107,6 FM

Z Zosi wylewa się miłość

Wyjątkowy Dzień Matki. Ile mam dzieci? Jednego adoptowanego syna... – mówi Zofia Czuk z Jastrzębia-Zdroju. – No dobrze, mam wiele duchowych dzieci, nawet ich chyba nie zliczę. Ale Adaś jest tylko mój, a ja jestem jego mamą.

Pękało mi serce. On zostawał taki zapłakany na miejscu, a ja płakałam w samochodzie w drodze do domu. Ostateczną decyzję podjęłam podczas tygodniowych rekolekcji w ciszy. Tam pytałam Jezusa, co chce, żebym z tym zrobiła. W trakcie adoracji Najświętszego Sakramentu usłyszałam w sercu wyraźny głos: „Zabierz Adasia do domu”. I tak jesteśmy razem już 11 lat. Adaś zrobił cudowne postępy. Wstał z łóżka, zaczął chodzić, korzystać z toalety, w prosty sposób komunikować się ze mną. Lekarze mówili, że to niewiarygodne, jak szybko się rozwija. Ci mądrzejsi przyznawali, że to dlatego, że chłopiec czuje się nareszcie kochany. Bo przekonał się, że dla kogoś jest najważniejszy na świecie. I nagle w wieku 18 lat z dnia na dzień Adam przestał chodzić. Bez jasnej przyczyny medycznej. Myślę, że mogło to być spowodowane wyjazdem Adasia na olimpiadę. Beze mnie. I być może to wzbudziło w nim taki lęk przed kolejną utratą tego, co było już tylko jego; tej miłości, której był już pewien. Podświadomie cofnął się do etapu, kiedy nasza relacja się budowała, a ja byłam mu całkowicie niezbędna.

On daje mi siłę

Dziecko potrafi w niewiarygodny sposób rozbudzić miłość i wszystkie najlepsze cechy, jakie kobieta nosi w sobie. Uważam, że zawsze było we mnie dużo ciepła i serdeczności, którymi chciałam obdarzać ludzi. Lubię kochać. Nieraz słyszałam o sobie: „Z Zosi miłość aż się wylewa”. I to jest bardzo miłe. Ale Adam wyciągnął ze mnie najpiękniejsze rysy mojego „ja”, obudził mnie jeszcze bardziej, uczynił ze mnie matkę. Zdarzają się trudne chwile. Czasem brakuje nam obojgu męskiej ręki w domu. Uważam, że każde dziecko potrzebuje matki i ojca w rodzinie. Widzę, że Adamowi też brakuje ojca, cieszy się, gdy odwiedzają nas znajome małżeństwa, lgnie do moich przyjaciół. Myślę, że gdyby w domu był tata, chłopiec rozwijałby się jeszcze pełniej, jeszcze lepiej.

Jako mama Adasia doświadczyłam wszystkich odcieni macierzyństwa. Tych radosnych, ale i tych szarych, trudnych, codziennych. Kiedy mój syn cierpi, a ja nie potrafię mu pomóc; kiedy odczuwa ból; kiedy się złości, gniewa na mnie, ma swoje chimery. Jak każdy rodzic odczuwam czasem brak niezależności, tym większej, że mój syn nie dorośnie jak każde inne dziecko, nie wyjdzie z domu, nie założy rodziny. Jest całkowicie zależny ode mnie. Mogę powiedzieć, że oddałam mu swoje życie, wyrzekłam się siebie. I nigdy tego nie żałowałam, choć miałam i mam nieraz mocne doświadczenie umierania dla siebie. A to zawsze musi boleć. Adaś jest owocem miłości. Mojej do Jezusa i Jego do mnie. Gdybym wiele lat temu nie doświadczyła tej miłości, gdybym nie nawróciła się do Boga, nie oddała całkowicie siebie Jezusowi, nie miałabym siły wziąć do swojego życia niepełnosprawnego chłopca. Zawierzyłam słowu Bożemu.

W Ewangelii według św. Mateusza Jezus powiedział: „Kto by jedno takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje”. Odkąd Adam zamieszkał ze mną, czuję jeszcze mocniej, że Bóg jest obecny w naszym domu. On daje mi siłę, żeby być mamą dla mojego syna, w dodatku samotną matką. Mocy do pracy, do życia dodaje mi też miłość Adasia, dziś już 24-letniego, przystojnego mężczyzny. Zawsze powtarzam i śmieję się, że gdyby mój syn był zdrowy, z pewnością nie opędziłabym się od jego adoratorek. Jego piękny uśmiech wynagradza mi każdy trud. Jest bardzo towarzyski, lubi, gdy do niego mówię, czytam głośno, modlę się z nim, kiedy wyciągam gitarę i śpiewam. Moim największym fanem jest mój syn.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama