- Gdybyśmy byli beznadziejni, gdyby te nasze biedy, grzechy, nieregularności były beznadziejne, to nie byłoby tej nocy - mówił w homilii podczas Pasterki metropolita katowicki.
Uroczystą Mszę św. pasterską o północy w bazylice św. Ludwika i Wniebowzięcia NMP w Katowicach-Panewnikach celebrował wraz z miejscową wspólnotą ojców franciszkanów metropolita katowicki abp Andrzej Przybylski. - Dziś usłyszeliśmy wszyscy już wiele dobrych słów, mogliśmy spojrzeć sobie w oczy, złożyć sobie życzenia. Chcę teraz te wszystkie dobre słowa, te wszystkie życzenia złożyć u stóp rodzącego się Boga, złożyć je przy żłóbku. Ale jeszcze bardziej chcę złożyć je wszystkie na ołtarzu, bo w żłóbku i w stajence przypominamy sobie historię, która się wydarzyła się 2025 lat temu, a na ołtarzu Bóg rodzi się podczas każdej Mszy św. Bądźcie pewni, że uczestniczycie w prawdziwym Bożym narodzeniu - mówił na początku liturgii abp Andrzej.
W homilii arcybiskup przypomniał, że kończy się w Kościele wyjątkowy czas łaski - Rok Święty 2025, w czasie którego wiele razy akcentowana była ważność cnoty nadziei w życiu chrześcijan. - Tej nocy pomyślmy wspólnie, że maleńka Nadzieja zrodziła się dla całego świata. Ta nadzieja towarzyszyła ludziom Starego Testamentu, dźwigała ich z grzechu, prowadziła ich przez dzieje. Prorok prorokowi, pokolenie pokoleniu opowiadało, że przyjdzie taki dzień, w którym nadejdzie Mesjasz, Pan, że rozproszy ciemności, przetnie wszystko, co jest niesprawiedliwością, uwolni nas od grzechu, przyniesie sprawiedliwość. I przyszedł Mesjasz - maleńka Nadzieja. Ale czy spełniła oczekiwania? Czy po tych 2025 latach żyjemy jeszcze tą nadzieją? - pytał kaznodzieja.
Abp Andrzej zauważył, że z ludzkiego punktu widzenia wydarzenia w Betlejem były beznadzieje, ale właśnie tam objawiła się Boża chwała. - Maryja z Józefem kawał drogi idą, by dać się zapisać w Betlejem. Ona ma za chwilę urodzić dziecko, o którym wie, że jest nadzwyczajne, ale jakby wszystko się sprzeciwia temu. W Betlejem jest noc, jest zimno. Ona czuje, że za chwilę będzie rodzić, a nie ma gdzie. Stukają od drzwi do drzwi, proszą, mówią, błagają, ale ludzie mają swoje sprawy. Co ich obchodzi jakaś brzemienna Maryja? A jednak coś się stało, że nagle po tym narodzeniu w ciemnościach i beznadziejnych warunkach niebo się otwiera - mówił abp Przybylski.
Metropolita powiedział, że ta wyjątkowa noc była i jest świadectwem tego, że Bóg zawsze przynosi ludziom nadzieję. - Wszyscy tak bardzo potrzebujemy tej małej nadziei, która rodzi się w tę świętą noc w żłóbku betlejemskim. My możemy stracić nadzieję, ale Bóg jej nigdy nie traci. My możemy stracić nadzieję co do Boga i się czasem Nim rozczarować, ale Bóg nie jest nigdy nami rozczarowany. Bóg nigdy o tobie nie powie, że jesteś beznadziejna, że jesteś beznadziejny. Bóg nigdy o twoim życiu, o twojej sytuacji nie powie, że jesteś w sytuacji beznadziejnej - przypomniał. - Bóg pokłada w nas nadzieję, a my jesteśmy Jego nadzieją. Gdybyśmy byli beznadziejni, gdyby te nasze biedy, grzechy, nieregularności były beznadziejne, to nie byłoby tej nocy. A On wybiera biedę, trudne sytuacje, ciemność, żeby tam się narodzić i przynieść nam światło. Pozwólcie się w te święta tam Bogu narodzić i przyjmijcie Go, nawet jeśli już nie wierzycie, że coś się może zmienić. On wierzy i ma moc to zmienić - dodał hierarcha.
(obraz) |