Wcześniej na Eucharystii prosili Ducha Świętego o dar odwagi w przyznawaniu się do Jezusa i do służby przy ołtarzu.
W sobotę, w dzień przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego, ministranci diecezji bielsko-żywieckiej spotkali się na modlitwie, zabawie i integracji przy parafii NSPJ w Bielsku. Najważniejszym punktem wydarzenia była Eucharystia, której przewodniczył ks. Marek Studenski, wikariusz generalny naszej diecezji. Razem z nim przy ołtarzu stanęli ks. Przemysław Gawlas, diecezjalny duszpasterz służby liturgicznej oraz kapłani opiekunowie ministrantów z różnych parafii.
Łącznie do Bielska przyjechało blisko 400 ministrantów z 40 parafii naszej diecezji. Po Mszy czekała ich niespodzianka – spotkanie z mistrzem zimowych igrzysk olimpijskich Kacprem Tomasiakiem, który przez wiele lat służył przy ołtarzu. W sobotę szedł z krzyżem w czasie procesji wejścia. Ministranci mieli okazję zadać mu kilka pytań, zrobić sobie z nim pamiątkowe zdjęcia i wziąć od niego autografy.
Nie był to jednak koniec atrakcji przygotowanych tego dnia dla służby liturgicznej. Na ministrantów czekały dmuchańce, elektroniczny paintball, wata cukrowa, popcorn, słodki bufet oraz kiełbaski.
Msza odprawiona została w pełnej asyście. Ministranci w komżach i albach służyli nie tylko przy ołtarzu, ubrani w stroje liturgiczne licznie wypełnili także kościelne ławki. Całym sercem włączali się też w śpiew podczas liturgii.
Homilię w formie dialogowej wygłosił ks. Marek Studenski.
Joanna Kojda /Foto Gość
Homilię ks. Studenski wygłosił w formie dialogowej. Zachęcał w niej ministrantów, by nie bali przyznawać się do wiary także przed swoimi niewierzącymi kolegami. Przypomniał też postawę Kacpra Tomasiaka, który po swoich sukcesach odciął się od mediów społecznościowych i za medale na Eucharystii podziękował Bogu.
Opowiedział też historię pewnego ministranta z Wadowic. Słuchający go wierni domyślili się, że mówił o Janie Pawle II. Ks. Marek przywołał historię, kiedy mały Karol podczas Mszy wiercił się w kościele i nie umiał się skupić. Jego zachowanie z ławki obserwował tata, który również miał na imię Karol. Po Eucharystii podszedł do syna i powiedział mu: „Nie jesteś dobrym ministrantem. Widocznie za mało modlisz się do Ducha Świętego” i podarował mu karteczkę z modlitwą do Ducha Świętego. Jak się później okazało, Ojciec Święty nie rozstawał się z tą karteczką. Już po jego śmierci pożółkłą i poniszczoną znaleziono ją wśród jego osobistych rzeczy.
Kaznodzieja zauważył, że papież był odważny, nie bał się potępić działalności mafii, a po zamachu nadal spotykał się z ludźmi. On także podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski 2 czerwca 1979 r. na Placu Zwycięstwa w Warszawie w przeddzień Zesłania Ducha Świętego modlił się: „Niech zstąpi Duch Twój, niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi”. Kapłan podkreślił, że dokładnie 10 lat po tych proroczych słowach w Polsce upadł komunizm. Ks. Marek przypomniał ministrantom, że najbliższa niedziela to święto Zesłania Ducha Świętego i zachęcił ich, by modlili się do Niego o dar odwagi.
Spotkanie z Kacprem poprowadził ks. Adam Płonka z Radia Anioł Beskidów. Ze śmiechem zapytał go m.in. o to, kiedy usprawiedliwi swoją nieobecność przy ołtarzu. Pytał też, jak wygląda dzień skoczka. – Śpię jak najdłużej się da, potem treningi – odpowiadał K. Tomasiak. Pierwszy skok oddał kiedy miał 6 lat. A co czuł kiedy zdobył pierwszy medal na igrzyskach? – Radość i…zmęczenie.
Ks. Płonka nadał mu tytuł honorowego ministranta. Bo – jak przyznał – ministrantem jest się przez całe życie. – Nie odpuścimy ci tego – krzyknął jeden z nich. Kacper, gdy służył, najbardziej lubił nosić kadzidło. Przyznał też, że da się łączyć pasję ze służbą przy ołtarzu, wymaga to jednak dobrej organizacji i tego, by ksiądz czasem przymknął oczy na niektóre rzeczy.
Ks. Adam zapytał też o znak krzyża, jaki Kacper kreśli przed skokiem. – Proszę wtedy Boga, żeby wszystko się ułożyło, żebym był zadowolony ze skoku i bezpiecznie wylądował – przyznał skoczek. Poza skokami Kacper interesuje się Formułą 1, jego ulubioną skocznią jest Predazzo, a pierwszą inspiracją w skokach narciarskich – Adam Małysz. Ministranci zapytali go także o pierwszą miłość, ale Kacper na to pytanie nie umiał im odpowiedzieć.
Przed Mszą Kacper wręczył też nagrody dla ministrantów roku. Z całej diecezji otrzymało je 67 osób. – Wyróżnionych jest „six seven” – śmiał się ks. Przemysław Gawlas. Byli wśród nich ministranci, którzy uzyskali najwięcej punktów za służbę, chodzili solidnie na Msze, księża mogli na nich liczyć. Nagrody otrzymali animatorzy, a także nowi ministranci, którzy służą z wielkim zapałem.
Najliczniejszą grupą ministrantów była służba liturgiczna z parafii Narodzenia św. Jana Chrzciciela w Rudzicy. W Bielsku pojawiło się 35 osób. Ministranci otrzymali voucher na wspólne wyjście do pizzerii.
Najliczniejsza grupa ministrantów przyjechała z Rudzicy.
Joanna Kojda /Foto Gość
Wojtek z parafii Świętych Szymona i Judy Tadeusza w Kozach z 6 klasy ministrantem jest trzeci rok. – Bardzo podoba mi się służba Bogu, asysta, zaangażowanie w Mszę – mówi. – Często na procesjach noszę krzyż. Kacper z tej samej parafii jest w 3 klasie, ministrantem – pierwszy rok. – Podoba mi się to, że mogę służyć Panu Bogu i że mogę przyjmować Pana Jezusa do serca – przyznaje.
Szymon z 4 klasy, także z Kóz, mówi: – Podoba mi się to całe zaangażowanie w Mszę, to jest piękne, bardzo lubię służyć przy boku Jezusa Chrystusa, jestem z tego dumny.
Maks z parafii św. Marcina w Jawiszowicach ma 12 lat i służy od pięciu lat. Poza służbą lubi sport. Dostał nagrodę ministranta roku za pilną służbę. Najczęściej podczas Mszy śpiewa psalmy.
Nikodem z parafii Opatrzności Bożej w Jaworzu jest w 8 klasie i jest animatorem, choć zbiórek jeszcze nie prowadzi. – Najbardziej lubię służyć do Mszału, lubię też rozmowy z kolegami, gry karciane, a moim ulubionym przedmiotem w szkole jest geografia – mówi.
Karol ma 8 lat i jest z parafii św. Michała w Wilkowicach. Służy już ich od dłuższego czasu. – Fajnie jest – przyznaje.
Wśród ministrantów w Bielsku znalazły się też dziewczyny: Zuzia i Hania służą w parafii NMP Wspomożenia Wiernych w Czechowicach-Dziedzicach. Zuzia jest w trzeciej klasie i służy już trzy lata, Hania – w drugiej i służy rok. – Fajnie jest służyć razem z chłopakami – przyznają. – Idziemy do kielicha, dzwonimy dzwonkami, w gong, stoimy z pateną – wymieniają, dodając, że dziewczyn służy w tej parafii ok. 12. – A chłopaków nie da się zliczyć – śmieją się. – Dobrze nas przyjęli, byli dla nas mili, pokazywali, co mamy robić. Chciałybyśmy jeszcze długo służyć, tak żeby zostać ceremoniarzami.
W organizację spotkania zaangażowali się przede wszystkim księża: Przemysław Gawlas i Jakub Kuliński. Pomogły im w tym osoby z Duszpasterstwa Liturgicznej Służby Ołtarza Diecezji Bielsko-Żywieckiej oraz bliscy z rodzin tych kapłanów.