107,6 FM

Komentarze do Ewangelii

« » Marzec 2019
N P W Ś C P S
24 25 26 27 28 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6

Niedziela 31 marca 2019

Czytania »

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 13/2019

Problem starszego brata

W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi».

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:

«Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie.

A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.

Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”. Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca.

A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.

Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić.

Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”.

Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”.

Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».


1. Gubimy synostwo i braterstwo. Widzimy w Bogu albo tylko Tego, który powinien nam dać to, co się nam należy, i potem dać nam święty spokój, albo surowego zarządcę, który wymaga, byśmy tyrali dla Niego od rana do wieczora, i niewiele z tego mamy. Obie te wizje są z gruntu fałszywe. Są dowodem na to, że nie znamy Bożego serca. Nie widzimy w Bogu naszej ojczyzny, naszego domu. Nie widzimy Jego miłości. I dlatego się buntujemy. Albo jawnie – jak młodszy syn, albo skrycie – jak drugi. W świecie sporo dziś tych pierwszych, ale w Kościele nie brak tych drugich.

2. Zwykle skupiamy się na przypadku młodszego syna. Bo jest prostszy. Brakuje czasu na analizę sytuacji starszego. Czy jednak nasze kościoły nie są wypełnione o wiele bardziej „starszymi braćmi” niż „młodszymi”? Na czym polegało zagubienie starszego syna? „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu, ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi” – mówi do ojca, wściekły z powodu uczty wyprawionej dla brata. Powrót marnotrawnego ujawnił skrywaną agresję maskowaną przez lata postawą „lepszego”, posłusznego syna. Co jest istotą jego złości? Może fakt, że uczta została wyprawiona z tej części majątku ojca, która jemu się należy. Swoją połowę młodszy braciszek przepuścił. Skoro ojciec przywrócił bratu synostwo, to by znaczyło, że młody zostaje ponownie dziedzicem, jakaś część majątku znowu mu przypadnie w udziale. To niesprawiedliwe.

3. A może jest tak, że starszy syn w istocie zazdrości bratu. Mówi do ojca: „Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami…”. Skąd wiedział, że jego brat przepuścił kasę z nierządnicami? Rozmawiał z nim o tym? Nie sądzę. W opisie upadku młodszego brata mowa jest tylko o rozrzutnym życiu. Oczywiście mogło to także oznaczać rozpustę. Czy nie jest tak, że starszy brat przenosi (jak się to mówi w psychologii – projektuje) na młodszego swoje grzeszne marzenia o szczęściu? Czy skrycie nie śni o używaniu życia z nierządnicami? Określenie „ten syn twój” brzmi bardzo zimno. To odtrącenie brata. Ojciec uznał marnotrawnego za syna, ale brat nie chce uznać go za swego brata. Nie tęsknił za nim, nie cieszył się nim, gdy powrócił. Nie wyruszył, by go szukać. Marzył o nierządnicach.

4. Chrześcijaństwa nie wolno redukować do wypełniania prawa, do etycznego perfekcjonizmu, który nadyma pychę i nieraz prowadzi do pogardy wobec upadłych. W chrześcijaństwie chodzi o więź, o miłość. Ojciec kocha obu braci. Wychodzi na spotkanie starszego syna i cierpliwie mu tłumaczy: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy”. Akcent pada na bliskość, obecność, komunię, spotkanie. Naszym bratem jest Jezus Chrystus. Prawdziwy Syn Ojca. On spłaca na krzyżu długi „młodszych braci”, które zaciągnęli przez grzeszne życie. On „starszych braci” uczy, że posłuszeństwo Ojcu nie jest niewolnictwem, ale drogą pięknej miłości. 

Czytania »

ks. Robert Skrzypczak

|

GN 13/2019

Zmyć hańbę

Jest to następstwo niechcianego poddaństwa i zniewolenia. Jak to jest – zastanawiał się Philip Zimbardo – że ludzie dobrzy i przyzwoici pod wpływem upiornych warunków, w których się znaleźli, sami przemieniają się w upiory? Po doznaniu czegoś niemoralnego trudno wrócić do poprzedniej niewinności. Przekonali się o tym studenci Uniwersytetu w Stanford poddani eksperymentowi z odgrywaniem więźniów i klawiszów, gdy w pewnej chwili „zabawa” wymknęła się spod kontroli i przerodziła w przemoc. Podobnie było w przypadku amerykańskich żołnierzy, którzy po doświadczeniu bycia oprawcami w jenieckim obozie w Iraku nie potrafili już żyć jak dawniej. Trudno zmyć z siebie hańbę tamtego miejsca i tamtego sposobu życia. „Zamieszkał w nich grzech” – powiedziałby św. Paweł (por. Rz 7,17).

Z czymś takim wychodzili z Egiptu Izraelici. Czuli się pokochani i pociągnięci wezwaniem Boga, widzieli Jego chwałę i zaznawali Jego troski przez wszystkie lata wędrówki przez pustynię. A jednocześnie w najmniej oczekiwanych okolicznościach reagowali jak szubrawcy i niewdzięcznicy: przy byle okazji zdradzali Boga, z błahych powodów podnosili bunt, byli kłótliwi i nadwrażliwi, posunęli się nawet do gotowości zabicia w gniewie. Odcisnął się na nich wielopokoleniowy pobyt w niewoli, w obcej cywilizacji, w której grzech stał się rutyną. Nic dziwnego, że Egipt był nazwany „domem niewoli” (Wj 13,3.14), „piecem do przetapiania żelaza” (Pwt 4,20). Podobnie jak Sodoma i Gomora był on symbolem duchowego zbrukania grzechem i idolatrią. Najgorszymi grzechami są te, których człowiek już nie dostrzega, zaś najgroźniejszą niewolą – ta, do której się przywyka. W Egipcie otaczano boskim szacunkiem Nil, bo dostarczał ludziom wody do przeżycia. Człowiek czerpał życie „od dołu”, w związku z tym ubóstwiał samego siebie i własną samowystarczalność. Bogowie służyli jemu i jego zachciankom. Tymczasem Pan Bóg obiecał udręczonym niewolą Izraelitom nową ziemię, ziemię górzystą, w której woda i życie zstępują z góry, od Boga. Należało tylko wyjść z Egiptu, zgodzić się na Paschę. Człowiek opuszcza Egipt, ale Egipt nie opuszcza człowieka. Zaczyna się nowa walka o wewnętrzną wolność. Droga do niej będzie wiodła przez zgodę na duchowe obrzezanie serca, jego nawrócenie oraz wytrwałe karmienie się miłością Zmartwychwstałego, Bożą Eucharystią.

Aż człowiek przestanie wydawać z siebie fetor własnych grzechów i pozbędzie się hańby niewoli. •

Czytania »

ks. Zbigniew Niemirski

|

GN 13/2019

Jezus grzechem?

Zdanie, które słyszymy dziś w drugim czytaniu, zdaje się stawać w prostej sprzeczności z tym, co czytamy w Liście do Hebrajczyków: „Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu”.

Jezus grzechem? To stwierdzenie zdumiewa, bo przecież każdy z nas wie, że On, Jezus Chrystus, nie popełnił żadnego grzechu. W jaki sposób miałby więc stać się grzechem?

Komentarz do tego fragmentu Drugiego Listu św. Pawła do Koryntian zawiera homilia papieża Franciszka wygłoszona w Domu św. Marty: „Życie chrześcijańskie nie jest »trwaniem w pokoju aż do nieba«, ale wyjściem do świata, aby głosić, że »Jezus stał się grzechem«, aby pojednać ludzi z Ojcem. Życie chrześcijańskie nie jest przebywaniem w jakimś zakątku, aby utorować sobie drogę, która wygodnie doprowadzi do nieba, ale jest dynamizmem pobudzającym, by trwać na drodze i głosić, że Chrystus pojednał nas z Bogiem, stając się dla nas grzechem” – mówił papież.

Wyrokowanie o grzeszności Pana Jezusa jest oceną współczesnych mu ziemskich rodaków, którzy tak to widzą, bo – ich zdaniem – oceniany wykracza poza przyjęte wówczas religijne normy. A Jezus naprawdę je przekraczał. Owe normy, kostyczne i pełne religijnego formalizmu, nie pozwalały wielu spośród ziemskich rodaków Chrystusa przyjąć Jego orędzia. I w ten sposób obrońcy dawnego porządku widzieli w Chrystusie Panu po prostu grzesznika. Szli za Nim, podglądali Go i oceniali. Oskarżali Go, że jest żarłokiem i pijakiem, przyjacielem grzeszników i celników. A gdy udało się im postawić Go przed sądem Sanhedrynu, oskarżyli o bluźnierstwo, że czyni się równym Bogu. To, ich zdaniem, był grzech największy, za który należała się kara śmierci. Tę zasądzono i wykonano dzięki pełnej obłudy zamianie wyroku, bo o ile sąd żydowski oskarżał Jezusa o bluźnierstwo religijne, o tyle jego oskarżyciele, stawiając Go przed trybunałem rzymskim, nic o tym nie mówili, a oskarżyli Go o bycie buntownikiem wobec imperium, który chce obwołać się królem.

