107,6 FM

Księga cudów

​Nieprzebrany tłum wypełniał cały plac Świętego Piotra i ciągnął się aż do potężnego Zamku Anioła. Grały cztery orkiestry. Nic dziwnego. Na ołtarze wynoszono tego, który „mocen jest wskrzeszać zmarłych”.

Tu naprawdę wzrok odpoczywa. Spaceruję po opustoszałym Kamieniu Śląskim. Pandemia plus lodowaty wiatr skutecznie wykurzyły turystów. Dzięki temu można odsapnąć. Myślami cofam się do 1183 roku, gdy na świat przyszedł Jaczko Odrowąż. Jego imię niektórzy wywodzili z języka węgierskiego, w którym oznaczało Izaaka, inni zapisywali je po łacinie Hiacyntus, od nazwy kwiatu.

Wajda kręcił „Człowieka z żelaza” i „Człowieka z marmuru”, ja rozmyślam o „człowieku z Kamienia”.

Tu wszystko się zaczęło. To, co Jan Paweł II mówił o Wadowicach, Faustyna o Świnicach Warckich, Maksymilian Kolbe o Zduńskiej Woli, a Jerzy Popiełuszko o Suchowoli, Jacek mógłby powiedzieć o tym miejscu. Czy mieszkańcy wiosek zielonej Opolszczyzny przeczuwali, że mieszkają obok jednego z największych polskich świętych?

Prorockie papiery

Jacek ruszył nad Wisłę, mając w ręku bullę rozpoczynającą się od słów: „Jeżeli ktoś przyjmuje proroka, nagrodę proroka otrzyma”. Do Krakowa dotarł na Wszystkich Świętych 1222 roku. Tu dzień przed śmiercią 71-letni Apostoł Północy miał powiedzieć braciom: „Nie płaczcie nade mną, najdrożsi synowie, bo Pan mnie wzywa, abym jutro przeszedł do Ojca. Radujcie się raczej i winszujcie mi, bo dla mnie żyć – jest Chrystus, a śmierć – to zysk. Pozostawiam wam zbawienne napomnienie ojca naszego Dominika, zachowujcie je w całości: Bądźcie łagodni, miłujcie się nawzajem, posiądźcie dobrowolne ubóstwo. To jest testament wiecznego dziedzictwa”.

Zmarł rzeczywiście dzień później: w święto Wniebowzięcia Matki Bożej 1257 roku. W dniu jego śmierci błogosławiona Bronisława, norbertanka z klasztoru na pobliskim Zwierzyńcu, miała wizję, w której ujrzała go wstępującego do nieba w asyście Maryi.

Zmarłego pochowano w kościele Świętej Trójcy. Cały Kraków wyległ, by go pożegnać. W dniu pogrzebu gród szeptał o kolejnym Jackowym cudzie. Młodzieniec Żegota skręcił kark, spadając z konia na błoniach świętego Floriana. Rodzice przynieśli ciało martwego syna do dominikanów i położyli je przed grobem Odrowąża, a po godzinie modlitw młodzieniec wstał zdrowy, bez śladów wypadku.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama