107,6 FM

Siostra, która zawstydziła Marksa

Elizabeth Prout przez 14 lat pracowała w slumsach, które Fryderyk Engels nazwał piekłem na ziemi.

Angel Meadow, czyli Anielska Łąka – nazwa przywodząca na myśl sielskie skojarzenia brzmiała jak ponury żart. Nosząca to miano dzielnica Manchesteru uchodziła za najgorsze slumsy wiktoriańskiej Anglii. 30 tys. ludzi tłoczyło się na obszarze mniejszym niż 2,5 km kw. Żyło tu wielu Irlandczyków, których wypędził z kraju głód. Cała rodzina mieszkała zwykle w jednym pokoju. Domy nie miały zaplecza sanitarnego czy choćby wentylacji. Niektórzy mieszkali w piwnicach znajdujących się na głębokości 5 metrów. Aby przeżyć, pracować musieli wszyscy – osoby mające przynajmniej 13 lat spędzały w zakładach po 12 godzin na dobę, młodsze dzieci – po 6,5 godz. Pracownicy pobliskich młynów często przed ukończeniem 21 lat byli już nieuleczalnie chorzy. Szerzyły się prostytucja, alkoholizm i złodziejstwo. Bieda skłaniała niektórych mieszkańców Angel Meadow do handlu żyzną ziemią kradzioną z pobliskiego cmentarza, na którym pochowano bez żadnego szacunku 40 tys. biedaków. W efekcie tego po okolicy walały się ludzkie kości, na które natrafiono podczas kopania.

Taką sytuację zastała s. Elizabeth Prout, kiedy przyjechała do Manchesteru. W tym samym czasie sytuacji biednych manchesterczyków przyglądali się Karol Marks i Fryderyk Engels. Ten drugi przez pewien czas pracował w zarządzie fabryk włókienniczych swojego ojca znajdujących się właśnie w tym mieście. Angel Meadow nazwał piekłem na ziemi, a swoje obserwacje zebrał w pracy „Położenie klasy robotniczej w Anglii”. W przeciwieństwie do niego Elizabeth pomagała manchesterskim proletariuszom.

Spotkanie z błogosławionym

Elizabeth urodziła się w 1820 r. Jej ojciec Edward nie należał do religijnych ludzi. Formalnie był anglikaninem. Pracował jako bednarz dla firm browarniczych. Matka Anne, także anglikanka, bardzo angażowała się w życie swojej wspólnoty. Rodzina mieszkała w Shrewsbury, średniej wielkości mieście położonym niedaleko granicy Anglii z Walią.

Jako dziecko chodziła do szkółki niedzielnej urządzonej w XII-wiecznym opactwie benedyktynów. Rodzina była niezbyt bogata, ale nie cierpiała biedy, do czasu bankructwa browarów, dla których pracował Edward. Elizabeth miała wtedy 11 lat. O kolejnych 10 latach jej życia niewiele wiadomo. Prawdopodobnie nie uczyła się zawodu, bo w epoce wiktoriańskiej było oczywiste, że kobieta po wyjściu za mąż będzie się zajmować prowadzeniem domu. Córka państwa Prout zapewne odnalazłaby się w roli matki. Jako 21-latka zaczęła zajmować się 3-letnim chłopcem i polubiła to zajęcie. Mieszkała wtedy przez 3 lata u swojej babci (nie wiadomo, czy stało się tak z powodu ubóstwa rodziny, czy z jakichś innych powodów), która w swoim wygodnym domu wychowywała adoptowanego malucha. Elizabeth nie wyszła jednak za mąż. Mniej więcej w tym samym czasie, w którym zamieszkała u babci, poznała Domenico Barberiego. Był to włoski ksiądz z zakonu pasjonistów, po latach wyniesiony na ołtarze. Początkowo posługiwał na misji w Belgii, a później trafił do Wielkiej Brytanii. Podczas pracy w Beneluksie poznał tamtejszego nuncjusza Gioacchina Pecciego, przyszłego papieża Leona XIII. Nad Tamizą spotkał m.in. anglikańskiego duchownego Johna Henry’ego Newmana. Zetknięcie z misjonarską prostotą Barberiego sprawiło, że Newman przeszedł na katolicyzm (później został kardynałem, a 120 lat po śmierci wyniesiono go na ołtarze).

Wybieraj!

Wszystko wskazuje na to, że Elizabeth Prout była kolejną osobą, która wstąpiła do Kościoła katolickiego właśnie dzięki Domenico Barberiemu. Nie ma na to pisemnych dowodów, nie wiadomo nawet, kiedy dokładnie nastąpiło jej nawrócenie na katolicyzm – wiadomo tylko, że stało się to między rokiem 1843 a 1846. Jednak Elizabeth jeszcze przez wiele lat miała wsparcie w Barberim, więc jest niemal pewne, że miał duży udział w przyjęciu jej do rzymskiego Kościoła.

Dla rodziców Elizabeth wybór córki był tragedią. Katolicyzm był w tym czasie jednym z najbardziej znienawidzonych wyznań w Anglii. Historie o spiskach jezuitów padały tu na podatny grunt. A córka państwa Prout nie tylko przeszła do papistów, ale w dodatku wybierała się do zakonu. Elizabeth zwróciła się do pasjonistów. Poznała Gaudentiusa Rossiego, Włocha pomagającego Barberiemu. Młody gorliwy ksiądz skierował ją do otwartego niewiele wcześniej w Northampton domu Sióstr od Dzieciątka Jezus. 28-letnia Elizabeth wstąpiła do zakonu. Po pół roku dostała habit oraz imię Stanisława, przyjmując w ten sposób za patrona św. Stanisława Kostkę. Nie spędziła jednak w zakonie nawet roku. Z powodów zdrowotnych musiała wrócić do domu. Rodzice przyjęli ją z otwartymi ramionami, pewni, że trudne doświadczenie wybiło jej z głowy katolicyzm. Gdy jednak dziewczyna stanęła na nogi, od razu chciała iść na katolicką Mszę św. Rodzice postawili sprawę na ostrzu noża: albo papizm, albo oni. Elizabeth wybrała wiarę.

Gdzie dwóch albo trzech...

Miała 29 lat, gdy za radą ks. Gaudentiusa pojechała do Manchesteru, by na terenie parafii św. Chada uczyć w szkole katolickiej. Rzeczywistość robotniczego miasta z czasów rewolucji przemysłowej okazała się dla niej szokiem. Nie załamała się jednak, lecz zaczęła pracę. Myślała też o założeniu zakonu, który zająłby się pomocą manchesterskim biedakom. Wokół niej gromadziły się młode kobiety, które miały podobny cel. Warunki okazały się jednak tak trudne, że z ok. 30-osobowej grupy po roku zostały tylko dwie towarzyszki Elizabeth. Tak narodził się zakon. Do trzech kobiet dołączyły kolejne trzy, a grupę nazwano ostatecznie Zgromadzeniem Katolickich Sióstr od Świętej Rodziny. Założycielka przyjęła imię Maria Józef od Jezusa. Od nowicjuszek nie wymagano posagu, a pozycja w zakonie nie zależała od stanu społecznego. Siostry modliły się wspólnie i pracowały, nieraz w slumsach. Elizabeth udawała się tam, choć z powodu choroby samo chodzenie sprawiało jej ból.

W zakonie dochodziło też do konfliktów. W 1852 r. z powodu doniesień o nieprawidłowościach miejscowy biskup przeprowadził dochodzenie. Wykazało ono, że zgromadzenie działa we wzorcowy sposób. Jakiś czas później jedna z sióstr odeszła ze wspólnoty i na odchodnym ją oczerniła. Mimo tych kłopotów zaczęły powstawać kolejne domy zakonne.

Żyć i umrzeć z biednymi

Wiecznym problemem były finanse. Siostry nieraz musiały prosić o pomoc, nawet mieszkańców Irlandii i Stanów Zjednoczonych. Najgorzej było wtedy, kiedy z powodu wojny secesyjnej w Ameryce padł światowy przemysł bawełniany, w tym zakłady z Manchesteru. Ucierpiało na tym wielu mieszkańców. W pobliskim regionie, w którym siostry miały jeden z domów, 50 tys. ludzi zarejestrowano jako nędzarzy. W takich warunkach udało się zorganizować szkołę, w której kilkaset dziewcząt uczyło się krawiectwa.

Elizabeth Prout zmarła w 1864 r., wycieńczona 14 latami pracy w Manchesterze. Pod koniec życia dane jej było doświadczyć radości. Jej matka przyjęła wiarę katolicką i pogodziła się z córką. Na rok przed śmiercią Elizabeth dowiedziała się też, że Stolica Apostolska uznała założone przez nią zgromadzenie. Działa ono do dziś, m.in. w Papui-Nowej Gwinei, Argentynie, Chile, Peru i na Jamajce.

W 2008 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny Elizabeth Prout. Jak zauważył bp Mark Davies ze Shrewsbury podczas Mszy św., odprawionej w 200. rocznicę jej urodzin, mając przed sobą tych samych ludzi, co Marks i Engels, zachowała się zupełnie inaczej. – Siostra Elizabeth zaryzykowała, wychodząc na najciemniejsze i najbardziej niebezpieczne ulice Manchesteru, aby dotrzeć do ludzi najbardziej potrzebujących – mówił biskup. – Podczas gdy Marks i Engels jedynie obserwowali sytuację biednych, ona chciała żyć i umrzeć między nimi.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama