św. Edward

Radość życia. Pewnie to właśnie czuł ten 15-latek, gdy dokładnie 18 marca pędził konno przez las.

Od trzech lat, czyli od śmierci swojego ojca, Edgara I Spokojnego, był królem Anglii. Królem chrześcijańskim, mającym mocne oparcie w osobie arcybiskupa Canterbury, św. Dunstana. A jeszcze dzisiaj, miał nie lada szczęście na polowaniu i został doceniony przez dużo starszych i bardziej doświadczonych rycerzy. Jak tu się nie cieszyć? Zatem młodziutki król Edward wyprzedził swoją straż przyboczną i ruszył galopem do zamku Corfe, by zgodnie z zapowiedzią, odwiedzić swoją macochę i przyrodniego młodszego brata. Gdy wjechał z impetem na dziedziniec, jego oczom ukazała się powitalna procesja. Na jej czele szła królowa Elfryda, witając swojego pasierba kielichem miodu. Edward przyjął go z wdzięcznością z jej rąk i… zginął. Nie, nie od trucizny. Zabił go sztylet jednego z dworzan, a zmartwiona tym królowa Elfryda nowym władcą - za zgodą sprzyjających jej możnowładców - ogłosiła od razu swojego syna. Tak w roku 978 rozpoczęło się w Anglii przywracanie starego, pogańskiego porządku. Jednak wbrew kalkulacjom spiskowców zamordowanie władcy wcale nie przyniosło załamania się chrześcijaństwa. Stało się coś wręcz odwrotnego, śmierć króla Edwarda scaliła wierzących, jego grób szybko zaczął być miejscem pielgrzymek, a on sam jest dzisiaj wspominany jako święty męczennik.

« 1 »