Św. Augustyn. Św. Franciszek z Asyżu. Św. Ignacy Loyola. Co ich wszystkich łączy oprócz świętości oczywiście? Otóż postać pewnego irlandzkiego protestanta, człowieka dobrze sytuowanego, świetnie wykształconego i podobno najlepiej ubranego w całym Dublinie, który wspominany jest dzisiaj jako katolicki kapłan John Sullivan.
Jak do tego doszło? Na początek winne są temu „Wyznania” św. Augustyna, które wpadły mu przypadkiem w ręce. Dwudziestokilkuletni Sullivan znalazł w nich bowiem obraz kogoś podobnego do siebie - mającego słabość do światowego życia, ale marzącego o świętości; sceptycznego wobec chrześcijaństwa, ale równocześnie gorąco pragnącego, by jego niespokojne serce znalazło ukojenie w Bogu. O ile św. Augustyn zainicjował przemianę, która sprawiła, że John Sullivan przystąpił w roku 1896 do Kościoła katolickiego, o tyle poznanie św. Franciszka z Asyżu pozwoliło mu odkryć piękno stworzenia. Odtąd aż do końca życia, to jest do 19 lutego roku 1933, ten niezwykły Irlandczyk, będzie starał się służyć Bogu w chorych i ubogich. I to służyć z franciszkańską prostotą, ale też z intelektualną głębią i duchowym zdyscyplinowaniem św. Ignacego Loyoli, bo John Sullivan, protestant z urodzenia, z wyboru stał się ostatecznie kapłanem i jezuitą. I to błogosławionym, cieszącym się chwałą nieba razem z Augustynem, Franciszkiem i Ignacym, świętymi którzy go na tej drodze inspirowali.