- Procesja eucharystyczna jest wielką opowieścią o Bogu, który nie chce być Bogiem dalekim. To Bóg w drodze. Bóg, który zna kurz ludzkich ścieżek. Bóg, który nie brzydzi się naszym zmęczeniem - mówił bp Marek Szkudło w homilii w uroczystość Bożego Ciała w katowickiej katedrze Chrystusa Króla.
Poniżej publikujemy zapis homilii:
Pomiędzy nami idziesz, Panie, po kamienistej drodze życia i słuchasz słów zrodzonych z lęku przed jutrem pełnym tajemnicy. Lubię ten hymn z brewiarza. Kiedy go odmawiam, odczuwam, jak bardzo słowo liturgii Kościoła przekracza wszystko, co byłbym w stanie powiedzieć o Bogu, o człowieku, o życiu.
Ta kamienista droga życia, po której Pan idzie z nami przypomina mi o drodze do Emaus. O tym, że właściwie całe życie Kościoła jest powtórką drogi tamtych pierwszych uczniów. Idziemy z Jezusem i staramy się słuchać odpowiedzi, jakich udziela na nasze niespokojne pytania.
Zostań z nami, modlimy się każdego dnia i w końcu rozpoznajemy Go po łamaniu chleba. Pozostań z nami, wieczne światło, na Twą obecność otwórz serca. Drodzy siostry i bracia, każdego dnia właściwie spotykam się z ludźmi z wiernymi w całej archidiecezji, zwłaszcza z młodzieżą przyjmującą sakrament bierzmowania.
Jako tradycyjną pamiątkę, wszyscy wiemy o tym doskonale, wielu z nich otrzymuje od biskupa obrazek. Jednym z najczęściej przeze mnie wyręczanych jest reprodukcja znanej Wam na pewno sceny namalowanej przez Roberta Zinda w 1877 roku, droga do Emaus. Trzy postaci, dwóch uczniów i Jezus.
Uroczystość Bożego Ciała. Homilia bp. Marka SzkudłoKrajobraz, co ciekawe, jest totalnie przekłamany. Zamiast półpustynnych rejonów Jerozolimy przedstawia gęsto zalesione pobliże szwajcarskiej Lucerny, miejsca, gdzie żył i tworzył ten artysta. Robił to zresztą i na innych obrazach, choćby na słynnym kuszeniu Jezusa przez szatana.
Przenosił w znany sobie świat sceny, które dziać się musiały w scenerii na pewno zupełnie innej. I myślę, że to dobrze, bo droga do Emaus nie wiodła jedynie przez palestyńskie wzgórze. Wiodła przede wszystkim przez krajobraz ludzkiego serca.
Patrząc na ten obraz można odnieść wrażenie, że jest to również obraz każdego z nas. Bo życie jest drogą, czasem jasną jak poranek nad polami pszenicy. Czasem trudną jak pustynia, o której mówi dziś Mojżesz.
Czasem pełną zachwytu, czasem pełną pytań, na które nie znajdujemy odpowiedzi. Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził Pan, woła dziś księga powtórzonego prawa. Nie tylko na drogi łatwe, także na te, na których doskwierał ci głód, na te, gdzie brakowało ci wody, na te, na których nie wiedziałeś, dokąd prowadzi następny krok.
Siostry i bracia, wiemy to wszyscy. Izrael szedł przez pustynię, a Bóg karmił go manną. Chleb z nieba, o którym wspomniał Jezus w Ewangelii.
Nie był to pokarm bogatych uczt. Był to pokarm drogi, tej kamienistej drogi życia. Codzienny znak, że Bóg nie opuszcza swoich dzieci.
Manna była jedynie zapowiedzią. Była cieniem przyszłego daru. Była obietnicą chleba, który nie spada z nieba na piasek pustyni, lecz wstępuje z nieba do ludzkiego serca.
Dzisiaj Chrystus mówi, ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jakże niezwykłe są to słowa. Bóg nie daje już tylko chleba.
On sam staje się chlebem. Nie podaje człowiekowi daru z oddali. Oddaje samego siebie.
Na obrazie z Emaus Jezus idzie obok uczniów. Słucha ich, towarzyszy im, wyjaśnia pisma. Ale uczniowie rozpoznają go dopiero wtedy, gdy bierze chleb w swoje dłonie.
