W parafii św. Bartłomieja sprawowano Mszę św. dziękczynną za dar beatyfikacji pochodzącego z tej wspólnoty ks. Franciszka Miśki SDB. Podczas liturgii bp Grzegorz Olszowski oraz ks. Marcin Pękała dokonali adnotacji o wyniesieniu na ołtarze salezjanina w księdze chrztów. Mieszkańcy Bierunia Starego wspólnie dziękowali za beatyfikację kapłana, który został ogłoszony błogosławionym wraz z ks. Janem Świercem i towarzyszami.
– Chociaż świętość jest celem życia każdej i każdego z nas oraz całej misji Kościoła, to jednak dzisiaj gromadzimy się jako wspólnota parafialna z sercami pełnymi wdzięczności i radości, aby uwielbiać Boga za dar beatyfikacji jednego z nas, bł. ks. Franciszka Miśki. W tej świątyni, przy tej chrzcielnicy, rozpoczęła się jego droga wiary. Dziękujemy dziś dobremu Bogu za dar jego życia, wiernego wypełniania powołania aż po męczeństwo oraz świętości potwierdzonej przez Kościół w akcie beatyfikacji – powiedział ks. Marcin Pękała, proboszcz parafii św. Bartłomieja w Bieruniu Starym. – Módlmy się wspólnie, aby błogosławiony wypraszał potrzebne łaski dla naszej parafii, dla każdej i każdego z nas, a swoim przykładem niech nas uczy każdego dnia wiernie podążać drogą Ewangelii – dodał.
Mszy św. dziękczynnej przewodniczył bp Grzegorz Olszowski. W homilii przypomniał, że wśród beatyfikowanych 6 czerwca dziewięciu męczenników salezjańskich siedmiu pochodziło ze śląskiej ziemi, w tym czterech urodziło się w granicach obecnej archidiecezji katowickiej. – Współwięźniowie, wspominając ostatnie chwile życia bł. ks. Franciszka, pisali, że odszedł w zupełnej świadomości, pocieszając i zachęcając innych konfratrów do wytrwałości. Swoje obowiązki spełniał z wielką gorliwością i sumiennością. Był szczerze pobożny i głęboko zjednoczony z Bogiem. Jego serdeczność i otwartość, troska o wychowanków, o parafian, wreszcie współwięźniów sprawiła, że ludzie darzyli go szacunkiem i ufnością – przypomniał kaznodzieja. Jednocześnie zaznaczył, że zjednoczenie z Bogiem nie oznacza życia bez problemów. – Także błogosławiony ksiądz Franciszek, pozostali błogosławieni w swoim sercu przeżywali różnego rodzaju niepewność, różnego rodzaju lęki, może i nawet bali się tego wszystkiego, co przed nimi. Bo moi drodzy, lęki, jak mówi dzisiejsze słowo Boże, są wpisane w nasze życie. Święty Paweł w drugim czytaniu tłumaczy: „Przez jednego człowieka grzech wszedł do świata, a przez grzech śmierć i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli” – mówił bp Grzegorz Olszowski.
Kaznodzieja zaznaczył, że w trudnych doświadczeniach „nie Bóg odwraca się od człowieka, ale bardzo często człowiek odwraca się od Pana Boga”. – I wtedy zaczynają się trudności, problemy. Wtedy zaczynają się różnego rodzaju obawy, różnego rodzaju lęki. Błogosławiony ksiądz Franciszek przypomina, że możliwe jest bycie wiernym Panu Bogu i Kościołowi. Możliwe jest pokonanie tych różnych obaw, lęków, nawet w skrajnych, niesprzyjających okolicznościach. Bo kochani, nikt nam wewnętrznej wolności nie jest w stanie odebrać – mówił. – Niech postawa bł. ks. Franciszka Miśki będzie dla nas wszystkich okazją do refleksji nad naszą postawą bycia chrześcijaninem w tym roku duszpasterskim, który przeżywamy pod hasłem „Uczniowie-misjonarze”. Jesteśmy uczniami Jezusa Chrystusa, a razem misjonarzami, świadkami. Obyśmy byli odważnymi świadkami, którzy nie cofają się przed przeciwnościami i ofiarą nawet za cenę życia. Weźmy sobie do serca te słowa: „Kto się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”. Tak uczynili błogosławieni. Tak uczynił błogosławiony ksiądz Franciszek. Obyśmy także realizowali to zadanie, które zostało nam powierzone – życzył bp Olszowski.
W parafialnej księdze chrztów przy adnotacji o sakramentach przyjętych przez Franciszka Miśkę uzupełniono informację o wyniesieniu na ołtarze.
Marta Sudnik-Paluch /Foto Gość
Ważnym momentem dziękczynienia był dokonany publicznie akt wpisania do księgi chrztów faktu wyniesienia na ołtarze bł. ks. Franciszka Miśki. Swój podpis złożyli bp Grzegorz Olszowski i ks. proboszcz Marcin Pękała. – Nie zdarza się często, a być może w niektórych parafiach nigdy, że proboszcz wespół z biskupem dokonają wpisu w księdze chrztu: „błogosławiony”. To wielkie wydarzenie – zwrócił uwagę ks. Sylwester Jędrzejewski, salezjanin, autor publikacji poświęconych błogosławionym męczennikom. Podziękował on parafianom, za ich pamięć o pochodzącym z parafii błogosławionym. – Ten kościół domowy, lokalny, parafialny wydał takiego człowieka, takiego świadka wiary. To się nie wzięło znikąd. Tego się nie nabywa przypadkowo. To się wynosi z domu, to się wynosi z tego swojego kościoła – podkreślił. I zaprosił do tego, by codziennie zwracać się z prośbami do bł. ks. Miśki i czerpać z jego przykładu. – Żeby ci, którzy teraz żyją, umieli ponosić męczeństwo sumienia, męczeństwo odwagi w takich okolicznościach, w jakich dzisiaj przychodzi żyć. (…), bo ogłoszenie przez Kościół kogoś błogosławionym czy świętym nie jest tylko pieczęcią zatwierdzającą jego zbawienie, ale jest daniem świadka, który przeszedł już drogę i ma pociągać innych – dodał.
Bł. ks. Franciszek Miśka urodził się 5 grudnia 1898 w Świerczyńcu k. Pszczyny. Jego rodzice pielęgnowali tradycje niepodległościowe, kolportując polskie książki i czasopisma, śpiewając pieśni patriotyczne, prowadząc koło Towarzystwa Czytelni Ludowych. Jako młody chłopak ks. Miśka skończył gimnazjum salezjańskie w Oświęcimiu i wstąpił do nowicjatu w Pleszewie. Święcenia kapłańskie przyjął 10 lipca 1927 w Turynie. Do Dachau trafił 30 października 1941. Dał się poznać jako gorliwy i wspierający współwięźniów kapłan. Zmarł z wycieńczenia i spowodowanych nim chorób 30 maja 1942.