Niemcy po zwycięstwie AfD. Tomasz Kycia: to już nie tylko głos protestu

Alternatywa dla Niemiec wygrała wybory do landtagu Saksonii-Anhalt, zdobywając ponad 43 proc. głosów. To wynik, który wstrząsnął niemiecką polityką i wywołał mocne komentarze także w Polsce. – Dla Polski to w tej chwili rzeczywiście niedobry sygnał – mówił w Radiu eM Tomasz Kycia, dziennikarz pracujący w Niemczech.

Niemcy po zwycięstwie AfD. Tomasz Kycia: to już nie tylko głos protestu

PAP/EPA/FILIP SINGER /AfD zdecydowanie najlepsza w wyborach w Saksonii-Anhalt

 

"W Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z tryumfu AfD w Niemczech" – tak wynik wyborów skomentował premier Donald Tusk. Tomasz Kycia, pytany na antenie Radia eM o polityczne trzęsienie ziemi za Odrą, zaczął od rzeczy fundamentalnej. – Przede wszystkim wygrała demokracja. Tak to już mamy w demokracji, że nawet ci, którzy nam się nie podobają, wygrywają – powiedział. W Niemczech jednak trudno przejść nad tym wynikiem do porządku dziennego. AfD nie tylko wygrała. Zrobiła to z wynikiem, który pokazuje, że partii tej coraz trudniej przypisywać wyłącznie rolę politycznego wentyla bezpieczeństwa dla rozczarowanych wyborców. – Wielu wyrywa sobie włosy z głowy, że ponad 43 proc. otrzymała Alternatywa dla Niemiec, a nie inne partie. Jest to koszmarem dla tutejszej CDU – mówił Kycia.

 

Wygrali wybory. Nie wiadomo, czy będą rządzić

Saksonia-Anhalt jest jednym z niemieckich krajów związkowych. Ma własny parlament – landtag – i szerokie kompetencje w takich obszarach jak edukacja czy część polityki społecznej. Dlatego wybory regionalne w Niemczech znaczą więcej niż wybory do polskiego sejmiku wojewódzkiego. AfD jest dziś najsilniejszą partią w nowym landtagu, ale nie ma większości pozwalającej na samodzielne rządzenie. – Alternatywie dla Niemiec zabrakło trzech miejsc do większości absolutnej. Nikt nie chce z tą partią w tej chwili współpracować i wchodzić w koalicję – tłumaczył gość Radia eM. I właśnie tu zaczyna się najtrudniejsza część politycznej układanki. Z jednej strony jest partia, która zdecydowanie wygrała wybory. Z drugiej  pozostali gracze, którzy nie chcą oddać jej władzy i dotąd wykluczali współpracę. Najbliższe tygodnie pokażą więc nie tylko, kto zostanie premierem Saksonii-Anhalt, ale również, jak długo da się utrzymywać niemiecką „ścianę ogniową" wokół AfD, jeśli ugrupowanie zdobywa poparcie tak dużej części wyborców.

Niemcy przestali się bać AfD?

To pytanie staje się po tych wyborach jeszcze ważniejsze. Przez lata głosowanie na AfD przedstawiano przede wszystkim jako wybór protestu: przeciw migracji, elitom politycznym czy polityce Berlina. Zdaniem Tomasza Kycii dziś to już za mało, by wyjaśnić skalę poparcia. – Ludzie są zmęczeni dotychczasową polityką. Polityką, którą sama AfD nazywa polityką establishmentu – mówił. I zwracał uwagę na zmianę pokoleniową. – To już nie są ludzie starsi, zbulwersowani. Tam w Saksonii-Anhalt AfD wybrali głównie ludzie młodzi, którzy nie są zadowoleni z tego, że dzisiejsze partie obiecują, ale później nie wykonują swojej roboty – zauważył. W jego ocenie część wyborców patrzy również z coraz większą nieufnością na koalicje zawierane przez partie, które w kampanii przedstawiają się jako ideowi przeciwnicy. AfD korzysta więc nie tylko ze złości. Korzysta z poczucia, że dotychczasowy system nie odpowiada już na oczekiwania części niemieckiego społeczeństwa.

Niemcy po zwycięstwie AfD. Tomasz Kycia: to już nie tylko głos protestu

Dlaczego Polska powinna patrzeć na Saksonię-Anhalt?

Bo polityka niemiecka nigdy nie kończy się na granicach Niemiec. – Dla Polski to w tej chwili rzeczywiście niedobry sygnał – ocenił Tomasz Kycia. Wskazywał przede wszystkim na stosunek AfD do Rosji. Partia opowiada się za zasadniczą zmianą dotychczasowej polityki Berlina wobec Moskwy, ograniczeniem sankcji i odbudową relacji gospodarczych. I to sprawia, że niedzielny wynik nie jest wyłącznie lokalną historią ze wschodu Niemiec. Za dwa tygodnie do urn pójdą wyborcy w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Niemiecka jesień wyborcza dopiero się więc zaczyna.

Saksonia-Anhalt powiedziała jednak coś bardzo wyraźnego już teraz: AfD nie jest partią, którą można przeczekać, licząc, że wyborcom minie złość. Ponad czterech na dziesięciu głosujących wybrało ją świadomie. I nawet jeśli pozostali politycy nadal nie chcą z nią rozmawiać, będą musieli odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak wielu Niemców chce słuchać właśnie jej.

« ‹ 1 › »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI: