107,6 FM

Księga cudów

​Nieprzebrany tłum wypełniał cały plac Świętego Piotra i ciągnął się aż do potężnego Zamku Anioła. Grały cztery orkiestry. Nic dziwnego. Na ołtarze wynoszono tego, który „mocen jest wskrzeszać zmarłych”.

Cuda, cuda ogłaszają

Już w XIII wieku kult Jacka był tak żywy, a wierni tak licznie szturmowali jego grób, że w 1266 roku dominikanie musieli założyć „biuro cudów”. Bracia w białych habitach spisywali w Liber miraculorum cuda i łaski, które wierni otrzymali za wstawiennictwem Odrowąża. Już wówczas myśleli o przyszłej kanonizacji. Pierwszą próbę podjęto, gdy w 1289 r. zanotowano siedem spektakularnych cudów za wstawiennictwem świętego. Kanonizację odraczano z powodu wojen czy pustoszących Europę epidemii. Kronika spisana po stu latach od śmierci Odrowąża wyjaśnia skuteczność jego modlitw: „Święty Jacek w trakcie modlitwy w wigilię Wniebowzięcia Dziewicy Maryi, kiedy z oddaniem i łzami się modlił, ujrzał bijące z ołtarza światło o niezwykłej mocy, w którym ukazała się Błogosławiona Dziewica i rzekła do niego: Synu Jacku, wesel się, ponieważ twoje modlitwy miłe są przed obliczem Syna mego, Zbawcy wszystkiego, i o cokolwiek prosić będziesz za moim wstawiennictwem, zostaniesz wysłuchany”.

Przepychanki

Dlaczego na kanonizację trzeba było czekać aż 337 lat? – To specyfika polska – uśmiecha się o. Tomasz Gałuszka, dominikanin. – A dlaczego Bolesław Chrobry nie postarał się o kanonizację swego ojca Mieszka? Było to przecież zwyczajem wielu władców europejskich. Niektórzy historycy mówią nawet o naszej indolencji… Pierwsza „polska” kanonizacja to Stanisław (1253 rok), druga – Jadwiga Śląska (1267), na trzecią trzeba było czekać aż do 1594 roku! Dlaczego tak długo? U nas w zakonie nigdy nie było „kultu jednostki”. Dominik nie fascynował sobą, ale przyciągał braci do Jezusa. „W centrum Jezus – bracia w tle” – funkcjonował taki model. Wiesz, ilu mamy wyniesionych na ołtarze braci w prowincji? Dwóch! Jacka i o. Czartoryskiego, który zginął w powstaniu warszawskim. Proces próbowano wszcząć już w latach 60. XV wieku, gdy do władzy doszedł Kazimierz Wielki. Ogromne oczekiwania, „nowy duch w narodzie”, odnowione królestwo, zwycięska kampania na Rusi Halickiej. To wszystko sprawiło, że warto było mieć swego „lokalnego świętego patrona”. Czy lektor Stanisław, pisząc żywot świętego Jacka, myślał o jego procesie kanonizacyjnym? Być może… Na pewno chciał zainteresować Jackiem dwór królewski. Kolejną osobą, której bardzo zależało na uruchomieniu procesu, był biskup Zbigniew Oleśnicki, wielki pasjonat historii. Niestety, Jacek był przez lata ofiarą wielu politycznych przepychanek, które skutecznie blokowały jego wyniesienie na ołtarze – opowiada dominikanin. – Do kanonizacji mogło dojść dopiero w XVI wieku... Ten proces bardzo wiele mówi o nas samych, o Polakach, Kościele, naszych wzajemnych narodowych animozjach, przepychankach. Jacek był kartą przetargową w rozgrywkach między prowincjami ruską a polską. Pierwsza chciała pokazać, że jest związany z Kijowem (wówczas wydobyto opowieść o figurze Maryi, która miała się do niego odezwać), druga – że z Krakowem. Dominikanom na Zachodzie nie podobało się, że jakaś wschodnia prowincja chce kanonizować „swego człowieka”. Pamiętajmy, że przez lata bitwa pod Grunwaldem była postrzegana jako walka Jagiełły (który niby się ochrzcił, ale pewnie pozostał w sercu poganinem) z chrześcijańskim Zachodem! Ta niechęć do polskiej prowincji spowodowała, że na kanonizacji Jacka nie było… generała zakonu! Wyjechał do Bolonii… To pokazuje klimat tych jałowych sporów…

Wskrzesił trzech zmarłych

Król Zygmunt Stary na prośbę prymasa Jana Łaskiego wystosował w 1518 roku list postulacyjny z prośbą o kanonizację Odrowąża. Pisał do papieża Leona X: „Gdy jeszcze żył, wskrzesił trzech zmarłych, po śmierci zaś aż po dzień dzisiejszy jaśnieje wielkimi cudami”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama