107,6 FM

O Profesorze Zembali, sensie i miłosiernym lekarzu

Podobno każdy z nas cierpi na jakąś chorobę zdiagnozowaną, bądź jeszcze nie. Dlatego ustanowiony przez Jana Pawła II Dzień Chorego, który obchodzimy 11 lutego, w święto Matki Bożej z Lourdes, jest dobrym momentem na zwrócenie uwagi na tę chorą cząstkę ciała czy ducha w nas.

Zawsze za chorym stoi jego lekarz. To on w dużym stopniu wpływa na to, czy choroba nas zmiażdży zanim zdąży ją wyleczyć, czy nawet, wbrew niepomyślnym rokowaniom, będzie można się w niej znaleźć i żyć, może nawet pełniej niż w zdrowiu. Zawsze istnieje pokusa, żeby lekarze medycyny uznali się za bogów decydujących o ludzkim życiu i śmierci. Jednak, jak w filmie „Bogowie” o śląskich kardiochirurgach, widać, że ostateczna władza nie jest złożona wyłącznie w ich rękach.

Lekarzem, który wie, że na pierwszym miejscu jest Pan Bóg, a dopiero potem jego talent i umiejętności jest prof. Marian Zembala. Wybitny kardiochirurg, transplantolog, który jako pierwszy w Polsce dokonał przeszczepu płuc i płuco-serca. Jutro czyli 11 lutego skończy 70 lat. Nadal jest dyrektorem Śląskiego Centrum Chorób Serca, mimo że półtora roku temu przeszedł udar i mimo codziennej, trzygodzinnej rehabilitacji, wciąż odczuwa niedowład lewej strony ciała. - To co, że nie mam jednej ręki i nogi, ale mam świadomość, pamięć, doświadczenie i mogę tym wszystkim służyć innym chorym – powiedział mi niedawno. Od trzech miesięcy pracuje pełną parą. Nie tylko konsultując i lecząc chorych ale i pomagając nadawać ich życiu sens.

Koledzy lekarze i pielęgniarki opowiadają jak Profesor prawie całe dnie spędzał przy swoich pacjentach. Pacjentom zostały wspomnienia, że jako jeden z nielicznych lekarzy przychodził do nich przed operacjami, rozmawiał, dodawał otuchy, traktował jak ludzi, w czasach kiedy człowiek człowiekowi wilkiem. Nie przez przypadek najbliższą postacią z Biblii jest dla Niego Miłosierny Samarytanin. W liceum z grupą ministrantów pojechał na Święty Krzyż do księdza Włodzimierza Sedlaka, który powiedział chłopakom, że Samarytanin był Miłosierny, bo nie bał się pochylić nad leżącym. Nie lękał się, że się od niego zarazi, że się przy tym ubrudzi, że zanurzy się w błocie.

Prof. Zembala nieważne czy na własnych nogach czy na wózku odwiedza leżących na łóżkach pacjentów i nadal pochyła się nad nimi, choć, mogłoby się wydawać, że sam wymaga tego, żeby inni się nad nim pochylili.

Każde wyzdrowienia chorego to dla niego Boże Narodzenie. Pisze o tym wiersze, których książkowy wybór pt. „Spełniony” miałam możliwość przygotować właśnie na Jego urodziny. Jest wśród nich jeden o Adasiu, chłopczyku po operacji serca, przy którym właśnie w Boże Narodzenie, jak pasterze przy Dzieciątku, gromadzą się rodzice i jego lekarz-poeta.

Prof. Zembala ma niewątpliwie wielki atut, który ułatwia mu kontakt z chorymi - wie czym jest cierpienie. Ale kiedy o tym mówię, przerywa mi, podkreślając, że nie lubi wielkich słów. Jego życie, praca, miłość do chorych są zamiast nich.

Gdy pytam Go o sens własnego cierpienia, odpowiada, że już wie, że Pan Bóg na drodze każdego z nas zarządza przystanki. Ponad 2000 lat temu też zatrzymał Szymona z Cyreny, który usłyszał: „Podźwignij ten krzyż”.

Tylko tyle… A może aż tyle?

 

 

« 1 »

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama