgijski sąd wymierzył ks. Alexandrowi Stroobandtowi karę więzienia i grzywny za to, że nie powstrzymał swego penitenta przed popełnieniem samobójstwa, to znaczy nie powiadomił nikogo, kto mógłby cierpiącemu na depresję człowiekowi udzielić profesjonalnej pomocy. „Tajemnica zawodowa wszystkich kapelanów, a w szczególności tajemnica spowiedzi jest gwarantem poufności, dzięki której ludzie mogą się im zwierzyć ze wszystkich swych doświadczeń i życiowych problemów” – napisali wówczas w komunikacie belgijscy biskupi. Trudno ocenić, na ile duchowny mógł wówczas pomóc choremu na depresję, nikt nie zna przecież szczegółów tej spowiedzi, tak jak nikt nie zna szczegółów żadnej innej spowiedzi. Także tych, podczas których udzielano rozgrzeszenia australijskiemu księdzu Michaelowi McArdle’owi. Postawiony w stan oskarżenia za liczne przestępstwa o charakterze pedofilskim, miał on stwierdzić w sądzie, że spowiadał się 1500 razy z molestowania seksualnego nieletnich u 30 różnych kapłanów na przestrzeni 25 lat. Konkluzją każdej z tych spowiedzi miało być, jak twierdził, otrzymanie pouczenia, by więcej się modlił, oraz rozgrzeszenie. Powtórzę: szczegółów, rzecz jasna, nikt nigdy nie pozna, bo każdy z tych, którzy go spowiadali, nie może nawet okiem mrugnąć. Ale osobiście trudno mi uwierzyć (głowę daję, że sporej większości innych księży również), iż tak wielu kapłanów przez tak wiele lat w trakcie wielokrotnych spowiedzi nie przypomniało sobie ani razu, jak należy postępować z notorycznym grzesznikiem, który jest jednocześnie ciężkim przestępcą. Cóż – taka właśnie jest spowiedź, nikt nie ma w nią wglądu, więc i spowiadający się może potem opowiadać rozmaite rzeczy. Ale w tym przypadku, myśląc o wiarygodności zeznań oskarżonego księdza, myślę też po prostu o zwykłym rachunku prawdopodobieństwa.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama