107,6 FM

Boże, on nie wierzy!

Bóg zobaczył jej łzy. Przemówiły do Niego tak mocno jak łzy świętej Moniki.

Jestem u Ani i Bartka Pawliców w Radzionkowie niedaleko Bytomia, Piekar Śląskich i Tarnowskich Gór. Siedzę wygodnie na kanapie i słucham. Posłuchajcie i wy.

Ania: Poznaliśmy się przez internet. W normalnym świecie nigdy byśmy się nie spotkali. Jesteśmy zupełnie różni. Miałam już swoje lata, ale gdy pierwszy raz zobaczyłam Bartka, stwierdziłam: „To na pewno nie jest kandydat na męża”. Był bardzo opalony, miał kolczyk na języku i łańcuchy na ręce i szyi. Ponad 10 lat byłam w oazie, nie wyobrażałam sobie bycia z kimś, kto jest niewierzący. Bartek nie był nawet typowym katolikiem! W ogóle nie chodził do kościoła. Wyjątkiem były pogrzeby jego kolegów…

Bartek: Kościół zostawiłem po bierzmowaniu. Jestem z blokowiska, chodzenie do kościoła było tam mało popularne.

Nie będzie go w niebie?!

A.: Rodzice Bartka żyli w związku cywilnym. Miesiąc przed naszym ślubem mama wzięła ślub kościelny, tata był w świątyni, ale nie złożył przysięgi sakramentalnej. Właśnie w takim domu wychowywał się Bartek. O Kościele nie miał nawet elementarnej wiedzy. Nie wiedział, gdzie urodził się Pan Jezus, jak nazywają się Trzej Królowie, kim dla Maryi był Józef… Kiedy mu o tym mówiłam, robił oczy, jakbym tłumaczyła fizykę jądrową. Dla mnie jego nawrócenie było najważniejszą rzeczą na świecie. Nie zdrowie moich dzieci. Na tym świecie żyjemy przecież tylko chwilę. Nawrócenie Bartka, to, że będzie ze mną w niebie, że powie: „Jezus jest moim Panem!”, było dla mnie najistotniejsze. Dużo o tym rozmawialiśmy. Te rozmowy kończyły się albo kłótnią, albo łzami. Budziłam się w nocy ze ściśniętym gardłem i mówiłam: „Boże, on nie wierzy!”. Nawet największemu grzesznikowi, jeśli powie: „Panie Boże, przebacz mi” i pójdzie do spowiedzi, zostaną odpuszczone grzechy. A Bartek mówił Bogu: „Nie!”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • Dremor_
    06.10.2019 09:25
    Mnie osobiście ta historia przeraża. Tu nie ma nawrócenia człowieka, który z potrzeby serca odnajduje Boga. To jest historia faceta, który dla uzyskania akceptacji swojej żony i jej środowiska przyjmuje ich wartości.
    doceń 2
  • Anonim (konto usunięte)
    06.10.2019 10:44
    Końcówka tego artykułu pokazuje sedno problemu - wiary magicznej i traktowanie Boga jako tego, który spełnia nasze życzenia.
    Jest to dziś chyba największy problem katolicyzmu. Ale jak się bazuje na emocjach to w sumie nie ma co się dziwić.
  • gama
    07.10.2019 10:10
    @ TomaszL, DremoR_ - nie znacie człowieka, a już wszystko o nim wiecie.... Czy nie są to pochopne sądy? Osiem lat opierał się przed akceptacją żony? Widzicie i rozumiecie tylko to co chcecie widzieć i rozumieć.
    W waszym rozumieniu to papież stwierdzający cud np. uzdrowienia przy beatyfikacji też ma magiczne pojmowanie wiary.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama