107,6 FM

Taka matka jak moja

Do ks. Piotra Wenzla, tuż przed wyjściem pielgrzymki na Jasną Górę, przyszedł z płaczem chłopak z noclegowni. Powiedział, że bardzo chciał iść, ale nie da rady. Pokazał stopy, które odmroził zeszłej zimy. Były bez palców.

Błogosławieni

Heniek, 56 lat, bezrobotny elektryk z Wirka, pielgrzymuje drugi raz w tych samych klapkach: – To wygoda, bo się odciski nie robią – wyjaśnia. Co tydzień pytał księdza o pielgrzymkę, bo to dla niego odpoczynek od codzienności. Żeby przeżyć, zbiera surowce wtórne. – Dostaję za nie góra 5 albo 6 zł dziennie, bo za dużo ludzi chodzi po śmietnikach – mówi. Pielgrzymuje w intencji zdrowia znajomych kobiet.

Wiesław, 58 lat, pseudonim „Balanga”, idzie, żeby przestać pić, nawrócić się, bo kiedyś był dobrym katolikiem. I żeby rodzice się go nie wyparli. – Przez ponad 20 lat piłem. A przez 13 lat dzień w dzień po 4, nawet 5 litrów wódki.

Janusz, pseudonim „Snajper”, 57 lat, mieszka w noclegowni: – W zeszłym roku wybierałem się na pielgrzymkę, ale byłem w stanie upojenia alkoholowego. Zacząłem pić w 1979 i nawet nie zdawałem sobie sprawy z uzależnienia. To się liczyło nie w kieliszkach, ale w litrach. W Boga wierzyłem, ale przechodziłem mimo Niego. 25 lat nie zaglądałem do kościoła. Moje życie się zmieniło, kiedy 7 października ubiegłego roku trafiłem do więzienia na trzy miesiące. Wtedy okazało się, że nie mam nikogo prócz Boga. Po wyjściu z zakładu karnego ks. Piotr skierował mnie na leczenie odwykowe. Miałem takie omamy, że mogłem książki fantastyczne pisać. Chciałbym utrzymać trzeźwość, mieć własne mieszkanie i czasem dorobić do emerytury.

Janek, 50 lat, rolnik, przedstawia się jako trzeźwy alkoholik. Przeszedł terapię odwykową w Gorzycach i nie pije. – Piłem 11 lat i alkohol mnie zrujnował. Dzięki ks. Piotrowi zrozumiałem, że życie bez wiary nie ma wartości. Wtedy człowiek jest istotą żywą, ale bez ducha. Kiedy zacząłem chodzić do kościoła św. Boboli, jakbym zobaczył Boga. „Błogosławieni, którzy nie widzieli, ale uwierzyli”, a ja wierzę.

Karina wyruszyła na pielgrzymkę z dwójką swoich dzieci – 10-letnim Mateuszem i 8-letnią Sylwią: – Idę trzeci raz, modląc się o ich zdrowie. Myślę, że zostanę wysłuchana, bo w zeszłym roku po pielgrzymce dostałam mieszkanie. Po odejściu ojca dzieci straciłam je i mieszkałam u mamy. Było mi bardzo ciężko, ale poznałam ks. Piotra i panią Alinę, którzy mi pomogli. Teraz jestem wolontariuszką w świetlicy św. Nereusza. Codziennie rano, żeby wzmocnić siły, odmawiam Różaniec. Jestem pewna, że modlitwa się opłaca.

– „Gość Niedzielny” ma nakład 200 tys. – mówi ks. Piotr, zachęcając pielgrzymów do rozmów z nami. – O wasze mieszkania i w innych waszych intencjach będzie modlić się tylu czytelników.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama