107,6 FM

To się nie da!

Też tak macie? W chwili, gdy bezradnie kapitulujecie i zrezygnowani odwracacie się na pięcie, nagle przychodzi rozwiązanie? Odgórna 
oferta „Last minute”?


Zacznę od osobistej wycieczki. To prehistoria, czas, gdy nagrywałem wywiady do książki „Radykalni”. Pojechałem do Warszawy na spotkanie z Darkiem Malejonkiem, legendą rodzimej sceny reggae. Był październik, potwornie zimno, na zewnątrz wszystkie odmiany szaroburości. Czekałem na niego pod kościołem paulinów przy ul. Długiej pięć minut. Nie przyszedł. Dziesięć minut – muzyka nie było. Piętnaście minut, dwadzieścia. Po półgodzinie byłem wściekły, rozżalony jak dziecko. „Kurczę, co to za chory pomysł z książką? – podobne myśli bombardowały mą głowę.

– Skończyłem prawo, nie jestem żadnym dziennikarzem. Po co ruszałem taki kawał?” Minęło pół godziny – Malejonka nie było, czterdzieści minut – wciąż to samo. „Pięć po dwunastej” nie wytrzymałem. Zrezygnowany odwróciłem się na pięcie, by wrócić na Dworzec Centralny. „Ubzdurałem sobie jakąś książkę. Wracam”. Ruszyłem. Nagle zobaczyłem, że ulicą maszeruje Tomek Budzyński, lider Armii, który mieszka na co dzień… w Poznaniu. „To zrób ze mną wywiad” – rzucił. Tak zrobiłem. Z nim również planowałem rozmowę, ale w zupełnie innym czasie. Pan Bóg „podesłał” mi go wcześniej. Przypadek? 
Po kilku dniach zadzwoniłem do Darka Malejonka, by wyjaśnić sytuację. Przepraszał, wypadł mu jakiś koncert. Umówiliśmy się na spotkanie za miesiąc. Przyjechałem i… sytuacja się powtórzyła. Czekałem znowu pięć minut, dziesięć, piętnaście… I znów w chwili, gdy chciałem już wracać do domu, otworzyły się drzwi kościoła na Długiej i wyszedł z nich… Grzegorz Wacław „Dziki”. Rzucił: „To dziś zrobisz wywiad ze mną!”. Nieprawdopodobna sytuacja. 
Nie mam najmniejszych pretensji do Darka. Kibicuję mu na każdym kroku. Bóg posłużył się tym, że nie przychodził na spotkania, by pokazać mi, kto tu rozdaje karty. Reagował za każdym razem, gdy kompletnie zrezygnowany wycofywałem się na z góry zaplanowane pozycje.


Last minute


– Bóg często interweniuje w ostatnim momencie. Wiem coś o tym – uśmiecha się sercanin Michał Olszewski. – Wiele razy doświadczałem tego na przykład w czasie egzorcyzmu. Gdy zrezygnowany „odpuszczałem”, przychodziło całkowite uwolnienie. Opowiem o jednej świeżutkiej historii: kończyliśmy budowę siedziby Profeto.pl (radio, portal itd.). Zbliżały się święta. Musiałem opłacić wykonawców. Brakowało mi, bagatela, 250 tys. zł. Byłem zrezygnowany. Jak powiem tym ludziom, że nie mam pieniędzy? I to na tydzień przed świętami? Zacząłem się modlić: „Boże, do kogo mam uderzyć? Muszę opłacić kilkadziesiąt osób, których rodziny bardzo czekają przed świętami na pieniądze”. I wtedy w czasie modlitwy przyszły mi na myśl dwie konkretne osoby. Dwie kobiety. Napisałem do nich SMS-y, prosząc o kontakty do jakichś zamożnych osób, u których mógłbym wyżebrać (to dobre słowo!) pieniądze. Jedna z nich odpisała: „Niestety, nie znam takich osób”. Druga napisała to samo, tyle że z dopiskiem: „Dziś do godziny 17 na wasze konto powinno trafić 250 tys.”. Jechałem akurat samochodem i gdy przeczytałem te słowa, musiałem zatrzymać się na poboczu. Zacząłem płakać jak bóbr. Zadzwoniłem do tej kobiety i w czasie rozmowy znów się rozkleiłem. Usłyszałem krótkie: „Księże, proszę mi nie dziękować”.
Inna historia? Kiedyś, tuż przed wakacjami, by ogarnąć wszystkie akcje duszpasterskie, pożyczyłem samochód. Na cele ewangelizacji – wspomina ks. Michał. – Przełożeni martwili się trochę, skąd wytrzaśniemy kasę na paliwo. Ale pomyślałem: „Jezu, to Twoja sprawa. Ty się martw!”. Jechałem do Olsztyna, gdy nagle włączyła się lampka rezerwy paliwa. Koniec benzyny. A ja nie mam ani grosza. Mówię: „Jezu, działaj! Zatroszcz się!” i w tym momencie dostaję wiadomość od znajomego, zawodowego kolarza. Pisze: „Michał, przesłałem ci właśnie 3 tys. na działania ewangelizacyjne”. Odpisałem: „Świetnie, bo pożyczyłem na cele ewangelizacji samochód i właśnie skończyła mi się benzyna”. A on na to: „To doślę ci jeszcze trzy”. Zrobiłem od razu przelewy: tysiąc wysłałem przełożonemu z dopiskiem „Dla niedowiarków” (śmiech), na koszulki na ewangelizację nadmorską, dla jednej biednej rodziny i na paliwo. Dwa miesiące później od tego samego człowieka otrzymaliśmy nowy samochód…


« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama