„Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał”. (J 1,10)
(J 1,1-18)
Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali - łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.
Kolejny raz w tych dniach słyszymy głęboki, teologiczny hymn św. Jana o Logosie – o Słowie, które stało się Ciałem. Jest on chrystocentryczny, to znaczy w centrum jest On – Jezus Chrystus, niczym doksologia (zakończenie) modlitwy eucharystycznej w liturgii Mszy św., kiedy kapłan modli się: „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”. Ale równocześnie jest on bardzo konkretny, realistyczny, momentami wręcz dramatyczny. Brzmi jak przestroga: „Słowo przyszło do swojej własności – mówi św. Jan – a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi”. Nie wystarczy bowiem znać Jezusa i mieć Go na ustach. O wiele ważniejsze jest to, by Go przyjąć i pozwolić Mu na to, by przemieniał nasze życie, wyzwolił od zła i nas zbawił.