107,6 FM

Co ma zrobić ksiądz, co wierny - chory i zdrowy?

Lidia Stopyra, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii Szpitala im. Żeromskiego w Krakowie, tłumaczy, na czym polega ryzyko zakażenia COVID-19 podczas spowiedzi, Komunii św. i w czasie odwiedzin kapłanów u chorych.

Monika Łącka: W ubiegłym tygodniu na różnych portalach internetowych można było przeczytać tekst na temat odkrycia amerykańskich naukowców. Przekonują oni, że SARS-CoV-2 można zarazić się nawet, siadając w kościele w ławce, w której chwilę przed nami siedziała zakażona osoba. Z czego to wynika?

Lidia Stopyra: Wydawałoby się, że osoba zakażona powinna siedzieć w domu pod nadzorem sanepidu. Ale wiemy doskonale, że jest też mnóstwo bezobjawowych osób, które nie wiedzą o swoim zakażeniu. Jeśli do kościoła przyjdzie ktoś, kto kicha, kaszle, to kropelki z wirusami osiadają na ławce. Kolejna osoba, która tam usiądzie, pewnie dotknie ławki, a potem, nawet mimowolnie, może dotknąć swoich ust, oczu czy nosa. Zarazi się. Jedna z 10 takich osób umrze. Wcześniej może zarazić wiele innych... Gdybyśmy chcieli przestrzegać reżimu sanitarnego, to wszystkie ławki w kościele trzeba byłoby co chwilę odkażać...

Często widzimy też, że starsze osoby, siedząc w ławce, kładą przed sobą różaniec, a potem go całują.

Wszelkie praktyki związane z dotykaniem przedmiotów (nie tylko religijnych) w miejscach publicznych, całowanie tych przedmiotów przez wiele osób w tym momencie jest maksymalnie niebezpieczne.

Katolicy przywiązani do tradycji mają również problem z tym, by w czasie pandemii przyjmować Komunię św. na rękę. Nie pomaga to, że biskupi oraz kapłani proszą oraz tłumaczą istotę problemu.

Ksiądz, podając Eucharystię do ust, nie ma gwarancji, że nie dotknie - niechcący - wargi osoby, która przyjmuje Komunię św. A na niej może znajdować się materiał zakaźny. Podając Komunię kolejnej osobie, przeniesie wirusa. Podając Ciało Pańskie do ręki, kapłan nie ma kontaktu z wydzieliną z dróg oddechowych drugiego człowieka.

Minister zdrowia użył też argumentu, że podchodząc do Komunii i mówiąc: "Amen", oddychamy na kapłana. W ten sposób możemy go zarazić.

Podchodząc na odległość mniejszą niż metr, oddychając i mówiąc do kogoś, stwarzamy niebezpieczeństwo zakażenia. W każdych okolicznościach.

Kilku kapłanów, widząc, że na nic zdają się ich prośby, by podchodząc do ołtarza wyciągnąć rękę, zaczęli zakładać maseczkę przed rozdawaniem Komunii św. Zdziwienie parafian było ogromne...

Ci kapłani podjęli jak najbardziej słuszną decyzję, bo w ten sposób zabezpieczają swoje zdrowie i życie. I rozumiem, że zabezpieczają też wiernych, rozdając Komunię do ręki...

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • KRM
    08.04.2020 15:25
    Co za okropna propaganda!

    Tylko kilka spostrzeżeń:
    "warto się do tej dyspensy zastosować". Dyspensa to nie jest nakaz ani żadne zobowiązanie aby się do niej stosować. Dyspensa to jest przywilej a nawet (jak nazywa to KPK) łaska. Z dyspensy można skorzystać ale nie wolno do korzystania z niej przymuszać ani zobowiązywać. Nie wolno też straszyć popełnieniem grzechu ciężkiego za nieskorzystanie z dyspensy (ta ostatnia uwaga jest już raczej skierowana do Księdza Prymasa).

    Każdy kto kaszle lub kicha powinien zostać w domu niezależnie od tego czy miał zamiar pójść do kościoła, do sklepu czy do pracy. Tak powinno być nie tylko w czasie epidemii ale zawsze. Próbowaliście kiedyś zwrócić uwagę komuś kto w niedzielę przyszedł do kościoła przeziębiony (a może z grypą) i przez całą Mszę kaszlał? Ja próbowałem. Gdyby osoba, której zwróciłem uwagę była Bazyliszkiem padłbym trupem na miejscu.

    Pani doktor powinna się zdecydować czy jej zdaniem co dziesiąta osoba zakażona koronawirusem przez księdza umrze czy też 5% zakażonych trafi na oddział intensywnej terapii - i wtedy ksiądz będzie ponosił odpowiedzialność za śmierć takiej osoby.

    Zamiast proponować konstruktywne rozwiązania w jaki sposób żyć w czasie epidemii (żyć a nie wegetować umierając powoli w zamknięciu) pani doktor krytykuje w czambuł wszystkie właściwie możliwości, o które pyta dziennikarka. Po lekturze tego wywiadu można odnieść wrażenie, że w czasie epidemii kościół jest najbardziej niebezpiecznym miejscem na świecie i należałoby trzymać się do niego z daleka a ksiądz jest właściwie wirusem wcielonym i najlepiej aby z nikim się nie spotykał a jak już się z kimś spotka to niech się cały zdezynfekuje zarówno on jak i jego rozmówca.

    Skoro pani doktor miała kontakt z chorymi na malarię i gruźlicę to zapewne wie, że CO ROKU na malarię umiera ok. 2 mln osób a na gruźlicę CO ROKU umiera ok. 1,5 mln osób. Czy z tego powodu ktoś zamraża całe życie na planecie? Czy ktoś doprowadza na skraj ruiny całe państwa, liczne firmy i niezliczone rodziny? Z powodu COVID-19 w skali globalnej zmarło do tej pory 84 tys. pacjentów a świat się praktycznie zatrzymał (przynajmniej tzw. świat zachodni - z wyjątkiem Szwecji).

    Ludzie! To szaleństwo powinno mieć swoje granice! Te granice powinny zostać wyznaczone nie tylko przez zdrowy rozsądek.
    doceń 14
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama