„Obawy są zawsze. Człowiek myśli: jak oni będą, co z nimi będzie? A dziś, kiedy słyszy się o hejcie i różnych trudnych sytuacjach, to jest strach. To przecież moje dzieci – nieważne, ile mają lat” – mówi Magdalena Jończyk, mama dwóch kapłanów, ks. Krzysztofa i ks. Bogusława Jończyków.
W dniu święceń kapłańskich w Archidiecezji Katowickiej o powołaniu, kryzysach i rodzicielskich niepokojach opowiedzieli bracia – księża Krzysztof i Bogusław Jończyk – oraz ich mama. W rozmowie nie zabrakło wspomnień o lękach towarzyszących decyzji o seminarium, chwilach zwątpienia oraz pytaniach, które wracają także dziś: jak wytrwać w kapłaństwie i jak nie bać się trudnych czasów?
Ks. Krzysztof Jończyk wspomina, że jego droga do kapłaństwa zaczęła się przy ołtarzu. Przez jedenaście lat był ministrantem, a służba liturgiczna stopniowo prowadziła go do odkrywania powołania.
– Ołtarz był moim domem. Ministrantura zbliżyła mnie do Chrystusa, a Chrystus pociągnął – wspomina kapłan, który do seminarium wstąpił 38 lat temu.
Jego brat, ks. Bogusław Jończyk, przyznaje jednak, że rozeznanie nie zawsze jest oczywiste i wolne od niepokoju.
– Na początku wręcz nie widziałem tej drogi jako swojej. Pojawiły się wątpliwości, ale z roku na rok Pan Bóg to poukładał. Przed święceniami diakonatu człowiek po prostu powiedział „tak” – mówi.
Kapłani podkreślają, że kryzysy i chwile słabości są częścią każdego powołania. Jak zaznaczają, ważne jest wtedy wracanie do źródła – do momentu pierwszego zachwytu i decyzji.
– Nigdy nie ma tak, żeby ktoś nie miał chwil słabości. Dla mnie ważne było wracanie pamięcią do dnia święceń, do tego smaku początku, który potem pomaga pokonywać trudności – mówi ks. Bogusław Jończyk.
Z kolei ks. Krzysztof radzi młodym kandydatom do kapłaństwa, by w chwilach kryzysu szukali wzorów.
– Patrz na Chrystusa, ale też na świętych. Dla mnie takim wzorem jest św. Jan Paweł II. Szukaj takiego wzoru, który da ci siły wtedy, kiedy ich zabraknie – podkreśla.
Szczególne miejsce w tej historii zajmuje mama obu kapłanów. Magdalena Jończyk nie ukrywa, że decyzje synów o wstąpieniu do seminarium budziły zarówno radość, jak i niepokój. Kiedy drugi syn również wybrał drogę kapłańską, spontanicznie zapytała Boga: „Czy ten jeden Ci nie wystarczy?”.
– Potem poszłam do kościoła i przeprosiłam. Pomyślałam, że jeśli źle mu pójdzie w życiu, a ja stanę mu na drodze, to będzie moja wina – wspomina.
Rodzina przez lata wspierała synów bardzo konkretnie – od codziennej pomocy po szycie ornatów, alb i komży dla seminarzystów i księży. Mama kapłanów wspomina, że w trudnych czasach regularnie woziła do seminarium domowe ciasto dla kleryków.
– Ta droga chyba była wysłana ciastem z Halemby do Katowic – śmieje się.
Mimo dumy i radości rodzicielskie obawy nie mijają.
– Boję się czasem, jak słyszę o nagonce czy hejcie. Człowiek się martwi, ale modlitwa zostaje. Modlić się i pomagać – nic innego rodzicom nie pozostaje – mówi Magdalena Jończyk.
Zapytana o radę dla rodziców młodych mężczyzn przyjmujących dziś święcenia kapłańskie, odpowiada krótko:
– Modlić się. I pomagać im, kiedy będą tego potrzebowali.