W jak zaskakujący sposób potrafi się objawiać w naszym życiu obecność świętych.
Weźmy na ten przykład bardzo smaczne, półsłodkie białe wino Liebfraumilch. Pochodzi z Niemiec, od XVIII wieku produkowano je w winnicach kościoła mariackiego w Wormacji, a jego nazwa po przetłumaczeniu znaczy tyle, co "mleko ukochanej Pani (Maryi)". Co jednak może mieć ono wspólnego ze św. Bernardem, od 1115 roku opatem klasztoru w Clairvaux, odległego od Wormacji o 400 km? Czyżby ten doktor Kościoła z XII wieku, który wsławił się tym, że za najważniejszy element tworzący obraz Boży w człowieku uznał wolność – i to tak od konieczności jak i od przymusu – czyżby poświęcił on w swojej bogatej pisarskiej spuściźnie jakieś dzieło winu? Otóż nie, ale faktycznie "mleko ukochanej Pani" jest z nim nierozerwalnie związane. A właściwie to z cudem, który wydarzył się gdy św. Bernard z Clairvaux gorąco modlił się ze współbraćmi cystersami słowami hymnu: "Monstra te esse matrem" (Pokaż, że jesteś matką). To wtedy właśnie miał w ekstazie modlitewnej zostać nakarmiony mlekiem z piersi Maryi. Mleko to miało według słów św. Bernarda smak miodu i faktycznie, coś z tej słodyczy można odnaleźć także i w "Liebfraumilch", winie, które nieoczekiwanie zwraca naszą uwagę w stronę patrona cystersów i pszczelarzy.