107,6 FM

O wymiecionych przedmiotach, niepamięci i słowie

Niedawno rozmawiałam z mieszkającą w Stanach Zjednoczonych pisarką Joanną Sokołowską-Gwizdka. Opowiadała mi, że kiedy kilka lat temu w Los Angeles zbierała materiały do książki o rodzinie Tyszkiewiczów pokazywano jej okolice.

 

Sama się zdziwiła ile tam jest polskich akcentów związanych z wybitną aktorką Heleną Modrzejewską. To ona zasłużyła się temu krajowi nie tylko własną sztuką, ale też wprowadzając do Stanów Szekspira. Pociągiem dojeżdżała do małych wiosek, żeby dotrzeć z przedstawieniami do ludzi, którzy nigdy nie poszliby do teatru.

Joanna podczas zwiedzania trafiła na Modjeska Canyon, Modjeska Peack i Stadion. Nawet w restauracji w menu znalazła kompot i kotlet a’la Modjeska. Ale kiedy pytała ludzi czy wiedzą kim była polska aktorka, która potrafiła wywołać zachwyt u widzów tym, że stoi na scenie i liczy, okazało się, że mają o niej bardzo mglistą wiedzę. Dlatego napisała o niej książkę i na spotkaniach z czytelnikami stara się pokazać, że Polacy tworzyli tutejszą historię i nie mogą mieć kompleksów. Kiedy zapytałam, czy udało jej się zdobyć jakieś pamiątki po Modrzejewskiej, powiedziała coś, co mnie zdziwiło, że Ameryka nie jest przywiązana do przeszłości. Że serce jej się kraje kiedy widzi jak na wyprzedaże wnuki przynoszą pamiątki po zmarłych dziadkach – albumy ze zdjęciami, metryki chrztu. Nawet kiedyś zauważyła kogoś, kto chciał sprzedać zegarek z wygrawerowanym imieniem kogoś bliskiego…

- Czyżby dlatego Amerykanie nie cenili przeszłości, bo nie mają jej, w porównaniu choćby z Europą, zbyt długiej? – przyszło mi do głowy słuchając jej. Te wszystkie bezcenne skarby, którymi karmi się literatura, szczegóły z przeszłości, przedmioty, jak mówił Czesław Miłosz – przenoszące emocje używających je, są tam traktowane jak zbędny balast. Nie mówi się o tym za często, ale jeśli w Amerykanach jest taka tendencja do wymiatania domów z pamiątek po wcześniejszych pokoleniach, zostaną im jednorazowe talerze, kubki i łyżeczki i ciągle otwarte pytanie – jak pięknie żyć.

My w Polsce przykładamy większą wagę do przedmiotów z historią. Na przykład pamiątek po Janie Pawle II, do których posiadania przyznaje się wiele parafii i osób. Ale mam wrażenie, że zapominamy, że każdy znak do czegoś odnosi. Że gabloty kościelne z butami papieża, jego listem, książeczką do nabożeństwa, będą tak samo puste, jeśli nie zadamy sobie trudu docieczenia tego czym ten człowiek żył. Niby wiadomo czym żył Jan Paweł II ale kto czyta jego dramaty, listy, encykliki?

Rozgadałam się dydaktyzująco, bo kilka dni temu przechodziłam pod oknem papieskim w Krakowie, kiedy głośna grupa młodych szykowała się do antykościelnej, a także antypapieskiej demonstracji. Wybrali sobie okno z którego tyle cudownych słów powiedział Karol Wojtyła. A więc okno – miejsce gdzie stał, wychylał się ku zgromadzonym zostało im w głowach jako ikona Jego obecności. Ale czy chcieli wysłuchać choćby jednego Jego słowa?

« 1 »

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama