107,6 FM

Modlitwa i cierpliwość

- W ciągu kilkudziesięciu lat nie zasypiemy potężnych przepaści, jakie kopaliśmy przez wieki - uważa o. prof. Andrzej Napiórkowski.

Magdalena Dobrzyniak: Modli się Ojciec o jedność chrześcijan?

O. Andrzej Napiórkowski: Niestety za rzadko. Choć w klasztorze często obejmujemy modlitwą całą wspólnotę chrześcijan, to jednak bez wyraźnego akcentu.

Ta modlitwa jest obowiązkiem?

W modlitwie arcykapłańskiej (por. J 17) Jezus prosił nie tylko za Jemu współczesnych uczniów, ale błagał Ojca o jedność wszystkich, którzy w Niego uwierzą. Modlił się więc i za nas, abyśmy tworzyli wspólnotę. Nie taką, jakiej my chcemy, ale taką, jakiej On pragnie. Jezus podaje też wzorzec tej jedności, wskazując, że jak On jest jedno z Ojcem w Duchu Świętym, tak wszyscy ochrzczeni powinni tworzyć jedność. Głównym motywem jest więc miłość Boga, jaką wyraża Duch Święty. Dochodzą też tzw. znaki czasu, jak globalizacja, pandemia czy inne wyzwania współczesności.

O co w tym chodzi? Do jakiej jedności powinniśmy dążyć?

Jesteśmy jak małe dzieci na pustyni, kłócące się o to, które z nich ma więcej ziaren piasku, a zapominamy, że na pustyni naszego życia nie chodzi o piasek, tylko o to, abyśmy wszyscy dotarli do oazy, do źródła wody żywej, czyli do Chrystusa. Pustynia zakłada odkrywanie Boga! W jedności chodzi o to, abyśmy zbliżyli się do Niego, a nie o to, byśmy stali się jakimś uniwersalnym Kościołem. Ekumenizm to nawrócenie serca i zmiana myślenia. Dlatego, właściwie pojmowany, pogłębia naszą katolickość. Podobnie luteranin staje się bardziej luteraninem, a prawosławny odkrywa, co to znaczy być prawosławnym. Ruch ekumeniczny wystawiony jest na różne zagrożenia. Grozi albo popadnięciem w indyferentyzm, brak szacunku dla własnej tradycji, albo w fundamentalizm, kiedy nie chcemy usuwać uprzedzeń, otwierać się na drugich.

Jak odnaleźć równowagę między tymi skrajnościami?

Trzeba słuchać Kościoła. Jan XXIII, zwołując sobór, powiedział, że zmiana w Kościele nie jest możliwa, jeśli nie będzie połączona z otwarciem na innych chrześcijan. W trakcie soboru zaś Paweł VI powie, że trzy rzeczy są najważniejsze: wewnętrzna reforma Kościoła, otwarcie się na świat, jedność między chrześcijanami. W adhortacji „Evangelii nuntiandi” ten papież pisał, że nasze wyjście do świata ma być dialogiem zbawczym; że ewangelizacja nie będzie skuteczna, gdy zabraknie chrześcijańskiej jedności.

A co jest jej fundamentem?

Tajemnica Trójcy Świętej. Jak jest Bóg w Trzech Osobach, tak my, w wielości naszych form wiary, zdążamy do jedynego Ojca. Kolejną podstawą jest jedna osoba Jezusa Chrystusa w dwóch naturach: Boskiej i ludzkiej. Trzecią jest działanie Ducha Świętego, na którego stopniowo się otwieramy. Czwartym zakotwiczeniem jedności jest sam Kościół i jego sakramenty. W dokumencie o jedności chrześcijan „Unitatis redintegratio” sobór wymienia trzy rodzaje ekumenizmu: duchowy, praktyczny i doktrynalny, i uczy, że najważniejszy jest ten pierwszy. Jeśli więc wierzymy, że Kościół rzymskokatolicki jest zwyczajną drogą zbawienia, to nie wskazujmy palcem na innych chrześcijan, tylko pierwsi szukajmy jedności.

Nasza rzeczywistość jednak zgrzyta. Wyostrzyły się postawy, także wewnątrz Kościoła, które z jednością niewiele mają wspólnego.

Wróćmy do Pawła VI. W trakcie soboru dały się odczuć różne napięcia. Kardynał Montini otrzymał głosy zarówno od tradycjonalistów, jak i progresywnych ojców soboru. Jedni liczyli na szybkie zamknięcie obrad, inni – na radykalne reformy. Już od czasów Jezusa istniały spory nie tylko odnośnie do treści wiary, lecz i instytucjonalności wspólnoty. Jesteśmy trochę między Scyllą a Charybdą. Jedni zajmują pozycje integrystyczne, drudzy wzywają wręcz do kolejnego soboru. Gdy przeglądam fora internetowe na temat Kościoła, odnoszę wrażenie, że rozpowszechnia się dziś potężna gnoza. Polega ona na tym, że można dysponować wiedzą o Kościele, ale nie łączy się ona z wiarą. To niepełne ujęcie Kościoła.

Jak więc mamy rozumieć Kościół?

