107,6 FM

Peguy, mistyk i tabu

144 kilometry z Paryża do Chartres pokonał pieszo w trzy dni. Tam padł na kolana i błagał Matkę Bożą o cud uzdrowienia syna. W kuluarach Akademii Francuskiej nie wspomina się tego epizodu z życia Charles’a Peguy’ego. A jego życie wydaje się symbolem duchowych zmagań, jakie toczy od dekad Francja.


Jako 24-latek żeni się z siostrą przyjaciela. Charlotte pochodzi z rodziny ateistycznej. Charles ma z nią troje dzieci. W 1897 r., tuż po ślubie, kończy swój pierwszy wielki dramat. „Joanna d’Arc” jest monumentalną sztuką. Święta jest w nim przedstawiona jako przywódczyni… socjalistów. Walczy o pokój i sprawiedliwość. Peguy dedykuje utwór Francuzom gotowym „oddać życie za republikę socjalistyczną”. Jest przekonanym ateistą, który walczy z Kościołem, twierdzi, że nie ma on odwagi mówić o prawdzie. Peguy nie wierzy w wieczne potępienie. „Bóg, którego znałem, nie może nikogo odrzucić” – mówi. 
Dzięki posagowi Charlotte Peguy zakłada Stowarzyszenie Księgarzy i Wydawców. Jego księgarnia jest miejscem spotkań polityków i literatów z tzw. grupy dreyfusardów. To ważny wątek w życiu Peguy’ego. Alfred Dreyfus, francuski oficer pochodzenia żydowskiego, jest oskarżony o zdradę Francji na rzecz Niemiec. Na podstawie spreparowanych dowodów wytoczono mu proces. Podnoszą się nastroje antysemickie nad Sekwaną. Émile Zola w „Le Figaro” publikuje artykuł, w którym obarcza winą za spreparowanie dowodów prezydenta Francji i rządzącą klasę polityczną. Peguy popiera Zolę. Rośnie w nim świadomość „powołania narodu francuskiego” do walki o prawa człowieka, a po kilku latach także do powrotu do chrześcijańskich korzeni Europy. 
Wkrótce księgarnia Peguy’ego bankrutuje. Dotyka nędzy, nie ma z czego utrzymać dzieci. Jest zrozpaczony. Wraca do tekstów św. Joanny, nad którymi ślęczał przez kilka lat. Teraz widzi je w innym świetle. Podobnie jak ona rozważa mękę Chrystusa. Jest rok 1906. Peguy otrzymuje „dar łez i głębokiej modlitwy”. Dwa lata później zwierza się Maritainowi, a potem André Lottowi, przyjacielowi: „Stałem się katolikiem”. Nie lubi używać określenia „nawrócenie”. „Przez lata trwałem w ciemności. Skoro matka mnie ochrzciła, to po prostu do wiary wróciłem. Nie było w tym nic spektakularnego. To długi proces w moim sercu” – wyznaje. 
Peguy namawia żonę do ochrzczenia dzieci, prosi ją o ślub katolicki. Charlotte jednak stanowczo odmawia. Koledzy, katolicy, z dezaprobatą patrzą na Peguy’ego. „Co to za katolicyzm bez mszy i sakramentów?” – wypominają mu. Peguy zwierza się Maritainowi: „To dla mnie za wysokie progi po latach ateizmu. Msza, komunia – nie potrafię do tego dorosnąć”. Dużo się modli. „Na każdym rogu Paryża szepcę Ave Maria. Pełno tu Ciebie, o Maryjo, pełno Twojego Ave” – notuje. Bywa, że znika na całe dnie. „Plątałem się, tak jak w dzieciństwie wokół wiklinowych krzeseł, teraz z różańcem w ręku po alejach i skwerach Paryża” – notuje. Im więcej się modli, tym bardziej tęskni za Eucharystią…


Piotruś i pełnia


Rok 1910. Peguy pisze drugą część dramatu o św. Joannie d’Arc. „Misterium miłości Joanny d’Arc” ma inny wydźwięk niż utwór sprzed lat. Joanna jest tu wpatrzona w Chrystusa, gotowa oddać życie za prawdę. Buntuje się przeciw złu i zakłamaniu Francji. „Co uczyniłaś ze swoim chrztem, najstarsza córko Kościoła?!” – woła. Joanna, podobnie jak Chrystus, oddaje życie za grzechy Francji. Peguy pisze płomiennym językiem z pogranicza mistyki. Atakują go nie tylko krytycy literaccy, ale i środowiska katolickie. „Co Peguy może wiedzieć o Chrystusie, jak może mówić nam o prawdzie, skoro nie praktykuje?!” – powtarzają. Pisarz przeżywa dramat wewnętrzny. Nie chce stracić rodziny. Pisze: „Nie mogę iść drogą zbawienia sam. Do zbawienia dochodzi się razem. Czekam na ciebie, Charlotte, czekam na nasze dzieci”. 
Rok 1912. Jego najmłodszy syn Pierre zapada na dyfteryt. Stan chłopca jest ciężki. Peguy ślęczy przy chłopcu nocami. „Nic tu po mnie. Idę wołać o pomoc tam, skąd jedynie może przyjść łaska” – pisze. W nocy wyrusza do Chartres. Na stole przy łóżku Piotrusia zostawia żonie kartkę: „Musiałem to zrobić. Idę prosić Matkę Bożą o zdrowie dla naszego syna i o łaskę wiary dla Ciebie”. Dystans 144 kilometrów Peguy pokonuje, zanurzony w modlitwie, w ciągu trzech dni. Pisze do przyjaciela: „Najwięcej trudności sprawia mi odmówienie »Ojcze nasz«. Nie potrafię wypowiedzieć: »bądź wola Twoja«. Bo czy jestem na nią gotowy? Modlę się więc »Zdrowaś, Maryjo«”. 
Kiedy pisarz dociera do Chartres, pada u stóp Matki Bożej. Płacze kilka godzin. Czuje dotyk łaski, pisze o przeżyciach mistycznych. „Nie potrafię Ci tego wyjaśnić… – notuje w liście do żony. – Otrzymuję tu łaski nieopisane. Chartres to mój dom. Kiedy się doń zbliża, już w odległości mniej więcej 
17 km widać wieżę katedry. Ale kiedy znikała mi za zakrętem, czułem pustkę. Kiedy się pojawiała, rodzaj ekstazy”.
Piotruś Peguy wraca do zdrowia. To prawdopodobnie nie jest obojętne dla żony pisarza. Choć wciąż nie zgadza się ochrzcić dzieci. W lipcu 1912 roku Peguy sam jest ciężko chory. „Nie martwię się jednak o los i dusze dzieci, bo oddałem ich życie w ręce Najświętszej Pani w Chartres” – pisze do przyjaciela Lotta. – „Wierzę, że Ona zajmie się nimi”. I dodaje: „Ciągle się modlę, ale mimo to jestem nieszczęśliwy. Bo brakuje w moim życiu pełni”. Tą pełnią staje się pierwsza i ostatnia Msza, w jakiej uczestniczy. Jest początek września 1914 roku. Peguy, powołany do armii, w kapliczce w Montmélian składa bukiet kwiatów u stóp Matki Bożej. Szczęśliwy, ale i spokojny, że cokolwiek się stanie, Maryja zajmie się jego dziećmi. Ginie następnego dnia w bitwie pod Marną. Trzy tygodnie później jego żona i dzieci przyjmują chrzest…

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama