Ukrzyżowani gwoźdźmi uzależnień

ks. Przemysław Pojasek ks. Przemysław Pojasek

publikacja 03.06.2018 12:40

Alkoholicy, narkomani, hazardziści, przemocowcy, DDA i współuzależnieni po raz trzydziesty spotkali się na Jasnej Górze.

Większość z idących drogą krzyżową chciała choć przez chwilę ponieść krzyż. Większość z idących drogą krzyżową chciała choć przez chwilę ponieść krzyż.

Ponad 15 tys. uzależnionych wzięło udział w spotkaniu AA, które odbyło się w Częstochowie od 2 do 3 czerwca. Od lat stałe punkty dwudniowego czuwania przyciągają tłumy. Mimo ulewnego deszczu, tłumy poszły w drodze krzyżowej jasnogórskimi wałami. Ludzie przeciskali się między sobą, żeby móc choć przez chwilę dotknąć wielkiego drewnianego krzyża niesionego w procesji.

– Wyschnięte belki krzyża i metalowe gwoździe są dziwnie zwarte, chropowate, nieustępliwe. One nie tylko ograniczają swobodę człowieka, one wręcz unieruchamiają go w konkretnym miejscu i czasie. One zatrzymują człowieka i nie pozwalają mu iść dalej, nie pozwalają mu na żadne inne działanie. Podobnie jest z grzechem. Każde zło ma swoje miejsce i czas. Każdy grzech dzieje się w określonych realiach, w określonej scenerii, jakimś tle. Każdy grzech pochłania człowieka bez reszty, całkowicie zabierając go tylko dla siebie. Grzech jest ukrzyżowaniem człowieka – mówił o. Ryszard Bortkiewicz odpowiedzialny za spotkanie.

Dodał, że różnicą w przypadku grzechu czy uzależnień jest to, że to człowiek sam siebie krzyżuje. Paulin od lat sam pisze rozważania i przyznaje się, że są one owocem własnej walki z uzależnieniem. Jego autentyczność sprawia, że od lat pielgrzymka AA to jedna z najliczniejszych grup w ciągu roku na Jasnej Górze.

Tradycją stała się również obecność częstochowskiego biskupa seniora Antoniego Długosza.

– Wiecie, że od 1982 r. kieruję ośrodkiem dla narkomanów w Ustroniu pod Częstochową. Przeszło przez niego około 200 mężczyzn i kobiet. I jednym z ważniejszych miejsc jest w nim kaplica, w której jest obecny Chrystus w postaci Eucharystii. Oczywiście nikt nie zmusza mieszkańców Betanii do praktykowania, ale oni wiedzą o tym, że kiedy mają problemy ze sobą, kiedy ciągnie ich do ćpania, mogą pójść do kaplicy, by tam na kolanach, leżąc krzyżem, wołać o pomoc do Jezusa w wyjściu z tej szatańskiej pokusy. I otrzymują wielką siłę od Chrystusa – wyjaśniał w homilii emerytowany biskup w czasie nocnej Mszy św., której przewodniczy, nie tylko mówi homilię. Na jej zakończenie zaśpiewał piosenkę według słów Juliana Tuwima „Jeszcze się kiedyś rozsmucę”, a po Mszy św. dał mini koncert, śpiewając dwa tanga ze swojego repertuaru.

Poza wspólnymi punktami programu, przybyli mogli wziąć udział w mitingach dla anonimowych alkoholików, narkomanów, przemocowców, hazardzistów, dorosłych dzieci alkoholików i rodzinnej gałęzi Al-Anom. Na koniec, w niedzielę, trzymając się za ręce pielgrzymi zawierzyli swoje życie Czarnej Madonnie.

Warto dodać, że wśród 15 tys. osób była również grupa z diecezji świdnickiej, zorganizowana przez stowarzyszenie „Jasny horyzont” z Marcinowic.