107,6 FM

Niebo we mnie

Ta niezwykle wrażliwa, artystyczna dusza ma do przekazania Janowi Kowalskiemu bezcenną wskazówkę: „Bóg mieszka w tobie. Zawsze!”.

Jesteś o wiele bardziej spokrewniony z Bogiem, niż przypuszczasz – wołał chasydzki filozof Abraham Joshua ­Heschel. „Jedyne, co może w pełni uwolnić i wypełnić serce człowieka, to właśnie zwrócenie się ku Niemu, oddanie Mu chwały i postawienie Go na pierwszym miejscu”.

Jak dobrze słowa te rozumiała Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej! Całe jej życie, nauczanie było zachwytem nad słowami św. Pawła: „Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga?”.

Dotąd stała w cieniu swych wielkich sióstr: Małych i Wielkich Teres. Dziś przeżywa renesans. Francuzka Élisabeth Catez urodziła się 18 lipca 1880 r. w obozie wojskowym we wsi Avor, gdzie stacjonował oddział kapitana jej ojca. Cztery dni później została ochrzczona. Miała niezły charakterek. Była uparta, wybuchowa, a na dodatek obdarzona mnóstwem niespożytej energii. Wulkan, żywe srebro. Nic dziwnego, że jej ojciec nazywał ją wprost „małym diablątkiem”. Kiedy „diablątko” (beatyfikowane przez Jana Pawła II w 1984 r., a ogłoszone świętym przed sześciu laty) miało siedem lat, a ukochany ojciec zmarł, sytuacja finansowa w domu znacznie się pogorszyła. Rodzina musiała przeprowadzić się do Dijon i osiadła tuż przy Karmelu. Sąsiedztwo mniszek okazało się brzemienne w skutki.

Élisabeth (znakomita pianistka, która jako trzynastolatka wygrała konkurs fortepianowy) wielokrotnie powtarzała, że najważniejsze decyzje podjęła, przygotowując się do Pierwszej Komunii. Przeżyła wówczas niezwykłe doświadczenie bliskości Boga i zapragnęła oddać się Mu bez reszty.

Wstąpiła do Karmelu jako 21-latka, a za kratami mieszkała jedynie pięć lat. Gdy usłyszała od przełożonej: „Jaki jest twój ideał świętości?”, odparła: „Żyć miłością, czyli uczynić się całkiem małą, oddać się Bogu bezpowrotnie”.

O ile postulat upłynął jej pogodnie, o tyle czas nowicjatu był ciemną doliną, pełną rozterek i udręki. Nie była pewna, czy wytrwa za klauzurą. „Trwajcie we Mnie nie tylko przez kilka chwil, kilka godzin, które muszą przeminąć, ale »trwajcie…« w sposób stały, normalny. Trwajcie we Mnie, módlcie się we Mnie, adorujcie we Mnie, miłujcie we Mnie, cierpcie we Mnie, pracujcie, działajcie we Mnie” – notowała.

Kilka dni przed śmiercią powiedziała karmelitankom: „Wszystko przemija! Pod koniec życia pozostanie tylko miłość”. Pisała: „Napełnij pokojem moją duszę, uczyń w niej swoje niebo, swoje ulubione mieszkanie i miejsce swego odpoczynku. Obym nigdy nie zostawiała Ciebie samego, lecz była tam zawsze cała, cała czuwająca z wiarą, cała pogrążona w adoracji i cała zdana na Twoje stwórcze działanie”.

8 listopada 1906 roku 26-latka szepnęła: „Idę do Światła, do Miłości, do Życia”, a nazajutrz o świcie zmarła. Wynoszący ją na ołtarze Jan Paweł II powiedział: „Wraz z nią rozbłyska dla nas nowe światło, a w naszym świecie pełnym niepewności i ciemności pojawia się nowy przewodnik: pewny i bezpieczny”.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..