Jezus-grzech w tym wymiarze został skazany na haniebną śmierć. I poniósł ją. Ale okazała się ona ze wszech miar błędna, a wykonany wyrok stał się hańbą ludzkości. To Bóg w swym zbawczym planie świata i ludzkości uczynił ten haniebny wyrok i egzekucję na Bezgrzesznym dziełem zbawienia. Skazanie Bezgrzesznego, nazwanego w błędnej ocenie świata grzechem, stało się wybawieniem świata, który sam jest grzechem, a który przez wieki chce wciąż oceniać i osądzać swego Boga. •

Czytania »

Joanna Połeć

|

GN 13/2019

Świeckim okiem

Syn, który powraca do swojego ojca po roztrwonieniu całego majątku, przyznaje się do grzechu, do tego, że jest człowiekiem słabym. A czy my jesteśmy lepsi? Czy potrafimy przyznać się do naszych słabości, grzechów? Często upodabniamy się do syna marnotrawnego, chcemy żyć na własną rękę, daleko od Boga. Ciągle czegoś szukamy, gonimy za własnym szczęściem, zamykając się na Chrystusową miłość. Nie zawsze jednak czujemy się ludźmi w pełni szczęśliwymi. Gdzie wtedy szukać ratunku? Jezus, posługując się przykładem miłosiernego ojca, ukazuje wielkie miłosierdzie Boga, który czeka na nas zawsze z otwartymi ramionami. Każdy, kto ucieka od spowiedzi, niech odważy się na taki sam krok jak syn marnotrawny i skorzysta z sakramentu pokuty i pojednania, by doświadczyć miłości Boga. Bo… czy warto zwlekać? •

  • albert
    31.03.2019 10:32
    Też mam takie samo wrażenie jak @TOMASZL. Na temat tej przypowieści nie słyszałem jeszcze ani jednej egzegezy w pełni prawidłowej. W tych wszystkich egzegezach zupełnie zapomina się o zadośćuczynieniu, które chyba już zostało wyrzucone z listy warunków dobrej spowiedzi. Jakoś wszyscy ci chwalcy syna rozpustnika zapominają, że on trwoniąc majątek Ojca siał straszliwe zgorszenie i czynił wielkie zło, a przejście do porządku nad tym złem, które on zadał innym, a może i swoim nieodpowiedzialnie poczętym dzieciom, jest zupełną pogardą dla skrzywdzonych przez syna rozpustnika. Miłosierdzie Ojca polega na tym, że Ojciec nie odrzucił definitywnie złoczyńcy, tylko ucieszył się z jego nawrócenia, co nie zdejmuje z niego w najmniejszym stopniu odpowiedzialności za popełnione zło, które on powinien zadośćuczynić. Sprawa starszego syna polega na braku miłości do swego Ojca i brata. Starszy syn, tak jak owi faryzeusze, uważa że przez egoistyczne wypełnianie nakazów Ojca, wypełnił wszystko wobec Boga i ludzi. Nie wiedział jednak, że miłość, to oprócz wypełnienia Prawa jest bycie miłosiernym i to był jego, jak i faryzeuszy błąd. Ta przypowieść niesie jeszcze jedną bardzo ważną naukę: Pokazuje nam jak bardzo ważną jest sprawa wychowania, czyli wstępnego ukształtowania świadomości młodego człowieka. Gdyby synowie byli wychowani w miłości, to ani młodszy nie poszedłby oddawać się rozpuście, ani starszy nie wykazałby się brakiem miłosierdzia.
  • Ktoś
    31.03.2019 12:19
    Starszy brat "Nie wyruszył, by go szukać. Marzył o nierządnicach." Skąd to niby wiadomo? Przecież to młodszy porzucił dom.
    doceń 14
  • Gość
    31.03.2019 12:56
    Jak pisze Daniel Rops („Dzieje Chrystusa” Warszawa 1995, s. 336n) ten starszy brat to porządny chłopak, uczciwy, pracowity i w ogóle. Po cóż rzutować na niego pomówienia? A że starszy brat stawia sprawiedliwość nad miłosierdzie, to zrozumiałe. Lecz morałem jest dać pierwszeństwo miłosierdziu.
    Przypowieść ta, jak pisze Joachim Gnilka („Jezus z Nazaretu” Kraków 1997, s. 111, 130 i 245), przypomina dwie inne : o niemiłosiernym dłużniku (Mt 18, 21-35) i o pracownikach z winnicy, sarkających „zrównałeś nas z nimi” choć przecież nie skrzywdzono ich, skoro „o denara była umowa” (Mt 20, 1 - 16).
    doceń 12
  • albert
    31.03.2019 18:42
    Głównym celem tej przypowieści jest ukazanie w prostej formie grzeszników, z którymi Jezus jada ( młodszy syn) i faryzeuszy (starszy syn) i troska Ojca o nawrócenie jak tych, tak tych.
    doceń 10

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

  • darveber
    31.03.2019 08:22
    nie warto zwlekać, dopioro po 40 zacząłem czytać ST, i tak już od o 5 lat, raz więcej, raz mniej, bo trudny tekst, niekiedy mi się nie chciało ... a życie moje zaczeło się zmieniać, powoli z mozołem, tak, jak z czytaniem, tą zmianą staram się obdarowywać moich wokół, mówię, jak jest
    doceń 4
  • Tomasz
    07.04.2019 11:55
    Sorry. 6 a kliknęlo mi 3. Rewelacja!
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy