Dwa lata temu wielka woda zniszczyła część Lądka-Zdroju i okolicznych miejscowości. Dziś region odbudowuje się, a jedną z najlepszych form wsparcia może być po prostu przyjazd – na wypoczynek, rekolekcje czy urlop. Przekonuje o tym ksiądz Marek Bernacki z Rybnika, który niedawno wraz z grupą parafian odwiedził Lądek-Zdrój.
Lądek-Zdrój dzień po powodzi, która nawiedziła to miasto 15 września 2024 r.
Kamil Gąszowski /Foto Gość
Mijają dwa lata od tragicznej powodzi, która we wrześniu 2024 roku dotknęła południe Polski. Po przerwaniu tamy w Stroniu Śląskim potężna fala wody uderzyła w miasto, a następnie popłynęła w stronę Lądka-Zdroju i kolejnych miejscowości. Zniszczone zostały domy, drogi, mosty i infrastruktura. Dziś mieszkańcy tych miejsc wciąż odbudowują swoje życie.
Ks Marek Bernacki proboszcz parafii św. Antoniego w Rybniku wspomina, jak miasto pomagało powodzianom:
W tym roku ponad 50 osób „Wspólnoty rodzin” działającej przy parafii rybnickiej wyjechało na rekolekcje do Lądka Zdroju. Na miejscu zastali jeszcze wiele zniszczeń i śladów powodzi:
Jak podkreśla ks Bernacki, sytuację miasta poprawia sanatorium, które przyciąga turystów. Nadal jednak Lądkowi, jak i innym miastom zalanym przez wodę potrzebna jest pomoc. Wyjazd turystyczny, rekolekcyjny, czy każda inna forma wypoczynku wspiera mieszkańców w odbudowie miasta i życia.
15 września 2024 roku woda zabrała ludziom poczucie bezpieczeństwa. Najpierw uderzyła w Stronie Śląskie, po przerwaniu zapory ruszyła doliną Białej Lądeckiej i z ogromną siłą dotarła do Lądka-Zdroju. Zniszczone mosty, drogi, domy, zakłady pracy, sieci wodociągowe i kanalizacyjne – krajobraz uzdrowiskowego miasta zmienił się w ciągu kilku godzin. A potem fala popłynęła dalej: przez Radochów, Trzebieszowice, Ołdrzychowice Kłodzkie i Żelazno w stronę Kłodzka. Straty liczono w miliardach złotych, a mieszkańcy najbardziej poszkodowanych miejscowości do dziś odbudowują to, co zabrała woda.