107,6 FM

Boże, on nie wierzy!

Bóg zobaczył jej łzy. Przemówiły do Niego tak mocno jak łzy świętej Moniki.

B.: Pamiętam, że gdy pierwszy raz przyszedłem do domu Ani, jej mama zapytała ją, czy chodzę do kościoła. Formalnie miałem wszystkie „papiery”, ślub kościelny nie był więc dla mnie problemem. Przecież to tylko załatwienie kolejnego podpisu.

A.: Miałam rozterki. Zawsze chciałam wierzącego męża, kogoś, kto będzie ze mną jeździł na rekolekcje, ale przed ślubem mama powiedziała mi: „Ania, tata też na początku nie chodził do kościoła, ale kiedy ożenił się ze mną, to razem z całym inwentarzem radzionkowskim przyjął też wiarę”. Mama pomogła mi w podjęciu decyzji. Bardzo ważną rolę w nawróceniu Bartka odegrali też nasi przyjaciele. Kiedy do nas przychodzili, często rozmawialiśmy o Kościele i Bogu. Wtedy między mną i Bartkiem nie było spięć. Oni przejmowali moją rolę.

B.: Zadawałem im masę pytań. Przyjaciele mieli do mnie cierpliwość. Lekceważyłem to, że Ania za moimi plecami się za mnie modli. To był jej problem. Do czasu… Byliśmy na wyjeździe w Istebnej i nasza przyjaciółka Ola powiedziała: „Bartek, mam dla ciebie zaproszenie na kurs Alpha. Pójdziesz raz, nie spodoba ci się, będziesz mógł zrezygnować”. Zwlekałem z odpowiedzią, ale w końcu Ola ponowiła zaproszenie, więc powiedziałem: „Dobra, zapisz mnie”. Warunek był taki, że przy stoliku ze mną będą nasi przyjaciele i Ania. Poszliśmy na pierwsze spotkanie. Było fajnie. Okazało się, że przy stoliku miałem kolegę o poglądach takich jak moje. Wspieraliśmy się. Spotkanie po spotkaniu wiedliśmy prym. Było miło, przyjemnie, nikt na nas nie naciskał. Pojechaliśmy na Weekend Alpha na Górę Świętej Anny i w ogóle mi się nie podobało. Utwierdziłem się w tym, że wierzący to dziwni ludzie.

Nie umiem złapać oddechu

A.: A ja byłam przekonana, że to jest właśnie moment nawrócenia Bartka! Z przyjaciółmi przepłakałam cały ten weekend. Bartkowi nie podobało się nic: jedzenie, warunki w pokoju, dzieci… Miałam żal także do Boga. Ile można prosić?! Święta Monika kilkanaście lat walczyła o syna. Ja o Bartka – 8. Było to dla mnie bardzo trudne. Po tym weekendzie poddałam się. Potem przyszedł czas na kolejną edycję kursu Alpha. Ola ponowiła zaproszenie, ale ja Bartka już nie naciskałam.

B.: Nie wiem dlaczego, ale sam zaproponowałem Ani, żebyśmy poszli na tę Alphę. Nie stawiałem już warunków co do tego, kto ma być z nami przy stoliku. Kiedy kończyła się Alpha, też nie wiem dlaczego, powiedziałem: „Ania, ja mam grzechy tak grubego kalibru, 20 lat nie chodziłem do spowiedzi, a jak już do niej szedłem, to tylko po to, żeby podpisać papierek. To wszystko z mojej strony było bardzo nieuczciwe, nie chcę iść do normalnej spowiedzi, załatwcie mi rozmowę z księdzem”. Za jakąś godzinę czy dwie miałem już informację: „Masz załatwioną spowiedź w piątek o 19.00”. Kiedy przyszedł ten dzień, w domu wszyscy byli nerwowi. A ja, luzak, wróciłem z pracy, zjadłem kolację i pojechałem. Podjechałem pod plebanię i zacząłem się stresować. Poprzeklinałem sobie pod nosem, ale stwierdziłem, że jak już przyjechałem, to wejdę. Dzwonię na domofon. Co drugie słowo pod nosem to przekleństwo. Głos po drugiej stronie domofonu: – Tak, słucham. – Byłem z księdzem umówiony na spowiedź. Ksiądz Wojtek zszedł, przywitał mnie, nie zachowywał się jak drętwy kaznodzieja. Poszliśmy do salki. I to nasze spotkanie trwało półtorej godziny. Liczyłem dzwony, które biły co 15 minut. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, ksiądz dopytywał o historię mojego życia. Potem zrozumiałem, że zaczyna się moja spowiedź. Rozłożyłem się. Generalnie gruboskórny chłopak jestem, ale pamiętam, że wtedy mocno sobie pochlipałem. Ksiądz dał mi chusteczki. Poczekał chwilę, widział, że nie umiem złapać oddechu. Pewnie nie wymieniłem wszystkich grzechów, tylko te, które najbardziej mi ciążyły. Potem była totalna ulga. Pamiętam, że jak wszedłem do auta, to nogi miałem jak z waty… W domu dowiedziałem się, że w czasie mojej spowiedzi wszyscy się modlili.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • Dremor_
    06.10.2019 09:25
    Mnie osobiście ta historia przeraża. Tu nie ma nawrócenia człowieka, który z potrzeby serca odnajduje Boga. To jest historia faceta, który dla uzyskania akceptacji swojej żony i jej środowiska przyjmuje ich wartości.
    doceń 2
  • Anonim (konto usunięte)
    06.10.2019 10:44
    Końcówka tego artykułu pokazuje sedno problemu - wiary magicznej i traktowanie Boga jako tego, który spełnia nasze życzenia.
    Jest to dziś chyba największy problem katolicyzmu. Ale jak się bazuje na emocjach to w sumie nie ma co się dziwić.
  • gama
    07.10.2019 10:10
    @ TomaszL, DremoR_ - nie znacie człowieka, a już wszystko o nim wiecie.... Czy nie są to pochopne sądy? Osiem lat opierał się przed akceptacją żony? Widzicie i rozumiecie tylko to co chcecie widzieć i rozumieć.
    W waszym rozumieniu to papież stwierdzający cud np. uzdrowienia przy beatyfikacji też ma magiczne pojmowanie wiary.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama