„Anioły istnieją. To jest prawda wiary. My nie jesteśmy aniołami. Ale próbujemy robić ich robotę” - mówił abp Andrzej Przybylski podczas homilii w kaplicy Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach.
Przypadające 2 października wspomnienie Świętych Aniołów Stróżów zgromadziło kilkudziesięciu pracowników i pacjentów Centrum Zdrowia Dziecka na katowickiej Ligocie. W kaplicy wypełnionej figurkami aniołów arcybiskup przypomniał, że istnienie aniołów, bytów duchowych, jest prawdą wiary. Zwrócił jednak uwagę, że również ludzie mogą być dla siebie wzajemnie „aniołami”.
Punktem wyjścia refleksji było zdanie z jednej z placówek medycznych: „Nie jesteśmy aniołami, próbujemy jedynie wykonywać ich robotę”.
- Przypomina ono, że choć się staramy, choćbyśmy byli bardzo zdolni, mieli dużo kompetencji, umiejętności i dużo intencji, to nie jesteśmy aniołami. Jesteśmy często słabymi, bezradnymi ludźmi - mówił.
Jak podkreślił, w placówkach medycznych robi się wszystko, żeby pomóc, jednak są sytuacje, które przekraczają ludzkie możliwości.
- Tutaj robi się wszystko, żeby pomóc. Ale ile jest takich sytuacji, które przekraczają? Na które nie mamy gotowych rozwiązań, odpowiedzi. Nawet przy dobrych diagnozach nie bardzo wiemy, jak przebiegnie cały przebieg leczenia - mówił.
Arcybiskup wskazał, że zawsze pozostajemy wobec „jakiejś tajemnicy, pewnej niewiedzy i ograniczoności sytuacji oraz własnych możliwości”.
- Nie jesteśmy aniołami. Jesteśmy ludźmi słabymi, grzesznymi, z ograniczeniami, choć robimy wszystko, żeby te wszystkie ograniczenia pokonać i na różne sposoby je przezwyciężyć. Ale mamy takie poczucie, że potrzebujemy jakiejś pomocy, która jest spoza nas – zaznaczył.
Arcybiskup zwrócił również uwagę na sytuacje, które czasem nazywamy szczęściem.
- Czasem mówimy, że towarzyszyło nam szczęście. Ale jako ludzie wierzący bardzo wiele możemy nazwać Bożą interwencją - mówił.
W tym kontekście wskazał także na kaplicę i znajdujące się w niej kilkanaście tysięcy figurek anielskich.
- Ta kaplica też ma takie znaczenie. I warto przyklęknąć, bo potrzebujemy pomocy. Gdy dotykamy muru ograniczenia, bezradności, wobec cierpienia, choroby, potrzebujemy takiego anielskiego towarzyszenia - powiedział.
- Bo nie jesteśmy ani aniołami, ale chcemy robić robotę aniołów - podkreślił.
Arcybiskup przypomniał, że anioły kojarzą się z dobrocią, miłością, uzdrowieniem, dobrą radą, podpowiedzią, bliskością i obecnością.
- Tylko aniołowie są duchami, ale często posługują się nami, ludźmi. Dlatego mówimy czasem: „Anioł przy mnie stanął”. Robimy robotę aniołów. I to też ważne, byśmy o tym pamiętali. Że Pan Bóg przez aniołów też chce się posłużyć tobą i mną. Możemy być żywymi aniołami - mówił.
Wskazał przy tym na lekarzy, pielęgniarki i wolontariuszy.
- Ile jest takich wcielonych aniołów w lekarzach, pielęgniarkach, wolontariuszach, którzy wykonują robotę aniołów - zauważył.
Tu pojawia się pytanie: „Jak być takim aniołem w ludzkiej skórze?” Odpowiedzi udziela dzisiejsza Ewangelia. Przypomina ona, że za każdym stoi anioł i jednocześnie wzywa, aby stać się jak dziecko.
- Chodzi o stan duszy. O relację z Bogiem. Bo zawsze, w każdym czasie naszego życia, jesteśmy dziećmi Bożymi - powiedział arcybiskup.
Przypomniał także, że papież Leon w liście do starszych ludzi pisał, żeby nie zapomnieli, że są też dziećmi Bożymi i żeby przychodzili ze swoimi problemami, chorobami i ograniczeniami do Pana Boga jak dzieci, jak dzieci do ojca i matki.
- Bądźmy takimi dziećmi, które pamiętają o tym, że ich Bóg jest takim dobrym ojcem, takim dobrym tatą - zachęcał.
W tym dzieciństwie. jak zauważył, jest coś bardzo ważnego. Pierwszym gestem najczęściej wykonywanym przez dzieci są wyciągnięte ręce.
- Nie wiem, czy zauważyliście, jak dzieci, niemowlaki, wyciągają ręce do mamy, do taty, do babci. „Weź mnie na rękę, poprowadź mnie”. To jest gest wyciągniętych rąk - mówił.
Jak zaznaczył, dorośli czasem mówią: „Ja zrobię wszystko sam. Ja wiem najlepiej. Ja sobie muszę poradzić. Nie potrzebuję Boga, nie potrzebuję wiary. Nikt mi nie będzie mówił, jak to mam robić”.
- A dziecko ma wyciągnięte ręce - podkreślił.
Drugą rzeczą jest słowo „daj”.
- Obok „mama” i „tato” dziecko bardzo często mówi: „Daj mi, daj”. No bo samo ma mało, nie ma środków, cały jest na garnuszku dorosłych. I Pan Jezus mówi: jeśli chcecie wejść do królestwa Bożego, to bądźcie jak dzieci, które ciągle wyciągają swoje ręce do Boga, właśnie dlatego, że czasem jesteśmy tacy bezradni - mówił.
Na zakończenie arcybiskup zauważył, że dorosłemu człowiekowi czasem wydaje się, że wiara jest czymś w rodzaju kupowania czegoś, że wiara polega na tym, że ciągle coś trzeba Bogu dać.
- A to Bóg daje nam wszystko za darmo. Wołaj do Boga jak dziecko. Nie bój się wołać: „Daj, Panie Boże”.