Dzisiaj w liturgicznym kalendarzu wspominany jest św. Stanisław, biskup i męczennik, główny patron Polski.
Ten sam, który wsławił się bardzo dobrą współpracą z księciem Bolesławem II Szczodrym. Wynikiem tej współpracy była choćby korona Polski, jaka przypadła w udziale księciu, gdy biskup Stanisław po wyprawie do Rzymu uzyskał od papieża wskrzeszenie metropolii gnieźnieńskiej, czyli de facto uniezależnił Kościół w Polsce od niemieckiego zwierzchnictwa. Jednak, żeby nie było aż tak różowo, warto pamiętać i to, że w 3 lata po koronacji Bolesława na króla Polski - to jest w roku 1079 – biskup krakowski wszedł z nowym władcą w tak gwałtowny spór, że został przez niego osobiście zarąbany w czasie sprawowania Eucharystii w kościele na krakowskiej Skałce. Po tych wydarzeniach król Bolesław Szczodry zyskał 3 nowe przydomki: Wojowniczy, Dziki, Śmiały, a biskup Stanisław 3 życiorysy. Pierwszy, dalece mu nieprzychylny, bo pisany z perspektywy dworu. Drugi, stawiający go za wzór cnót, bo pisany przez biskupa krakowskiego. I w końcu trzeci, który posłużył Rzymowi do procesu kanonizacji biskupa Stanisława, którego wynik ogłoszono uroczyście w Polsce 8 maja roku 1254. Dwa wieki po jego męczeńskiej śmierci. Od tej kanonizacji zresztą zaczęto w Kościele praktykować funkcję "adwokata diabła", którego zadaniem było wyciąganie na jaw wszystkich niejasności i zarzutów przeciw kanonizacji, żeby to nie zawikłane racje polityczne, ale osobista świętość wynosiła na ołtarze.