Ksiądz Józef Benedykt Cottolengo nie miał wielkich planów. Chciał po prostu, by pewna kobieta w ciąży, którą wyrzucono ze szpitala, bo była chora na gruźlicę, miała swoje miejsce do godnego chorowania i odejścia z tego świata, gdy przyjdzie jej czas.
Tylko tyle, ale w początkach XIX wieku we Włoszech, tak niewiele to było niewyobrażalnie dużo. Dlatego, 2 września 1827 roku kobieta ta umarła na rękach księdza Cottolengo, zostawiając męża i troje drobnych dzieci, a on sam uznał tę datę za przełomowa w swoim życiu. Przed 2 września 1827 roku był zwyczajnym proboszczem kościoła Bożego Ciała w Turynie. Po tej dacie stał się kimś, kto postanowił odmienić los choćby kilku osób, które tak jak ta kobieta w ciąży, nie miały miejsca, gdzie mogłyby chorować. Jako proboszcz zakupił więc domek dla chorych i opuszczonych tuż przy kościele Bożego Ciała. Budynek zaczął działać już po 4 miesiącach i błyskawicznie zapełnił się potrzebującymi. By nikogo nie odprawić z kwitkiem, kupił kolejne zabudowania, a do pomocy przy chorych zaprosił grupę parafian, a potem… potem zmuszony był szukać środków na kolejny budynek i jeszcze kolejny, i kolejny. I tak "Mały Domek Bożej Opatrzności", jak pierwotnie nazywał swoje dzieło ks. Józef Benedykt Cottolengo, rozrósł się do ogromnego szpitala, który dzisiaj służy 14 tysiącom pacjentów, będąc największym kompleksem dzieł miłosierdzia na świecie. To dobry powód, choć nie jedyny, by wspominać tego zmarłego 30 kwietnia 1842 roku kapłana jako świętego, który chcąc ocalić jednego człowieka, ocalił tysiące ludzkich istnień.