Przy łamaniu chleba, przy Eucharystii. I właśnie dlatego uroczystość Bożego Ciała jest świętem drogi. Bo Chrystus nie pozostaje zamknięty w wieczerniku.
Nie pozostaje tylko na ołtarzu. Wychodzi na nasze ulice, przechodzi przez miasta i wsie, przez place i chodniki, przez miejsca codziennej pracy i odpoczynku. Tak jak szedł do Emaus.
Tak jak szedł przez pustynię wraz z Izraelem. Tak jak idzie przez całe dzieje Kościoła. Procesja eucharystyczna jest wielką opowieścią o Bogu, który nie chce być Bogiem dalekim.
To Bóg w drodze. Bóg, który zna kurz ludzkich ścieżek. Bóg, który nie brzydzi się naszym zmęczeniem.
Bóg, który przychodzi do człowieka tam, gdzie człowiek żyje. Dlatego zanieśmy dzisiaj, zanieśliśmy dzisiaj monstrancję pod otwarte niebo. Nie dlatego, że Chrystus potrzebuje zobaczyć świat, ale dlatego, że to świat potrzebuje zobaczyć Chrystusa.
Potrzebują Go domy pełne ciszy. Potrzebują Go ludzie samotni. Potrzebują Go rodziny noszące ciężar codzienności.
Potrzebują Go młodzi szukający sensu. Potrzebują Go chorzy. Potrzebują Go zagubieni.
Potrzebujemy Go wszyscy. Hymn, od którego rozpocząłem to kazanie ma swoją kolejną zwrotkę. Niech wiara, pokój i nadzieja napełnią duszę twoich uczniów, by mogli głosić wobec świata, że powróciłeś w blasku chwały.
O tak, siostry i bracia. I to dlatego święty Paweł przypomina dziś, ponieważ jeden jest chleb, przeto my liczni tworzymy jedno ciało. Eucharystia nie tylko karmi, ona jednoczy.
A jedność ta jest po to, by świat uwierzył. Jeden chleb sprawia, że rozproszone kamienie stają się świątynią, że obcy stają się braćmi, że pojedyncze głosy tworzą pieśń Kościoła. Dlatego psalm woła Kościele Święty chwal swojego Pana.
A ja dodaję, Kościele w drodze chwal swojego Pana. Chwal Go za pokój, chwal Go za słowo, chwal Go za chleb, chwal Go za to, że nie zostawił człowieka samego na pustyni świata. Na tych moich małych obrazkach, które rozdaję młodym, droga jeszcze się nie kończy.
Uczniowie idą dalej, nadal tak samo jak my. Po Komunii Świętej nie przestajemy być pielgrzymami, wręcz przeciwnie. Dopiero wtedy zaczynamy iść naprawdę, bo kto przyjmuje chleb żywy, ten niesie w sobie obecność Boga, staje się żywą monstrancją pośród świata.
Tam, gdzie jest przebaczenie, tam przechodzi Chrystus. Tam, gdzie jest dobroć, tam przechodzi Chrystus. Tam, gdzie człowiek podnosi drugiego człowieka, tam przechodzi Chrystus.
Dzisiaj więc, po tym, jak szliśmy z Najświętszym Sakramentem, prośmy o łaskę oczu uczniów z Emaus, abyśmy rozpoznawali Pana nie tylko w złotej monstrancji, ale także w codziennych drogach naszego życia. Abyśmy pamiętali wszystkie drogi, którymi nas prowadził. Abyśmy nigdy nie zapomnieli o tym, który na pustyni daje mannę, przy stole łamie chleb, a w Eucharystii oddaje nam swoje ciało za życie świata.
I aby kiedyś, po zakończeniu ziemskiej pielgrzymki, nasze wszystkie drogi spotkały się w jednej drodze, którą jest Chrystus. Ten brewiarzowy hymn kończy się słowami, którymi ja pragnę zakończyć to dzisiejsze słowo. Niebawem skończy się wędrówka, i dzięki Twemu zmartwychwstaniu wejdziemy w progi domu Ojca, byś tam wieczerzał razem z nami.
O nieśmiertelny Królu Chryste, niech Tobie, Ojcu i Duchowi radosne zabrzmi Alleluja w przestworzach nieba i na ziemi. Amen.