107,6 FM

Wiosny z tego nie będzie

Zimy wielu ma dość, bo też nielekka w tym roku i mocno daje się we znaki – zwłaszcza tym, którzy chłodu nie lubią, narciarstwem się nie pasjonują (chyba że telewizyjnie) i dużo podróżują, wiec śnieg im straszny.

Generalnie wyglądamy już wiosny, więc niektórzy koniunkturalnie postanowili nawet zbić na tym polityczny kapitał. Nowa partia na polskiej scenie politycznej zapowiada ocieplenie klimatu, ale jeśli wsłuchać się uważniej w głoszone przez jej przedstawicieli hasła programowe – tchnie mrozem.

W minioną niedzielę, 3 lutego, podczas konwencji na warszawskim Torwarze, nowa partia Roberta Biedronia ogłosiła swe postulaty programowe, odsłaniając zarazem antyklerykalne oblicze. W sumie to nic nowego. Wbrew zapewnieniom jej założyciela, że wraz ze swymi zwolennikami wniesie świeżość do zatęchłej polskiej polityki, bo to oni właśnie są wiosną i to oni stworzą siłę, która zmieni oblicze kraju – zakończy mroźną polityczną zimę – trudno dopatrywać się w tym czegoś ożywczego. Pomijam już fakt, że polityczną świeżością nie grzeszy sam pan Biedroń. Na szerokie wody polityki wyniosła go przecież swego czasu antyklerykalna partia Janusza Palikota – dziś już w niebycie. Robert Biedroń jednak przetrwał i jako prezydent miasta Słupska zdołał ugruntować swą pozycję. Teraz więc wraca, a raczej chce powrócić na szerokie polityczne salony. Na razie z postulatami, które do społecznego obiegu wnoszą niewiele nowego; bazują raczej na hasłach, które na partyjnych sztandarach były już wznoszone. Do tej pory w kraju nad Wisłą nie znalazły wystarczającego poparcia i summa summarum zaprowadziły poprzednią formację pana Biedronia na polityczny margines. Czy i tym razem będzie podobnie?

Antykościelne propozycje Roberta Biedronia w medialnym obiegu były już dużo wcześniej wielokrotnie dyskutowane. Pomysły takie, jak wycofanie religii ze szkół, likwidacja Funduszu Kościelnego, opodatkowanie Kościoła, czy tak zwany rozdział Kościoła od państwa to w dużej mierze slogany ideologiczne, wywołujące wrażenie, że oto religijność osacza biednych Polaków ze wszystkich stron, a Kościół wikła państwo w toksyczną zależność, sięgając do kieszeni biednego podatnika i sam jeden Robert Biedroń wie, gdzie jeszcze. Właściwie, to nawet nie chce mi się dyskutować z każdym z tych postulatów z osobna. Wszystkie one – zgrupowane pod wspólnym hasłem „świeckiego państwa” – pokazują wyraźnie, że nie o merytorykę tu idzie, ale o ideologię. Relację Kościoła i państwa precyzyjnie reguluje konkordat a rzekomo opresyjna rola struktur kościelnych jest bardziej opresją w głowie przedstawicieli „Wiosny” niż faktycznym stanem rzeczy. Partia Roberta Biedronia to partia ideologiczna i ewidentnie staje się tubą do artykulacji poglądów pewnej mniejszości, z którą jej założyciel jednoznacznie się identyfikuje. Zresztą, gdyby to była partia ideologiczna, to jeszcze pół biedy – wszak każda z występujących na scenie politycznej formacji ma jakieś ideologiczne zaplecze. W końcu nawet brak ideologii jest pewną jej formą. Partia „Wiosna” postuluje świeckie państwo – tak jakby to, w którym żyjemy, było kościelne – ale obudowuje ten postulat hasłami lewicowymi, ekologistycznymi (bo nie o samą ekologię tu chodzi) i aksjologicznie zaangażowanymi na rzecz pewnej wizji świata, która prezentuje się dość cynicznie, a nawet – powiedziałbym – schizofrenicznie. Przykład? Ot chociażby fakt, że z jednej strony pan Biedroń obiecuje każdej kobiecie bezpieczną ciążę, a z drugiej strony bezpieczną aborcję. Niech sobie panie łaskawie wybiorą, bo przecież to, co noszą pod sercem, to nie człowiek tylko ich „widzi mi się”. Albo je urodzą, albo uszkodzą, ale niech by tak spróbowały zrobić to samo z tak zwaną przyrodą. Wtedy będą miał z Rzecznikiem Praw Przyrody do czynienia, bo i takiego chce pan Biedroń powołać. Więc wycinka drzew w lasach będzie zakazana, ale, przepraszam za wyrażenie, wycinka dzieci w łonie matek – mile widziana i nawet wspierana. Wygląda więc na to, że dzieci nawet do przyrody się nie kwalifikują. Przykłady można by mnożyć. Jaki płynie z nich wniosek? Nic nowego pod słońcem. Te same kotlety ideologicznie odgrzewane, być może w nieco podretuszowanej formie. Ot i cała świeżość wiosny, bo w ekonomicznej warstwie programu też nic pozytywnie nie zaskakuje. Jak do tej pory, na dłuższą metę, Polacy takich pomysłów nie kupowali. Mam nadzieję, że nie kupią i tym razem.

 

 

« 1 »

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama