Jeżeli prawdą jest zdanie, że za każdym wielkim mężczyzną zawsze stoi kobieta, to dzisiejszy patron, św. Sebastian, musi być prawdziwym gigantem – w końcu w jego życiorysie znajdziemy tych ważnych kobiet aż trzy.
Jeżeli prawdą jest zdanie, że za każdym wielkim mężczyzną zawsze stoi kobieta, to dzisiejszy patron, św. Sebastian, musi być prawdziwym gigantem – w końcu w jego życiorysie znajdziemy tych ważnych kobiet aż trzy. Pierwszą była jego matka, której imienia nie znamy, ale która pochodziła z okolic Mediolanu i zadbała o właściwe uformowanie serca św. Sebastiana. Gdy bowiem ów syn rzymskiego urzędnika trafił na dwór cesarski, zostając członkiem cesarskiej gwardii, to nie pozostał obojętny na ludzkie cierpienie. A cierpieli wtedy prześladowania chrześcijanie. Mógł być to rok 287 lub 288, bo rządy w Imperium objął wtedy Dioklecjan, dlatego też św. Sebastian za swój odruch serca został surowo ukarany: stał się - po przywiązaniu do drzewa - żywą tarczą dla łuczników. Nie umarł jednak tego dnia, bo w jego życiu pojawiła się druga ze wzmiankowanych kobiet, Irena, która opatrzyła jego rany i potajemnie zabrała do domu. Gdy św. Sebastian tylko powrócił do zdrowia, podziękował jej za okazaną pomoc i ponownie udał się przed oblicze Dioklecjana, dopominając o życie niewinnych wyznawców Chrystusa. Tym razem cesarz dopilnował, by jego dotychczasowy gwardzista zginął na pewno, a ciało trafiło do kloaki. I to stamtąd właśnie wydobyła je trzecia z ważnych w życiu św. Sebastiana kobiet, Lucyna. Wydobyła, obmyła i pochowała w katakumbach, tworząc tym samym pierwszy ośrodek jego kultu. I tak oto, z ofiarną pomocą aż trzech kobiet, św. Sebastian mógł stać się tym, kim się stał: świadkiem wielkiej miłości do krzywdzonego bliźniego i jeszcze większej miłości do Boga.