Jest on przede wszystkim tajemnicą, którą się zgłębia nie tylko przez dociekania intelektualne, ale przez wewnętrzną pracę nad sobą. Kościoła nie będą rozumieli internauci, którzy np. nie uczestniczą w życiu parafii. Mogą mieć jakąś wiedzę, ale pełnia rzeczywistości jest dla nich zamknięta, choćby nie wiadomo ile i co na ten temat mówili. Tu trzeba światła wiary. Choć instytucjonalność jest niezbędna, dziś musimy odkrywać bogactwo duchowości w Kościele, który jest przestrzenią udzielania się Boga człowiekowi pragnącemu zbawienia. Owo misterium przerasta nasze rozumienie. Trzeba nabrać szacunku i pokory, kiedy mówimy o Kościele, i wtedy, gdy myślimy o innych chrześcijanach. Kościół, jak mówi papież Franciszek, to szpital polowy, w którym leczony jest grzesznik. Tej rzeczywistości nie da się opisać kilkoma zdaniami.

Ale papież Franciszek mówi też o Bogu jako kimś bliskim, kimś, kto tworzy między nami więzi braterstwa i solidarności.

Braterstwo odwołuje się do naszego człowieczeństwa. Podstawą jest tu natura ludzka, godność człowieka i jego prawa. Bóg jest Ojcem wszystkich ludzi i pragnie, by wszyscy doszli do zbawienia. Franciszek w encyklice „Fratelli tutti” proponuje platformy jedności wszystkich ludzi. Ma wizję, która wychodzi ponad chrześcijaństwo, a nawet poza religijność.

Jakim znakiem ma być jedność chrześcijan w kontekście politycznym i społecznym?

Lepiej zapytać, co chrześcijaństwo ma do zaoferowania światu. A posiada ono najcenniejszy dar, jaki przyniósł Jezus na ziemię, czyli dar Boga! Przez Jezusa mamy dostęp do Ojca. Kiedy chrześcijanie łączą się, stają się bardziej wiarygodni dla świata. Niepodzielone chrześcijaństwo wnosi niezbywalny wkład w rozwój ludzkiego heroizmu i wewnętrznej siły, tak potrzebnej w czasie pandemii. To w kościołach ludzie doznają wyciszenia, słuchają słowa Bożego i przyjmują sakramenty. Stały się one centrami wsparcia wykraczającego daleko poza konfesyjność. W czasie zagrożenia miejsca modlitwy dają poczucie bezpieczeństwa. Diecezje i zakony regularnie rozdają żywność, lekarstwa, troszczą się o bezdomnych.

Jaki wpływ na dialog ekumeniczny może mieć pandemia?

Dzisiejsza Europa nie chce chrześcijaństwa, wręcz je odrzuca. Całkiem inna sytuacja jest w skali świata, gdzie mamy do czynienia z wielkim ożywieniem religijnym. Ludzie, którzy przylatują z Ameryki Południowej czy z Azji, dziwią się, że człowiek może być tak niereligijny jak Europejczyk. Na naszym kontynencie doświadczamy silnego bezbożnictwa, co jest nie do przyjęcia, bo usuwa Boga z ludzkiego życia. Dążenie do jedności jest więc szansą dla Europy. W skali świata liczba chrześcijan rośnie, w skali Starego Kontynentu – spada. Warto o tym pamiętać, gdy doświadczamy gestów niechęci czy wrogości wobec wszystkiego, co chrześcijańskie. Papież Franciszek proroczo upatruje odrodzenia chrześcijaństwa w jego misyjności. Jego wizja Kościoła zakłada pójście na peryferie. Nie należy ich rozumieć geograficznie, ale w sensie moralnym i egzystencjalnym. Tam, gdzie jest nędza człowieka, tam mamy być obecni jako chrześcijanie. Bez względu na to, czy idziemy do naszych braci w Chrystusie, czy po prostu do drugiego człowieka. Ta wizja ma – według papieża – uzdrowić pewne skostnienie i brak misjonarskiego zapału. Myślę o apostołach, o tych niewykształconych ludziach ciężkiej pracy. Oni mieli odwagę pójść w intelektualny świat Greków i przepowiadać im Chrystusa. Szli do synagog, choć byli stamtąd wyrzucani. W trzecim tysiącleciu chrześcijaństwa zatrzymaliśmy się w naszej misyjności. Być może pandemia będzie bodźcem, który ją wyzwoli.

Również w kontekście ekumenicznym?

Treść objawienia nie zmienia się, ale zmienia się jego rozumienie. Sprawa jedności chrześcijan wciąż jest pogłębiana, ale jesteśmy na początku drogi. Rozłam między Wschodem a Zachodem to XI wiek, a podziały w chrześcijaństwie zachodnim to przełom XV i XVI wieku. Myślenie, że w ciągu kilkudziesięciu lat zasypiemy potężne przepaści, jakie kopaliśmy przez wieki, jest fałszywe. To nie jest tylko problem doktrynalny. On dotyczy naszej mentalności, naszych emocji i wyrozumiałości.

Zaleca Ojciec cierpliwość…

Modlitwę i cierpliwość. Sprawa jedności to bardziej wydarzenie Ducha Świętego niż ludzkie dzieło. Kiedy podczas soboru debatowano nad przyczynami utraty jedności, wskazano jako pierwszą z nich grzech. Wcześniej mówiło się o polityce, socjologii, kulturze, gospodarce. Wszystko to prawda. Ale przede wszystkim zaważył grzech. A z grzechu sami nigdy się nie wyciągniemy. Naszą siłą jest Zmartwychwstały! •

O. prof. dr hab. Andrzej Napiórkowski

paulin, jest członkiem Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk. Kieruje Katedrą Eklezjologii na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II. Dyrektor Instytutu Teologii Fundamentalnej, Ekumenii i Dialogu na tej uczelni.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama