Święci kapłani rodzą się ze szczerego pragnienia ich przez wspólnoty Kościoła, na które odpowiada sam Ojciec. To my musimy ich chcieć, by przynosili nam Boga. Bez tego nie będzie prawdziwych powołań i nie zmieni tego faktu wyświęcanie żonatych. Może w Kościele nadszedł czas na uświadomienie sobie właśnie tej potrzeby.
Na wyświęcaniu żonatych Kościół może tylko zyskać. Obecny model zupełnie się nie sprawdza. Dziewiętnastoletni chłopcy wstępujący do Seminarium nie są dostatecznie dojrzali, tym bardziej po sześciu latach zamkniętej formacji. Potem mamy sytuację, że przewodnikami zostają ludzie, którzy nie są nawet w stanie zrozumieć podstawowych problemów ludzi.
Wystarczy obserwacja księży katolickich, którzy w kwestiach "życiowych" nie potrafią dać choćby podstawowej porady, bo nigdy sami nie płacili rachunków.
To księdza się pyta jak zapłacić rachunki, czy raczej prosi o pomoc? Obszary kompetencji komuś tu się pomieszały. Są tacy księża, którzy to też potrafią, ale zasadniczo nie tego typu porad się szuka u kapłana.
Jak sam zauważyłeś księdza prosi się o pomoc. Nie tylko w sprawach duchowych, ale też życiowych. A jak niby ma komuś pomóc życiowo ktoś, kto sam życia nie zna? I nie mówię, żeby konkretnie chodzić po porady jak wypełnić PIT, tylko o sytuacjach, gdy ksiądz ma zrozumieć zwykłe codzienne problemy zwykłych ludzi.
Podałem tu przykład księży, którzy porzucili kapłaństwo. Wspólnym elementem, który przewija się przez takie historie jest długie przygotowanie do tego kroku. I nie chodzi o samą decyzję, która często zapada kilka lat wcześniej, ale o zwykłą ludzką "naukę życia", zanim opuści się stan kapłański. Bo facet, który decyduje się "zrzucić sutannę" nagle orientuje się, że często nawet nie wie jak szukać pracy, czy jak zaplanować domowy budżet bez uwzględnienia darmowych obiadków z plebanii. I taki mężczyzna ma być niby przewodnikiem i pasterzem?
Nie wiem jak obecne pokolenie, ale jak prowadziliśmy badania podczas studiów kilkanaście lat temu, to ponad 80% kleryków z lokalnego seminarium było za zniesieniem celibatu, a ponad 60% uważało go za fikcję. Praktyka życia kapłanów młodego pokolenia też nie wskazuje, by byli jakimiś sympatykami celibatu.
Dremor- a to księża spadają z księżyca? Rodzina to nie tylko żona i dzieci nie zapominajmy o tym. Po 2 myślisz , że życie na plebanii nie kosztuje? Pracują też tam osoby świeckie robią ku chwale ojczyzny? Nie trzeba im nie zapłacić ? Wszystko kosztuje nawet na probostwie. Krasnoludki nie zaplaca. Po 3 piszesz o badaniach -to tylko świadczy i tych klerykach, że sami nie wiedzą czego od tego życia chcą. Jeżeli ktoś decyduje się na takie życie to wie z czyn to się je. Branie odpowiedzialności za swoje wybory życiowe. Po 4 to samo można powiedzieć co osoba świecka , zamężna może wiedzieć o życiu w celibacie. Ludzie się wypowiadają bo sami sobie takiego nie wyobrażają. Dla nich jedynym celem życia jest ślub i gromadka dzieci albo po prostu zazdroszczą bo ten nie musi latać za żoną i dziećmi.
Nie spadają z Księżyca, tylko w wieku 19 lat idą do środowiska, które jest w dużej mierze wolne od problemów, z jakimi borykają się zwykli ludzie. Ksiądz nie musi szukać pracy, zastanawiać się jak wychować dzieci, a często nawet co zrobić na obiad, bo ma od tego ludzi. A jednocześnie musi sam służyć radą ludziom, który przychodzą z ludzkimi problemami.
Rozwiązania są dwa, albo do kapłaństwa dopuszczać sprawdzonych i doświadczonych ludzi, albo zerwać z fikcją, że ksiądz ma przewodzić wspólnocie i ograniczyć się do świadczenia usług duchowych.
No chyba tak myślisz , że spadają. A Ty myślisz , że ksiądz nie ma rodziców, rodzeństwa? Tak samo jak my wychował się w rodzinie jak Ty i Ja i na pewno widział jak rodzice musieli ciężko pracować , że jemu nic nie brakowało no chyba, że to byli jacyś milionerzy. Myślisz , że jakbyś nie miał żony i dzieci nie miałbyś problemów? Nieprawda. Ksiądz nic nie musi, ja też teoretycznie nic nie muszę bo męża i dzieci nie mam, a to też nie jest prawdą.
Często mi ludzie mówią , że na rodzinę nie muszę robić , a siebie samej utrzymać to co ? Albo słyszę ciesz się wolnością puki możesz (chodzi o obowiązki wobec męża i dzieci.) Nie jest fajne.
Dremor- to trzeba było zostać księdzem. A Ty myślisz , że młodzież sobie sama gotuje i pracuje? Niektórym mamusia podaje pod nos. Niektórzy siedza na garnuszku do 30 u rodziców. A pastorowi u Ewangelików to kto gotuje , robi to sam? Nie. Żona albo gosposia jeżeli ich na to stać. Im też żyje się nieźle.
Jak wspominałem, proponowali mi. Jako osiemnastolatek nawet uczestniczyłem w rekolekcjach powołaniowych. Zachęta była prosta - brak zmartwień o pracę, obiadki pod nosem (zakonnice piekły takie fajne bułki), brak "problemów z rodziną", do tego atmosfera wspólnoty i koledzy z podobnymi zainteresowaniami. To wszystko działa na wyobraźnię nastolatków, dla których takie łatwe życie jest atrakcyjne, zwłaszcza gdy widzi się starszych kolegów mających problemy z pracą. Taka "ucieczka od świata".
Nauka trwa siedem lat, a u Jezuitów dziesięć mają więc w momencie święceń minimalnie maja 26 lat lub u Jezuitów 29 pomijając fakt że mogą w późniejszym wieku wstąpić, większość odpada, więc widać że jest to okres próby. Po wtóre bez przesady, nie chcę "januszować" że kiedyś to było bo nie było, ale jednak to kwestia rozpieszczenia i wygodnictwa, moja mama [co prawda przez specyficzne warunki jakim było wczesne osierocenie] z powodu zawału swego taty i nieumyślnego oblania się wrzątkiem swojej mamy, jednak była wziąć ślub w wieku, 21 lat, i po roku na macierzyństwo, dziś nie mamy mężczyzn ani kobiet, ale po za chlubnymi wyjątkach lalusiów, wiecznych piotrusiów Panów i wieczne księżniczki, które nie są gotowe na życie, ostatnio słyszałem jak ktoś chłopcem nazwał 40 latka, błagam.
Co o życiu powie mi chłopak przed trzydziestką, który siedem, czy dziesięć lat siedział w oderwaniu od problemów świata i jedyne co potrafi, to głosić kazania i rozpoznawać kolory szat liturgicznych? Któremu obiad pod nos podsuwa zakonnica (a potem gosposia)?
Nie natrafi na nic, na co by nie trafił przeciętny psycholog. Z tą różnicą, że psycholog, czy psychoterapeuta ma przynajmniej teoretyczne przygotowanie, ksiądz będzie szukać rozwiązań po omacku.
Akurat w większości przypadków osób zajmujących się psychologią z jakimi miałem do czynienia, oprócz jednej wszystkie poszły na studia w poszukiwaniu rozwiązań swoich problemów, a nie żeby pomagać innych. Sumując pozwolę sobie się nie zgodzić
"Z tą różnicą, że psycholog, czy psychoterapeuta ma przynajmniej teoretyczne przygotowanie, ksiądz będzie szukać rozwiązań po omacku." I tu dowiodłeś jakim teoretykiem jesteś i jakie bzdury wypisujesz, bo akurat w seminariach, psychologii jest bardzo dużo czasu poświęcone. Ale śmiało wypisuj dalej i udowadniaj swoje zacietrzewienie.
Ta, cztery semestry, gdzie głównie uczy się historii psychologii. Na świeckiej teologii miałem o wiele szerszy program, co wcale nie znaczy, że przygotowało mnie to do jakiejkolwiek pomocy ludziom. To, że ktoś zakuł czym się różni psychologia Freuda od podejścia Junga nie daje żadnych kwalifikacji psychologicznych, a do tego sprowadzają się te cztery semestry.
Psychoterapeuta nominowany potrzebuje jeszcze dalszej nauki po studiach (niekoniecznie psychologii, ale humanistycznych) To jest bodajże 5 lat. Konieczne jest również samemu przejście psychoterapii. I zdarza się bardzo często, że ta osoba posiada "problemy" ucząc się poprzez wlasną psychoterapię z nimi radzić, uczy się jak pomagać innym. Psychoterapeuci mają też supervisorów, którzy co jakiś czas ich sprawdzają, żeby zminimalizować ryzyko szkodzenia pacjentowi. Psychoterapia to nie tylko rozmowa na kanapie, posiada też ogromną podbudowę teoretyczną. Pracują w różnych nurtach behawioralno-poznawczym, mieszanym, ericksonowskim i wielu innych. Tak, ich przygotowanie do pomagania jest bez porównania większe, niż księdza czy jakiejkolwiek innej osoby, która psychoterapeutą nie jest.
Rachunki zwykle płaci się zbiorczo. Księża, którzy zrezygnowali z kapłaństwa w pierwszych dniach życia poza plebanią potrafią mieć problemy z tak prozaicznymi rzeczami, jak właśnie rachunki. Pomijam przykład księży, którzy przygotowują się do zrzucenia sutanny przez lata, gromadząc fundusze i załatwiając sobie wcześniej pracę, bo to temat na inną dyskusję.
@Drempr. Chociaż więc kapłan nie może poznać warunków życia w małżeństwie przez bezpośrednie i osobiste doświadczenie, to jednak tak dzięki przyjętej dyscyplinie i podjętym przez siebie obowiązkom kapłańskim, jak dzięki łasce stanu obiecanej mu z wysoka, może on jeszcze głębiej wniknąć w istotę człowieczeństwa; może więc nie tylko dotrzeć do zrozumienia tego rodzaju problemów u samego ich źródła, ale również nieść swoimi radami skuteczną pomoc małżonkom i rodzicom chrześcijańskim (por.1 Kor 2,15). Kapłan bowiem, wielkodusznie układając swoje życie według normy świętego celibatu, będzie dla małżonków chrześcijańskich wzniosłym znakiem tej prawdy, że miłość ludzka, godna tego imienia, wyposażona jest w duchową moc i znaczenie; poświęcając siebie samego, kapłan wyjedna dla chrześcijan związanych węzłem małżeńskim łaskę prawdziwego zjednoczenia. PAWEŁ VI ENCYKLIKA SACERDOTALIS CELIBATUS nr.57.
Praktyka temu przeczy. Ogólnie Paweł VI miał pecha do pisania encyklik, które później realia weryfikowały negatywnie. To, że Paweł VI się mylił w encyklikach było podstawowym argumentem Rahnera w katolickiej argumentacji o dogmacie o nieomylności papieskiej, która stanowi obecnie podstawę tego dogmatu.
Racja. W dzisiejszych czasach primogenitura to już przeżytek, kwestia majątków kościelnych jest uregulowana, więc nie ma też problemu z zasadami dziedziczenia. Celibat stał się więc przeżytkiem.
Sugerujesz, że dzisiejszy ksiądz jest w stanie przepisać parafię, biskupstwo, czy opactwo synowi? Nie te czasy. A prywatny majątek księdza i tak dziedziczy jego rodzina, zwykle rodzeństwo, lub ich dzieci.
Nie mam dość bogatej wyobraźni, ale od ręki mogę podać przykład z historii: dziedziczenie urzędu - doprowadzenie do obioru potomka na wakowany urząd. Takie coś da się zawsze i wszędzie, niezależnie od nakładów jakie trzeba ponieść. Tak trudno? Chyba jednak nie.
Na marginesie, ilu znasz np. braci biskupów, którym załatwiali oni posadki? Albo siostrzeńców? Albo dalszych krewnych? Ja znam jeden tylko taki przypadek.
Skoro nie ma problemu z innymi krewnymi, to dlaczego ma być z synami? Jak mówiłem, czasy primogenitury, gdy urząd kościelny był zaszczytem arystokratycznym na równi z byciem księciem, czy hrabią dawno już minęły.
Potwierdzasz więc podstawowy argument przeciwników celibatu, że jest on przyczyną braku księży. Natomiast obecni biskupi nie obsadzają urzędów swoimi krewniakami, więc nie ma strachu, że będą obsadzać synami. Głównie dlatego, że dziś nie ma to sensu, bo feudalizm się skończył i urząd kościelny nie oznacza nadania ziemi, przywilejów i tytułów. Majątek kościelny nie jest też dziedziczony, więc przyczyny wprowadzenia celibatu znikły.
Dremor, majątek kościelny zawsze był przypisany do urzędu. Wysokie stanowisko w hierarchii kościelnej wciąż daje duże możliwości, jak w każdej innej. Nie da się rzeczywistości dopasować do teorii, ale próbować można, czemu nie, jak ktoś nie ma co z czasem zrobić. Co do braku księży: nie ilość się liczy: dzwoni gdzieś? Więcej lepiej, ale tylko wtedy, gdy nie łączy się z obniżaniem wymagań, jak w świeckiej edukacji od lat. A zniesienie celibatu to największe z możliwych obniżenie poziomu.
W czasach wprowadzania celibatu majątek był dziedziczony. Dziś nie ma feudalizmu, więc celibat nie ma racji bytu. A co do niskich standardów, to celibat obniża poziom. Znacząco ogranicza pulę, z jakiej można wybrać wartościowych księży.
Celibat jest darem Pana, który kapłan ma dobrowolnie przyjąć i przeżywać w całej pełni”Celibat to kwestia ewangelicznego radykalizmu. Ubóstwo, czystość i posłuszeństwo nie są radami zastrzeżonymi wyłącznie dla zakonników. To cnoty, którymi należy żyć z intensywną pasją misyjną. Nie możemy obniżyć poziomu formacji, a w konsekwencji propozycji wiary. Nie możemy zawieść świętego Ludu Bożego, który czeka na świętych pasterzy, jak proboszcz z Ars. Musimy być radykalni w naśladowaniu Chrystusa, nie obawiając się spadku liczby duchownych. W istocie liczba ta maleje, kiedy obniża się temperatura wiary, ponieważ powołania są 'interesem' Boga, a nie człowieka. Rządzą się one Bożą logiką, która jest głupstwem w oczach człowieka”. Kard. PIACENZA.
Proszę wskaż mi w takim razie miejsce w Piśmie Świętym, które choćby sugerowało, że celibat jest "darem Pana". Tylko proszę, daruj fragment Mt 19,12, bo tam jest mowa o kastracji, a nie o celibacie.
7 Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja1, lecz każdy otrzymuje własny dar1 od Boga: jeden taki, a drugi taki. 8 Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja.
Przeczytaj cały rozdział, nie tylko jeden fragment. Paweł mówi, że przekazywana nauka o celibacie wynika z jego własnego przykładu i jest jego własnym życzeniem, a nie zamiarem Boga. W tym samym liście Paweł wskazuje, że Apostołowie mieli żony i jest to ich prawo. Ten sam Paweł nakazuje, by biskup był żonaty. Celibatu księży nie da się w żaden sposób wyprowadzić z Biblii.
A tu masz słowa samego Chrystusa. „I powiedział do wszystkich: Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie.” ŁUK. 9,23 (BW)
Ok, przyznam Ci rację, jest to jakiś ślad, który pozwala sugerować, że celibat jest "darem Pana". Paweł owszem, żył w celibacie, ale Kardynał Piacenza pisze o "naśladowaniu Chrystusa", a nie "naśladowaniu Pawła". Paweł wyraźnie pisze, że chce, by "byli jak ja". Nie podaje przykładu Chrystusa. Biorąc pod uwagę fakt, że Jezus jako rabbi nie posiadający żony byłby o wiele mocniejszym przykładem dla wspólnoty, niż osobisty przykład Pawła, który w dodatku mówi, że to jego własna droga. Podtrzymuję więc tezę, że celibatu księży nie da się uzasadnić biblijne przykładem Jezusa, bo Biblia nigdzie nie mówi o stanie cywilnym Jezusa.
Tradycja o której mówisz jest późniejsza i ukształtowała się pod wpływem gnostycyzmu. Celibat u nauczyciela (rabbi) był czymś niezwykłym. Gdyby Jezus nie miał żony, to Paweł użyłby tego jako argumentu, zamiast tego podał własny przykład. Mimo, że mówiąc o innych ideałach podaje przykład Jezusa.
"Gdyby Jezus nie miał żony, to Paweł użyłby tego jako argumentu, zamiast tego podał własny przykład. Mimo, że mówiąc o innych ideałach podaje przykład Jezusa." A może uznał, że nie jest godzien porównywać siebie, czy kogokolwiek do Jezusa? Po raz kolejny siejesz swoje "filozoficzne" propagandy.
Czyli jest to jego prywatna opinia. Bez znaczenia teologicznego. Jego zdanie w tym przypadku nie jest ani bardziej, ani mniej wartościowe, niż opinie innych kardynałów z ludu wziętych i do ludu posłanych, a ci mają różne zdania - od obrony celibatu po całkowite jego zniesienie.
"12.Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!" Ewangelia Mateusza, 19 - Kto moze pojąć niech pojmuje! Czy dremor to pojął? Te slowa samego Jezusa?
"εισιν γαρ ευνουχοι οιτινες εκ κοιλιας μητρος εγεννηθησαν oυτως εισιν ευνουχοι οιτινες ευνουχισθησαν υπο των ανθρωπων και εισιν ευνουχοι οιτινες ευνουχισαν εαυτους δια την βασιλειαν των ουρανωνv δυναμενος χωρειν χωρειτω"
"Są bowiem eunuchowie, którzy od łona matki takimi się urodzili, są też eunuchowie, którzy zostali wykastrowani przez ludzi, i zostali eunuchowie, którzy wykastrowali się sami dla Królestwa Niebios. Kto jest w stanie to pojąć, niech pojmuje"
Proponujesz w takim razie odczytanie alegoryczne? Dlaczego więc Paweł przekazując naukę o bezżeństwie zaznacza wyraźnie, że te treści pochodzą od niego i bazują na własnym przykładzie Pawła, a nie wynikają z nauk Chrystusa?
Ja się nie znam wystarczająco, co coś tu twierdzić, mam wrażenie, że Dremor też. A może by tak jakiegoś biblistę solidnego zapytać, z prośbą o komentarz?
TomaszSzcz, najwidoczniej Dremor nie pojął do tej pory, co to jest przenośnia. Sądzi, że Jezus nakazywał kastrowanie się... Zastanawia mnie jedynie, czy Dremor chce rzeczywiście osiągnąć królestwo poprzez samodzielną kastrację albo już osiągnął?
Poczytaj sobie teksty Ojców Kościoła, to będziesz wiedział, że słowa te nie były przenośnią. Dosłownie rozumiał je choćby Orygenes. Na dosłowność tych słów Jezusa wskazywał też Sobór Nicejski, który ostatecznie zakazał kastracji kandydatom do kapłaństwa. Ciekawym jest, że był to pierwszy kanon tego Soboru, co wskazuje jak dużym problemem dla wczesnego Kościoła były te praktyki.
Wtedy hartowała się stal jak by to zażartował Stalin. Że coś robiono, nawet powszechnie nie znaczy, że robili to właściwie. Znów przykład arianizmu. Może było za dużo znawców słowa Bożego, którym się wydawało, że "bycie świętszym od papieża" to jest niezły pomysł.
Znów próbujesz opierać się na domysłach, gdy prawda jest na wyciągnięcie ręki. Próby uzasadnienia celibatu fragmentem z Mt19:12 wynikają z błędnego tłumaczenia Biblii Tysiąclecia. We wszystkich wcześniejszych przekładach jest mowa o "rzezańcach", nie jakiś "bezżennych".
Nie mam zaś nakazu Pańskiego co do dziewic, lecz daję radę jako ten, który – wskutek doznanego od Pana miłosierdzia – godzien jest, aby mu wierzono. Uważam, iż przy obecnych utrapieniach dobrze jest tak zostać, dobrze to dla człowieka tak żyć. Jesteś związany z żoną? Nie usiłuj odłączać się od niej! Jesteś wolny? Nie szukaj żony. […] Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie. (1 Kor 7, 25-27; 32-33)
Apostoł Paweł pisał to pod natchnieniem Ducha Świetego, a więc jest to też zalecenie Boga Trójjedynego w tym Pana Jezusa. Zresztą na Ziemi w kazaniu na górze też mówił o bezżennych dla Królestwa Bożego. Równie dobrze można powiedzieć że świecenie niedzieli, zniesienie obrzezania ect to nie zalecenie Boga a Apostolów, a to nie prawda Bóg działał w Nich.
Jezus nigdzie nie mówił o bezżeństwie, tylko o kastracji. A Paweł wyraźnie mówi, gdy jakaś nauka pochodzi od niego, nie od Boga. Chyba widzisz różnicę między stwierdzeniem "postanowiliśmy Duch Święty i my" a stwierdzeniem "mówię to ja, nie Pan"?
Już teraz niektórzy wierni w niektórych parafiach - zwykle ci - co mają "COŚ" do Kościoła i proboszcza wytykają księżom fakt zmyślonego lub rzeczywistego pomagania finansowego swojej rodzinie wg tłumaczenia "my na tacę, a proboszcz swojej rodzinie" . Z tego powodu bez przerwy chwalą się, że nie dają na tacę, bo nie chcą utrzymywać rodziny księdza. A tu nagle dr. hab. A. Bańka pisze jak wyżej - że nie będzie robił z problemu dramatu. Dramat Panie Redaktorze mamy dopiero przed sobą i to taki o jakim na razie nie śnimy. W związku z wyświecaniem żonatych księży , a z czasem problem żonatych proboszczów - jednym z podstawowych problemów - będzie sprawa finansowania parafii i wynagradzania takich księży. Aby dramatu nie było - Kościół w Polsce i wierni (bo to głównie dla nich sprawa do przełknięcia!!) , to kwestia otwartości finansów parafii, prowadzenia spraw finansowych przez fachowców od ekonomii i finansów, rozliczania w sposób taki jaki robią to małe firmy zlecając biurom finansowym. Dziennikarze "G.N" stoją także dopiero przed problemem - aby się z nim zmierzyć, rozkładając go na czynniki pierwsze (o ile podzielają zdanie A. Bańki) i pozytywnie "dzielić włos na czworo". Czy wierni KK w Polsce są w stanie znieść ten problem mentalnie, nawet jeśli wystąpi on za 50 lat. Być może tak - bo wtedy w parafii polskiej będzie 17 osób jak w znanej mi parafii w Holandii. Gdzie mimo takiej ilości ludzi problemów nie brakuje - chociażby groźba oddania kościoła władzom świeckim, ze względu na brak funduszy na podatki i utrzymanie budynku, cmentarza przy kościele.
Poligamia nie była dopuszczalna, ale występowała śród pogan. Chodziło o biskupa który nie był wdowcem, jednak po przyjęciu święceń musiał żyć w czystości, obecnie żoną biskup a jest Kościół.
Popularny, ale błędny pogląd. Ówczesny świat pogański był osadzony w prawie greckim i rzymskim, które nie dopuszczały poligamii. Poligamiczne związki w świecie pogańskim praktykowane były w diasporach żydowskich, które były zalążkami wspólnot chrześcijańskich. Monogamia wśród chrześcijan wynikała z późniejszego przyjęcia prawa rzymskiego za własne, nie odwrotnie.
Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? 5 I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. 6 A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela»3. 7 Odparli Mu: «Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?»4 8 Odpowiedział im: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było. 9 A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu5 - a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo
Celibat to dar dla Kosciola ksiezy! Oni cale swe zycie poswiecaja Bogu aby zbawiac swiat! Ludzi! Nie maja rodzin aby miec w ludzkosci swa rodzine , swe stado owiec aby je do Bram Nieba doprowadzic! Dzieki bszżennosci mogą w całości sie poswiecić prowadzeniu dusz do Boga! Zrozumcie to wreszcie!
Sugerujesz więc, że księża katoliccy obrządków wschodnich, albo księża nawróceni z protestantyzmu są jacyś gorsi i nie prowadzą dusz do Boga tak skutecznie jak ci żyjący w celibacie?
"są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!" [Mt. 19, 12] Galen z Pergamonu (ok. 129 - ok. 200), klasyk starożytnej medycyny wspomniał Jezusa, gdy mówił o jego wyznawcach: „I dlatego w naszych czasach widzieliśmy ludzi nazywanych chrześcijanami, którzy swoją wiarę opierają na przypowieściach. Postępują oni czasami jak prawdziwi filozofowie, bowiem mamy przed oczyma ich pogardę śmierci oraz to, że z powodu skromności powstrzymują się od życia płciowego. Są pomiędzy nimi kobiety i mężczyźni, którzy przez całe życie wstrzymują się od życia małżeńskiego. Są pomiędzy nimi również i tacy, którzy tak postępują w ascezie duchowej i w surowej dyscyplinie wewnętrznej, że, zaiste, nie ustępują prawdziwym filozofom”. "Synod zabrania stanowczo, aby biskupi, kapłani i diakoni oraz wszyscy duchowni będący w służbie ołtarza współżyli z żonami swymi i mieli dzieci. Kto by zaś to czynił, powinien być pozbawiony godności duchownej" — synod w Grenadzie w 303 r. "Wypada, że święci biskupi i kapłani Boga, podobnie jak i lewici, czyli ci, którzy są w służbie Bożych sakramentów, powinni zachować doskonałą wstrzemięźliwość, tak, by mogli uzyskać w prostocie to, o co proszą Boga. To, czego apostołowie nauczali i co zachowywano w dawniejszych czasach, niech nam również będzie dane zachować... Cieszy nas wszystkich, że biskup, kapłan i diakon, strażnicy czystości, powstrzymują się od współżycia małżeńskiego ich z żonami, tak że ci, którzy służą przy ołtarzu, mogą zachować doskonałą czystość" — synod w Kartaginie w 390 r.
Powyżej w komentarzach masz tekst grecki. Jezus nie mówił w Mt 19,12 o celibacie tylko o kastracji. Celibat duchowieństwa w chrześcijaństwie pochodził z gnostycyzmu.
Ciekawe bo jakoś w seminariach prawosławnych nie ma więcej powołań, podobnie chodź to nie kapłaństwo, wygląda sprawa z pastorami którzy również mają kryzys co do liczebność. Cytując Klemensa XIII: "Sint ut sunt, aut non sint " [Niech będą jak są, albo niech nie będą]
32 Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. 33 Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie.
Zalecenie nie dotyczyło kapłanów, tylko ogółu wiernych. Paweł mówił, że biskup powinien być żonaty, wskazywał też na przywilej posiadania żon przez Apostołów.
Nie mówi że ma, ale że jeżeli już jest to winien mieć tylko jedną w ciągu swego życia, co wykluczało biskupstwo dla ponownie ożenionych wdowców. Jednak Sam Pan Jezus i Apostoł Paweł zalecali bezżenność.
Czyli jak z komunią na rękę, wyjątek dopuszczony u Niemców na drodze specjalnego przywileju w bardzo wyjątkowych sytuacjach, stał się regułą. Oczywiście celibat w rycie zachodnim to nie dogmat, ale podobnie nie jest nim, oprawa i szaty liturgiczne, nabożeństwa eucharystyczne, różańcowe ect. procesie, sutanny, habity. Czy jeśli moją własnością jest 100 letnia piękna, pamiątka I komunii świętej po pradziadku to jako jej właściciel mogę ją zniszczyć? Tak mogę, ale czy to było by mądre? https://abpsheen.pl/2014/05/28/refleksje-na-temat-celibatu/
To bardziej instrukcja dla wiernych, na zasadzie: żebyśmy myśleli (najlepiej zawsze) tak jak mówimy (w czasie mszy świętej) wypowiadając te tak lekceważone, a jakże głębokie, formuły.
Już nie mogę się doczegać gdy radość postępowych katolików i antyklerykałów przerodzi się w biadolenie i kolejny argument do ataku: "Czemu ma płacić na żonę i dzieci księdźa?"; "Co Oni mogą wiedzieć jak żonę dla kochanki zdradza?" itd.
@Dremor. Żonaty ksiądz razem z żoną i dziećmi co 2 lata będzie przenoszony do innej parafii. A może tak 5 księży z żonami i 10 dziećmi razem na plebani? A co będzie jak żona kapłana odejdzie od niego i zostawi jego z dziećmi?
Powodów zmian kapłańskich jest kilka. Wynikają one m.in. z faktu, że corocznie do grona duchownych dołączają nowo wyświęceni, dla których trzeba wybrać konkretne parafie. Oznacza to, że starsi księża zostają przesunięci na inne placówki duszpasterskie. Przyczyną jest także kadencyjność niektórych funkcji kościelnych. Prócz tego część zasłużonych kapłanów przechodzi na emeryturę, a więc trzeba na ich miejsce wyznaczyć nowych proboszczów. Inni rozpoczynają studia. W odniesieniu do najmłodszych księży nie można pominąć także elementu formacyjnego, czyli dania im możliwości poznania różnych środowisk w diecezji i różnych stylów duszpasterstwa. Bo choć najważniejszym zadaniem kapłana jest pomaganie ludziom w zbawieniu, to nie dokonuje się to wyłącznie przez głoszenia słowa Bożego w świątyni, ale również w salce parafialnej i szkolnej klasie. Przez posługę przy ołtarzu i konfesjonale. Przy chrzcielnicy i łóżku chorego. Takie zmiany są potrzebne zarówno dla ludzi, jak i samego księdza. Ludzka natura ma to do siebie, że po pewnym czasie człowiek wypala się, przestaje być kreatywny, nie mając nowych pomysłów, i wtedy przenosiny do parafii są szansą, by z nowym zapałem i pomysłami zabrać się do pracy - uważa, dodając też, że nowe środowisko zmusza kapłana do postawienia sobie wyższych wymagań.
Znając realia pracy księży, przenoszenie między placówkami stanowi przede wszystkim formę nagród i kar. Ksiądz lojalny wobec przełożonego może liczyć na "lepszą" parafię, a niepokornego przenosi się do "gorszej". Nie ma to nic wspólnego z dobrem wiernych. Argument o "wypaleniu" też jest nietrafny, przenoszeni są bardzo często zaangażowani księża, mocno uczestniczący w życiu parafii. Z drugiej strony, popatrz na przykład pastorów, którzy przez całą posługę są związani z jedną wspólnotą.
Po zniesieniu celibatu mamy jak w banku, że będzie mnóstwo fałszywych powołań, a nawet wnikania "agentów" do kościoła w celu rozsadzania go od środka. Bo wtedy możliwość posiadania żony będzie zdjęciem parasola ochronnego, który odstrasza ludzi chętnych niszczenia katolickiej wspólnoty.
"Na razie", bo strona kościelna po publikacji badań dr Baniaka w 2007 podważyła wyniki i obiecała własne badania. Ale jakoś od tego czasu cisza. Może wyniki badań kościelnych były podobne?
Zapytałeś o dowód na to, że "co drugi" ksiądz ma kochankę. Podałem Ci wyniki badań. Za mało? Mogę Ci podać przykład mojej parafii. Trzech księży, dwóch ma kochanki. Mogę też podać przykład księży z uczelni, którą konczyłem, wielu nawet się nie kryło. Ci sami ludzie potem przygotowują księży do posługi.
Podstawowym argumentem za przeżywaniem kapłaństwa w celibacie jest przykład Jezusa. Są cztery główne wymiary celibatu. Pierwszy chrystocentryczny, czyli utożsamienie się z Chrystusem. Jan Paweł II w liście do kapłanów pisał, że „wielki dar celibatu dobrowolnie ofiarowanego Chrystusowi” jest drogą do budowania Kościoła i do osobistego uświęcenia kapłanów. Drugi wymiar celibatu ma charakter eklezjocentryczny, chodzi o miłość do Kościoła i związaną z tym dyspozycyjność. Trzeci – eschatologiczny, bo kapłan swoim życiem ma pokazywać ostateczny cel człowieka, czyli komunię z Bogiem. Czwarty wymiar określamy jako proroczy, tzn. pouczający i objaśniający czas, sens, naturę Kościoła, który tworzymy. Współczesny Kościół koncentruje się na argumentach „ponadczasowych”, nie odrzucając dawnych argumentów praktycznych. Jest tak, bo Kościół musi być wierny i Bogu, i człowiekowi.
Zaczynasz jakąś kolejną dywersję? Nie masz argumentów więcej to zamilcz. Ludzie twego pokroju żeby nie zarzucać im kłamstwa dodają do swojego stwierdzenia pytajnik.
Jaką dywersję? Temat potencjalnego małżeństwa Jezusa jest podejmowany przez biblistów z Gregorianum w Rzymie, w sprawie wypowiadało się też paru biskupów, jedni oczywiście z oburzeniem, inni mówili, że nawet gdyby okazało się, że był żonaty, to świat się przecież nie zawali. Sama dyskusja istnieje.
Według Jana Pawła II celibat jest nierozerwanie związany z czystością kapłańską, a także z ubóstwem i posłuszeństwem. W ujęciu papieża celibat – to nie tylko prawo kościelne, ale charyzmat mający głębokie korzenie. Natomiast osłabienie tej więzi jest problemem dla przyszłości prezbiterów. „Celibat jest znakiem nadziei pokładanej w Bogu, darem z siebie, a także źródłem życia duchowego i pasterskiego” Uważał, ze celibat ułatwia miłowanie Kościoła, sprawia, ze prezbiter ma serce otwarte na potrzeby bliźnich i troszczy się o sprawy Pana.
Nadal bez odpowiedzi pozostaje pytanie co z księżmi obrządków wschodnich? W świetle tych słów ich posługa jest obiektywnie gorsza, niż u celibatariuszy, a to nieprawda.
Wschód i zachód mają inną duchowość, nie lepszą ani gorszą po prostu inną. Kapłani grekokatoliccy jak i też biskupi prawosłąwni, wezwali rzymsko-katolików, to pozostawienia celibatu, gdyż jak stwierdzili Kościół Rzymski jest zbyt mało mistyczny aby przetrwać bez Niego. Po za tym Oni też mają celibat tylko w innej formie.
Czyli wystarczy "inna duchowość", żeby już nie potrzebować "znaku nadziei i źródła życia duchowego"? Nawróconym angikanom Kościół też pozwala mieć żony, a jakoś nie mają oni innej duchowości. Celibat to forma organizacji pracy, nadmierne romantyzowanie tego stanu prowadzi do takich właśnie absurdów.
Twierdzene, ze zonaty mezczyzna nie moze byc wyswiecony na ksiedza za zupelnie bledne! Dzieki temu nie bedzie np. takiego podzialu jak teraz miedzy duchownymi, a wiernymi. Kazdy wierzacy musi stawiac Boga na I-szym miejscu, a nie siebie! Kosciol Swiety moze ten stan rzeczy zmienic. Lecz czy jest zdolny to uczynic, gdyz teraz maja duchowni “widoczna” przewage nad zonaty
Nie rozumiem podział jest naturalny gdyz to inne powołanie, oczywiście są w innych rytach duchowni żonaci [acz np. muszą ożenić się przed świeceniami, a po owdowieniu nie mogą ponownie, zaś biskupem może być tylko bezżenny a podczas dnia w którym pełnią służbę liturgiczną nie mogą współżyć], ksiądź ma być dla Boga i ludzi, dobry przyjacielski i ojcowski ale też nie ma być kumplem ale autorytetem i duchowym pasterzem, samo słowo "świety" w języku hebrajskim, aramejskim, grecki i łaciński odznacza "oddzielony" [od świata].
Mówisz, że ksiądz ma być dla wiernych ojcowski i być autorytetem. Większy autorytet może mieć sprawdzony mąż i ojciec, niż dwudziestoparoletni chłopak po seminarium, gdzie uczył się głównie luturgiki, czyli w skrócie kolorów szat i kolejności stawiania nóg w budynku kościoła. Nie osiągnie też niczego poprzez "oddzielenie się" od świata. Oddzielali to się apostołowie w wieczerniku, ze strachu. Bóg natomiast posłał ich do ludzi i między ludzi. Tak samo ma być z księżmi. Tymczasem ksiądz w celibacie nie jest w stanie zrozumieć współczesnego człowieka, bo żyje we własnym świecie.
Nie mają innego powołania, ale Kościół jest bogaty i tak inaczej rozumieją pewne sakramenty wschodniacy a inaczej zachodni ckatolicy, podstawa i dogmaty są takie same, ale rozumienie duchowości różne, można to porównać do istnienia różnych duchowości w samym rycie zachodnim, jest jedno powołanie zakonne, ale różne zakony i formy jego realizowania, jest Jedna modlitwa ale różne pobożności jak Ignacjańska, Franciszkańska i dominikańska.
Czyli celibat jako "stawianie Boga na pierwszym miejscu" jest czysto subiektywne i zależy od indywidualnego podejścia danej osoby do własnej duchowości. Czyli obowiązkowy celibat jest błędny.
Zadziwiające, że większość woli przymykać oko na kochanki, homoseksualizm i pedofilię wśród księży naiwnie wierząc, że większość wygra z popędem (co się nie dzieje i nigdy nie działo), niż przyznać, że sposobem na znaczne tego ograniczenie jest zniesienie celibatu.
Mnie to akurat nie dziwi. Instytucja celibatu w Kościele jest bardzo mocno "zmitologizowana", co powoduje, że niejako "trzeba" wierzyć w jej wartość, choćby fakty temu przeczyły. Jednocześnie celibat pozostaje jedną z największych hipokryzji w ramach Kościoła. Dość rzec, że Paweł III, który zwołał Sobór Trydencki, na którym ogłoszono, że celibat księży stoi wyżej niż stan małżeństwa sam miał czworo dzieci, a kardynałem został, bo prosiła o to jego siostra, która była oficjalną nałożnicą Aleksandra VI. Trudno za wartość uznawać coś, co zostało prawnie usankcjoniwane przez ludzi, którzy sami od początku nie uznawali celibatu za wartość.
@Dremor. Ponoć jesteś teologiem to na pewno znasz Dokumenty Soboru Watykańskiego II. Na temat kapłaństwa i celibatu jest Dekret o posłudze i życiu kapłanów „Presbyterorum ordinis” który mówi: 16.Celibat z wielu względów odpowiada kapłaństwu. Całe bowiem posłannictwo kapłana poświęcone jest służbie nowego człowieczeństwa, które Chrystus, zwycięzca śmierci, wzbudza przez Ducha swego w świecie i które ma swój początek „nie z krwi ani z żądzy ciała, ani też z woli ludzkiej, ale z Boga” (J 1, 13). Przez dziewictwo zaś lub celibat zachowywany ze względu na Królestwo niebieskie[128], prezbiterzy są poświęcani Chrystusowi z nowych i wyjątkowych powodów, łatwiej, niepodzielnym sercem trwają przy Nim, z większą swobodą w Nim i przez Niego poświęcają się służbie Boga i ludzi, sprawniej służą Jego Królestwu i dziełu nadprzyrodzonego odrodzenia i stają się w ten sposób zdatniejszymi do przyjęcia szerszego ojcostwa w Chrystusie. W ten sposób więc wyznają przed ludźmi, że chcą się poświęcić niepodzielnie powierzonemu sobie zadaniu, a mianowicie poślubienia wiernych jednemu mężowi i okazania ich Chrystusowi jako dziewicę czystą. I tak przywołują na pamięć to tajemnicze małżeństwo ustanowione przez Boga i mające w przyszłości być w pełni objawione, przez które Kościół posiada jedynego Oblubieńca Chrystusa. Stają się oni ponadto żywym znakiem tego przyszłego świata, obecnego już przez wiarę i miłość, w którym synowie zmartwychwstania ani nie wychodzą za mąż, ani się żenią... Dla tych którzy swoją wiedzę o kapłaństwie i celibacie mają tylko z wypowiedzi takich "teologów" zapoznali się w całości i wtedy komentowali.
@Dremor. A czy przeczytałeś co mówi o celibacie ENCYKLIKA SACERDOTALIS CELIBATUS Pawła VI? Tam są zawarte wszystkie argumenty za i zarzuty które są wysuwane pod adresem celibatu. Po zapoznaniu w całości dyskusja może być zakończona.1. Celibat kapłański, którego Kościół strzeże jakby jakiegoś jaśniejącego klejnotu swej korony, cieszy się bardzo wielką chwałą i uznaniem również w naszych czasach, kiedy to zarówno mentalność ludzka, jak i warunki materialne uległy głębokim przemianom. Sens chrystocentryczny celibatu 24. Jeśli ktoś jest posłuszny wezwaniu Bożemu, z miłością odpowiada na miłość, którą Chrystus w niewysłowiony sposób nam okazał (por. J 3,16; 15,13). Odpowiedź ta spowita jest jak gdyby jakąś tajemnicą z powodu szczególnej miłości względem dusz ludzkich, które Chrystus pełnymi największej powagi słowami wezwał do naśladowania Go (por. Mk 10,21). Łaska jakąś boską mocą poszerza wymagania miłości, która - jeśli jest prawdziwa - wszystko ogarnia, jest stała i wieczna, stanowi zachętę, jakiej oprzeć się nie można, i zapala do najwspanialszych czynów. Dlatego celibat z wyboru zawsze był uważany za znak i bodziec miłości (KK 42); znak miłości nie znającej żadnych wyjątków i bodziec do miłości otwartej dla wszystkich. Czyż w życiu, które z podanych wyżej przyczyn jest całkowicie poświęcone dla innych, można upatrywać przejawów ciasnoty duchowej i dążenia do własnej korzyści, skoro jest ono i być powinno rzadkim i jak najbardziej wymownym przykładem egzystencji kierowanej i karmionej przez miłość, dzięki której człowiek ukazuje swą wielką godność? Czyż ktokolwiek mógłby wątpić, że moralnie i duchowo niedoskonałe jest życie, które w tak wielkim stopniu oddane jest nie jakiejkolwiek sprawie, choćby bardzo doniosłej i bardzo godnej starania, lecz Chrystusowi i Jego dziełu odnawiania ludzkości na wszystkich miejscach i we wszystkich czasach? Sens eklezjologiczny celibatu 32. Prócz tego, kiedy kapłan z nowego i tak wzniosłego tytułu, tj. przez celibat, poświęcił się Chrystusowi, odznacza się on również w praktycznym życiu i obcowaniu - jak łatwo zauważyć - bardzo skuteczną i wyborną zdolnością oddziaływania na umysły i serca, tak że nieustannie może wprowadzać w czyn ową doskonałą miłość (por. DFK 10), przez którą w sposób szerszy i bardziej określony poświęca się dla wszystkich (por. 2 Kor 12,15) i dzięki której - co jest oczywiste - może swobodniej i sprawniej wypełniać święte zadania (por. DK 16) oraz z gorliwością i miłością działać wśród świata, do którego Chrystus go posłał (por. J 17,18), aby wszystkim dzieciom Bożym ów dług, jaki jest im winien, oddać aż do grosza (por. Rz 1,14). Znaczenie eschatologiczne celibatu 34. Pan nasz i Mistrz mówi: W zmartwychwstaniu... nie będą się żenić ani za mąż wychodzić, ale będą jako aniołowie Boży w niebie (Mt 22,30). W społeczności zaś ludzkiej, która w wielkim stopniu rozdzierana jest ziemskimi troskami i nazbyt często wikła się w pożądaniach cielesnych (por. 1 J 2,16), drogocenny i niemal boski dar doskonałej powściągliwości zachowywanej ze względu na Królestwo Niebieskie jest zaiste szczególnym znakiem dóbr niebiańskich (DZ 12), gdyż zwiastuje, że są już na ziemi - wraz z powstawaniem jakiegoś nowego świata - czasy ostateczne zbawienia (por. 1 Kor 7,29-31), i w pewien sposób uprzedza samo wypełnienie Królestwa, umacniając najwyższe dobra, które mają kiedyś zabłysnąć we wszystkich synach Bożych. Celibat więc jest wyraźnym świadectwem owego ciągłego trudu, przez który Lud Boży zdąża aż do ostatecznego kresu wędrówki ziemskiej; on też dla wszystkich jest bodźcem, aby pilnie zwracali wzrok ku sprawom niebiańskim, gdzie Chrystus zasiada po prawicy Bożej, a życie nasze ukryte jest z Chrystusem w Bogu, dopóki i ono nie ukaże się z Nim w chwale (Kol 3,1 - 4). Celibat w życiu Kościoła
35. Byłoby pracą pochłaniającą wiele czasu, choć niewątpliwie bardzo pouczającą, przejrzeć owe pisma, które w ciągu wieków ogłoszono na temat celibatu kościelnego. Niech jednak wystarczy to, co teraz krótko przedstawimy. Oto w starożytności chrześcijańskiej Ojcowie i pisarze kościelni zaświadczają, że i na Wschodzie, i na Zachodzie nieraz duchowni dobrowolnie i chętnie zachowywali celibat(5), gdyż uważali, że odpowiada on w najwyższym stopniu podjętemu przez nich zadaniu służenia Chrystusowi i Jego Kościołowi.
@Dremor. Z Twoich wypowiedzi wynika że encykliki papieży które są dokumentami Kościoła i wykładnią nauki katolickiej nie mają znaczenia. Twoja opinia że "szczególnie nie cenisz" i słowa że "są wyrazem strachu" kompromituje Ciebie jako teologa za którego się podajesz. Bardzo wątpię czy masz coś wspólnego z wiarą katolicką!
@Deremor. Według Ciebie Paweł VI miał pecha wydając - Encyklikę "Mysterium Fidei"do Czcigodnych Braci Patriarchów, Prymasów, Arcybiskupów, Biskupów i innych Ordynariuszy, pozostających w pokoju i łączności ze Stolicą Apostolską, do Duchowieństwa i wiernych całego świata, jak również do wszystkich ludzi dobrej woli, w sprawie nauki o Najświętszej Eucharystii i jej kultu.
Encykliki mają znaczenie, ale jak dla mnie nie stanowią one nauczania definitywnego. Oczywiście możesz twierdzić inaczej, sam Kościół do końca nie wie, czy encykliki są wyrazem nauczania całego Kościoła, czy osobistą opinią danego papieża, z którą można się zgadzać, albo nie.
Zdarzają. Ale mamy tu różnicę w przyczynach. Naruszenie celibatu wynika w większej mierze z przyczyn biologicznych, czyli szukania ujścia dla napięcia seksualnego.
Z tych racji, opartych na tajemnicy Chrystusa i Jego posłannictwie, celibat, który początkowo zalecano kapłanom, został później w Kościele łacińskim przez prawo nałożony wszystkim mającym otrzymać święcenia kapłańskie. Obecny święty Sobór ponownie uznaje i potwierdza to zarządzenie w stosunku do tych, którzy są przeznaczeni do prezbiteratu, ufając w Duchu świętym, że dar celibatu, tak odpowiadający kapłaństwu Nowego Testamentu, jest wielkodusznie udzielany przez Ojca, jeśli tylko ci, którzy uczestniczą w kapłaństwie Chrystusa przez sakrament kapłaństwa, a także cały Kościół, pokornie i wytrwale dar ten wypraszają. Tenże święty Sobór zachęca również wszystkich prezbiterów, którzy dobrowolnie, ufni w łaskę Bożą, przyjęli święty celibat na wzór Chrystusa, aby przylgnąwszy doń wielkodusznie i całym sercem oraz trwając wiernie w tym stanie, mieli uznanie dla tego wspaniałego daru, który został im dany przez Ojca i który tak wyraźnie Pan wychwala[133], i aby mieli przed oczyma wielkie tajemnice, oznaczane nim i wypełniane. Im bardziej zaś doskonała powściągliwość przez wielu ludzi w dzisiejszym świecie uważana jest za niemożliwą, tym pokorniej i wytrwalej prezbiterzy będą wraz z Kościołem wypraszali łaskę wierności, nie odmawianą nigdy proszącym, używając wszelkich pomocy, zarówno nadprzyrodzonych jak i naturalnych, które są dla wszystkich dostępne. Niech nie pomijają stosowania norm, przede wszystkim ascetycznych, które potwierdzane są doświadczeniem Kościoła, a w świecie dzisiejszym nie mniej są konieczne. Święty ten Sobór prosi zatem nie tylko kapłanów, lecz i wszystkich wiernych, aby im leżał na sercu ten cenny dar celibatu kapłańskiego. Niech wszyscy upraszają u Boga, aby On sam zawsze obficie udzielał tego daru swemu Kościołowi.
Refleksje na temat celibatu ARCYBISKUP FULTON J. SHEEN Libido lub popęd seksualny jest jednym z najsilniejszych instynktów człowieka. Jednym z największych mitów związanych z niektórymi rodzajami edukacji seksualnej jest założenie, iż jeśli dzieci poznają niektóre ze złych skutków ekscesów seksualnych, będą one unikać lekkomyślnych zachowań w tej dziedzinie. Jest to nieprawda. Żaden śmiertelnik, który widzi drzwi opatrzone napisem gorączka tyfoidalna, nie odczuwa potrzeby wtargnięcia do środka, aby zarazić się chorobą. Lecz gdy na drzwiach widnieje słowo seks, pojawia się potrzeba przełamania barier.
[…]
Uwierzcie mi, że pokusa złamania ślubów czystości jest zjawiskiem częstym i silnym; w samotności łatwo jest wyobraźni szukać schronienia w myśli: Jezabel mnie rozumie. Gdy celibatariusz łamie swoje śluby i bierze sobie Jezabel, często musi praktykować wiele spośród tych samych cnót wyrzeczenia, które winien był zachowywać zanim porzucił kapłaństwo i które, gdyby tylko praktykował je na plebanii, pozwoliłyby mu dochować ślubu czystości i uczyniłyby go człowiekiem szczęśliwym. Gdy erotomania bierze we władanie środki komunikacji i gdy kontakty towarzyskie stają się coraz łatwiejsze, iskry łatwo zamieniają się w płomienie a umiłowanie cnoty łatwo przeradza się w miłość do konkretnej osoby, która ucieleśnia te cnoty. Jeśli ksiądz jest lubiany lub cieszy się popularnością, dochowywanie wierności niewidzialnej miłości Chrystusa stanowi prawdziwą walkę. Każde najdrobniejsze naruszenie obowiązków stanu kapłańskiego wywołuje wewnętrzne cierpienie. Jak twierdzi św. Paweł, może wynikać to z bliskiego związku ciała i duszy. Zdecydowanie mniej żalu wiąże się z grzechem pychy niż z nieczystym pragnieniem. Dlatego Pismo Święte trafnie napomina: Nie zasmucajcie Ducha Świętego.
Kapłan postrzega grzech w jego prawdziwej naturze, nie tylko jako złamanie prawa. Nikt, kto przekroczył limit prędkości, nie pochyla się nad kierownicą po powrocie do garażu, aby odmówić Akt Żalu. Lecz gdy my w jakikolwiek sposób narazimy na szwank miłość Chrystusa w naszej duszy i zbagatelizujemy naszą rolę jako Jego ambasadorów, wiemy, że grzech jest zranieniem kogoś, kogo kochamy. Wyobraź sobie dwóch mężczyzn, którzy poślubili złośnice; jeden z nich był uprzednio żonaty z uroczą, piękną żoną, która umarła. Drugi nigdy przedtem nie był żonaty. Który z nich bardziej będzie cierpiał z powodu żony-sekutnicy? Z pewnością ten, który dostąpił uprzednio lepszej miłości. Podobnie jest z nami: torturują nas wyrzuty sumienia, niepokój i smutek – nie dlatego, że złamaliśmy prawo kościelne – ta myśl nigdy nie przychodzi nam do głowy. Dlatego, że zdradziliśmy najlepszą z miłości.
Gdybym miał wybrać jedną scenę w Piśmie Świętym, która najlepiej opisuje walkę toczącą się w duszy kapłana, byłaby to scena opisująca duchowe doświadczenia Jakuba. Gdy był on młodym człowiekiem, miał wizję drabiny – sen o chwale i o Bożej opiece, mimo iż zawarł on z Bogiem rodzaj umowy. Tak wielu z nas rozpoczyna swoje kapłańskie życie w pokoju, sympatycznej atmosferze i na zielonych pastwiskach. Dwadzieścia lat później życie się zmienia, jak wówczas, gdy Jakub stawił czoła Ezawowi. Kryzys duchowy dopada niektórych na początku ich drogi kapłańskiej, lecz inni, z powodu słabości lub wad ich własnego charakteru, padają ofiarą tego kryzysu w późniejszym wieku.
Jakub mocował się z kimś. Nie wiedział, kto jest jego przeciwnikiem, tylko że zmaga się z jakąś postacią. Po chwili obaj przeciwnicy stali się bardziej widoczni w świetle poranka. [Ową postacią był] Niebiański Zapaśnik, który w końcu dotknął stawu biodrowego Jakuba i unieruchomił go. Wówczas walka zmieniła swoją naturę; siła ustąpiła błaganiu, aby Anioł nie odchodził, dopóki nie pobłogosławi Jakuba.
Podobnie w naszym życiu Chrystus pojawia się jako przeciwnik w nocy naszej duszy, gdy jesteśmy przepełnieni wstydem za to, co uczyniliśmy. Gdy siłujemy się z wielkim przeciwnikiem w naszym sercu, unikamy Jego wzroku i spuszczamy nasze głowy ze wstydu. Jesteśmy w konflikcie z samymi sobą i w konflikcie z Nim. Krążymy po omacku w ciemnościach i zapominamy, że nawet w ciemnościach On siłuje się z nami i zachęca nas do powrotu. Gdy sumienie zmaga się z kapłanem, zawsze ma ono postać Chrystusa; spotyka On nas w naszych godzinach ciszy; przemawia On do nas nawet wśród zgiełku; konfrontuje nas z wizją tego, jacy moglibyśmy być.
[…]
Dochowanie celibatu jest dozgonnym wysiłkiem, częściowo na skutek ludzkiej słabości. Dwie wielkie tragedie życia polegają na tym, że dostajemy to, czego chcemy i że nie dostajemy tego, czego chcemy. Ptaki w klatce chcą się uwolnić, a ptaki na wolności pragną znaleźć się w klatce. Rozmowa o miłości nigdy nie jest tym samym, co miłość. Rozmowa o cebuli nigdy nie powoduje, że z naszych oczu zaczną płynąć łzy.
[…]
Jest doświadczeniem każdego kapłana, a na pewno było tak w moim własnym przypadku, że najtrudniej jest przyprowadzić na powrót do Chrystusa te dusze, które zgrzeszyły pychą i samowolą, ponieważ pycha nadyma ich ego. Ogromne wyzwanie stanowi także prowadzenie do Chrystusa tych dusz, które stały się chciwe i zachłanne, ponieważ pieniądze są rodzajem ekonomicznej gwarancji nieśmiertelności: Zobaczcie, ile posiadam. Moje stodoły są pełne.
Celibat jest dochowywany najlepiej i rozumiany najlepiej przez wzgląd na Chrystusa. My, kapłani, naśladujemy Go. Nosimy krzyż, aby przedłużać Jego odkupienie i każde naruszenie celibatu zawsze interpretowane jest przez dobrych kapłanów jako zranienie Chrystusa. Mąż nigdy by nie powiedział: Wiem, że podbiłem żonie oko, rozbiłem jej też nos, biłem ją, ale nigdy nie ugryzłem jej w ucho. Jeśli mąż prawdziwie kocha swoją żonę, nie zacznie wprowadzać stopniowań odnośnie do tego, jak bardzo ją zranił. Mimo że ksiądz w stosunku do Chrystusa nie próbuje definiować stopnia, w jakim Go zranił, nawet nasze najmniejsze przewinienie boli nas, albowiem zraniliśmy naszego Zbawiciela. Jeśli należę do nowego rodzaju ludzkiego, który został zrodzony z Dziewicy, dlaczego miałbym nie żyć wyłącznie dla Pana? Nigdy nie czułem, że wyrzekłem się miłości poprzez przyjęcie ślubu celibatu; po prostu wybrałem wyższy rodzaj miłości. Jeśli ktokolwiek sądzi, że celibat działa szkodliwie na psychikę kapłanów, powinien zakraść się na spotkanie księży. Jestem pewien, że wśród księży panuje weselszy nastrój niż wśród jakiejkolwiek grupy zawodowej na świecie.
Im bardziej kochamy Chrystusa, tym łatwiej jest należeć wyłącznie do Niego. Skąd wiem, że jestem w łachmanach? Ponieważ widzę Jego piękno w stule i ornacie Jego kapłaństwa. Skąd wiem, że każda sadzawka, z której piję, jest zatęchła? Ponieważ widzę, jak świeże wody wypływają z Jego boku. Podróż kapłańskiego życia prowadzi zatem nie do bagien i mokradeł, lecz do oceanu miłości. Wykrywam wszystkie złe dźwięki w moim życiu przysłuchując się muzyce Jego głosu. Gdy trzyma mnie On w swoich ramionach, poznaję głębokość mojej skruchy. Pragnę wtedy, gdy znajduję się u Jego wód. To na widok Jego Eucharystycznej Manny odczuwam głód. Łkam, gdy spogląda na mnie z uśmiechem. To z powodu Jego miłości nie mogę znieść samego siebie. To Jego miłosierdzie przepełnia mnie skruchą. Możemy mieć aniołów, aby nas strzegli – tak – ale aniołowie nas nie osądzają. Jedynie Doskonała Dobroć nas osądzi i w tym musimy pokładać naszą jedyną nadzieję. I to nas ratuje. Zatem pokładam ufność w Jego miłosierdziu i kocham Go ponad wszelkie miłości, i nigdy nie zdołam Mu podziękować za to, że otrzymałem łaskę kapłaństwa. Wstąpiłem w stan kapłański z głębokim poczuciem niegodności. Kończę swe kapłańskie życie w jeszcze głębszym poczuciem niegodności i mimo, iż chodzę w łachmanach, pamiętam, że syn marnotrawny został przyodziany w szatę sprawiedliwości.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen, 2008r., rozdział XIII – Reflections on Celibacy, str. 218, 219-221, 222-223.
Właśnie takie coś nazywa się "romantyzowaniem celibatu", gdzie z formy organizacji pracy robi się niemalże biblijne zmagania Dobra i Zła. Już kiedyś to porównywałem z wypowiedziami imamów, jak to niby miły Allahowi jest zapach własnego kwaśnego bekania pod chustą na twarzy w czasie postu. Ale to typowe, że religie do przestarzałych tradycji dorabiają ideologię, by na siłę pokazać ich sens w dzisiejszym świecie.
W Stanach Zjednoczonych utrzymywano po I wojnie prohibicję. W teorii szczytne, zabroniono szkodliwej substancji jaką jest alkohol. W praktyce ludzie dalej pili, jedynie państwo wyhodowało sobie gangi i mafie, które korzystały na procederze nielegalnej sprzedaży. Podobnie widzę to z celibatem. Nawet jakby z jakiegoś powodu uznać to za szczytne, to z praktyką rozjeżdża się okrutnie prowadząc do patologii, jak molestowanie, czy nawet posiadanie kochanek i dzieci na boku (dla tych osób na pewno jest to trudne i stygmatyzujące). Zadne cytaty nie mają tu jak widać znaczenia - kapłani, którzy łamią celibat też je znają, a jednak natura u nich zwycięża.
Pisałem w komentarzu powyżej o badaniach, jakie prowadziliśmy na klerykach. Większość chciała zniesienia celibatu. Wiem, że to było jedno badanie, w dodatku niekoniecznie miarodajne, ale wskazuje na pewien trend. Z resztą praktyka życia owych kleryków nie odbiegała zbytnio od deklaracji, zważywszy, że sami wykładowcy w seminarium dawali im przykład, sami łamiąc celibat. Że tak tylko wspomnę wykładowcę etyki, który miał rodzinę na boku, albo wykładowcę od moralistyki, który molestował studentki.
Tak jak Ci pisałam to Tylko świadczy , że większość sama nie wie czego chce. To w takim razie po taki ktoś idzie do seminarium jak nie chce przyjąć takich warunków? Dla mnie to nie zrozumiałe. Tak samo zdradzający małżonek.
Czemu taka alternatywa? Skoro "mężem jednej żony", a dalej "dobrze rządzący własnym domem, trzymający dzieci w uległości, z całą godnością. Jeśli ktoś bowiem nie umie stanąć na czele własnego domu, jakżeż będzie się troszczył o Kościół Boży?"
Pytasz czemu ktoś nie chce przyjąć takich warunków? Bo i tak wiedzą, że to ściema. Mnie też kiedyś proboszcz zachęcał, żebym poszedł "na księdza", zamiast na teologię i mówił, tu cytat "seksem to ty się nie przejmuj, u mnie nic się nie wyda". Pamiętam też, że wykładowca od sakramentologii mówił wprost, że seks księdza jest zwykłym grzechem, jakich wiele, a nie złamaniem celibatu, bo celibat dotyczy zakazu wchodzenia w związek małżeński, a nie jest stricte zakazem seksu. A że z przygodną dziewczyną nikt nie ma zamiaru się żenić, więc jest to zwykły grzech, nieporównywalny z niewiernością, bo w tym przypadku nie krzywdzi się żony.
Nie chodzi o zniesienie, co o dobrowolność celibatu. Przecież nikt nie zamierza zmuszać kandydatów do kapłaństwa, żeby sobie na siłę żon szukali, jeśli nie chcą.
Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji,
w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu.
Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11.
Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w
Polityce prywatności.
Podałem tu przykład księży, którzy porzucili kapłaństwo. Wspólnym elementem, który przewija się przez takie historie jest długie przygotowanie do tego kroku. I nie chodzi o samą decyzję, która często zapada kilka lat wcześniej, ale o zwykłą ludzką "naukę życia", zanim opuści się stan kapłański. Bo facet, który decyduje się "zrzucić sutannę" nagle orientuje się, że często nawet nie wie jak szukać pracy, czy jak zaplanować domowy budżet bez uwzględnienia darmowych obiadków z plebanii.
I taki mężczyzna ma być niby przewodnikiem i pasterzem?
Rozwiązania są dwa, albo do kapłaństwa dopuszczać sprawdzonych i doświadczonych ludzi, albo zerwać z fikcją, że ksiądz ma przewodzić wspólnocie i ograniczyć się do świadczenia usług duchowych.
PAWEŁ VI
ENCYKLIKA SACERDOTALIS CELIBATUS nr.57.
Skoro nie ma problemu z innymi krewnymi, to dlaczego ma być z synami? Jak mówiłem, czasy primogenitury, gdy urząd kościelny był zaszczytem arystokratycznym na równi z byciem księciem, czy hrabią dawno już minęły.
Ewangelia Mateusza, 19 - Kto moze pojąć niech pojmuje! Czy dremor to pojął? Te slowa samego Jezusa?
"εισιν γαρ ευνουχοι οιτινες εκ κοιλιας μητρος εγεννηθησαν oυτως εισιν ευνουχοι οιτινες ευνουχισθησαν υπο των ανθρωπων και εισιν ευνουχοι οιτινες ευνουχισαν εαυτους δια την βασιλειαν των ουρανωνv δυναμενος χωρειν χωρειτω"
"Są bowiem eunuchowie, którzy od łona matki takimi się urodzili, są też eunuchowie, którzy zostali wykastrowani przez ludzi, i zostali eunuchowie, którzy wykastrowali się sami dla Królestwa Niebios. Kto jest w stanie to pojąć, niech pojmuje"
Galen z Pergamonu (ok. 129 - ok. 200), klasyk starożytnej medycyny wspomniał Jezusa, gdy mówił o jego wyznawcach:
„I dlatego w naszych czasach widzieliśmy ludzi nazywanych chrześcijanami, którzy swoją wiarę opierają na przypowieściach. Postępują oni czasami jak prawdziwi filozofowie, bowiem mamy przed oczyma ich pogardę śmierci oraz to, że z powodu skromności powstrzymują się od życia płciowego. Są pomiędzy nimi kobiety i mężczyźni, którzy przez całe życie wstrzymują się od życia małżeńskiego. Są pomiędzy nimi również i tacy, którzy tak postępują w ascezie duchowej i w surowej dyscyplinie wewnętrznej, że, zaiste, nie ustępują prawdziwym filozofom”.
"Synod zabrania stanowczo, aby biskupi, kapłani i diakoni oraz wszyscy duchowni będący w służbie ołtarza współżyli z żonami swymi i mieli dzieci. Kto by zaś to czynił, powinien być pozbawiony godności duchownej" — synod w Grenadzie w 303 r.
"Wypada, że święci biskupi i kapłani Boga, podobnie jak i lewici, czyli ci, którzy są w służbie Bożych sakramentów, powinni zachować doskonałą wstrzemięźliwość, tak, by mogli uzyskać w prostocie to, o co proszą Boga. To, czego apostołowie nauczali i co zachowywano w dawniejszych czasach, niech nam również będzie dane zachować... Cieszy nas wszystkich, że biskup, kapłan i diakon, strażnicy czystości, powstrzymują się od współżycia małżeńskiego ich z żonami, tak że ci, którzy służą przy ołtarzu, mogą zachować doskonałą czystość" — synod w Kartaginie w 390 r.
16.Celibat z wielu względów odpowiada kapłaństwu. Całe bowiem posłannictwo kapłana poświęcone jest służbie nowego człowieczeństwa, które Chrystus, zwycięzca śmierci, wzbudza przez Ducha swego w świecie i które ma swój początek „nie z krwi ani z żądzy ciała, ani też z woli ludzkiej, ale z Boga” (J 1, 13). Przez dziewictwo zaś lub celibat zachowywany ze względu na Królestwo niebieskie[128], prezbiterzy są poświęcani Chrystusowi z nowych i wyjątkowych powodów, łatwiej, niepodzielnym sercem trwają przy Nim, z większą swobodą w Nim i przez Niego poświęcają się służbie Boga i ludzi, sprawniej służą Jego Królestwu i dziełu nadprzyrodzonego odrodzenia i stają się w ten sposób zdatniejszymi do przyjęcia szerszego ojcostwa w Chrystusie. W ten sposób więc wyznają przed ludźmi, że chcą się poświęcić niepodzielnie powierzonemu sobie zadaniu, a mianowicie poślubienia wiernych jednemu mężowi i okazania ich Chrystusowi jako dziewicę czystą. I tak przywołują na pamięć to tajemnicze małżeństwo ustanowione przez Boga i mające w przyszłości być w pełni objawione, przez które Kościół posiada jedynego Oblubieńca Chrystusa. Stają się oni ponadto żywym znakiem tego przyszłego świata, obecnego już przez wiarę i miłość, w którym synowie zmartwychwstania ani nie wychodzą za mąż, ani się żenią... Dla tych którzy swoją wiedzę o kapłaństwie i celibacie mają tylko z wypowiedzi takich "teologów" zapoznali się w całości i wtedy komentowali.
Sens chrystocentryczny celibatu
24. Jeśli ktoś jest posłuszny wezwaniu Bożemu, z miłością odpowiada na miłość, którą Chrystus w niewysłowiony sposób nam okazał (por. J 3,16; 15,13). Odpowiedź ta spowita jest jak gdyby jakąś tajemnicą z powodu szczególnej miłości względem dusz ludzkich, które Chrystus pełnymi największej powagi słowami wezwał do naśladowania Go (por. Mk 10,21). Łaska jakąś boską mocą poszerza wymagania miłości, która - jeśli jest prawdziwa - wszystko ogarnia, jest stała i wieczna, stanowi zachętę, jakiej oprzeć się nie można, i zapala do najwspanialszych czynów. Dlatego celibat z wyboru zawsze był uważany za znak i bodziec miłości (KK 42); znak miłości nie znającej żadnych wyjątków i bodziec do miłości otwartej dla wszystkich. Czyż w życiu, które z podanych wyżej przyczyn jest całkowicie poświęcone dla innych, można upatrywać przejawów ciasnoty duchowej i dążenia do własnej korzyści, skoro jest ono i być powinno rzadkim i jak najbardziej wymownym przykładem egzystencji kierowanej i karmionej przez miłość, dzięki której człowiek ukazuje swą wielką godność? Czyż ktokolwiek mógłby wątpić, że moralnie i duchowo niedoskonałe jest życie, które w tak wielkim stopniu oddane jest nie jakiejkolwiek sprawie, choćby bardzo doniosłej i bardzo godnej starania, lecz Chrystusowi i Jego dziełu odnawiania ludzkości na wszystkich miejscach i we wszystkich czasach?
Sens eklezjologiczny celibatu
32. Prócz tego, kiedy kapłan z nowego i tak wzniosłego tytułu, tj. przez celibat, poświęcił się Chrystusowi, odznacza się on również w praktycznym życiu i obcowaniu - jak łatwo zauważyć - bardzo skuteczną i wyborną zdolnością oddziaływania na umysły i serca, tak że nieustannie może wprowadzać w czyn ową doskonałą miłość (por. DFK 10), przez którą w sposób szerszy i bardziej określony poświęca się dla wszystkich (por. 2 Kor 12,15) i dzięki której - co jest oczywiste - może swobodniej i sprawniej wypełniać święte zadania (por. DK 16) oraz z gorliwością i miłością działać wśród świata, do którego Chrystus go posłał (por. J 17,18), aby wszystkim dzieciom Bożym ów dług, jaki jest im winien, oddać aż do grosza (por. Rz 1,14).
Znaczenie eschatologiczne celibatu
34. Pan nasz i Mistrz mówi: W zmartwychwstaniu... nie będą się żenić ani za mąż wychodzić, ale będą jako aniołowie Boży w niebie (Mt 22,30). W społeczności zaś ludzkiej, która w wielkim stopniu rozdzierana jest ziemskimi troskami i nazbyt często wikła się w pożądaniach cielesnych (por. 1 J 2,16), drogocenny i niemal boski dar doskonałej powściągliwości zachowywanej ze względu na Królestwo Niebieskie jest zaiste szczególnym znakiem dóbr niebiańskich (DZ 12), gdyż zwiastuje, że są już na ziemi - wraz z powstawaniem jakiegoś nowego świata - czasy ostateczne zbawienia (por. 1 Kor 7,29-31), i w pewien sposób uprzedza samo wypełnienie Królestwa, umacniając najwyższe dobra, które mają kiedyś zabłysnąć we wszystkich synach Bożych. Celibat więc jest wyraźnym świadectwem owego ciągłego trudu, przez który Lud Boży zdąża aż do ostatecznego kresu wędrówki ziemskiej; on też dla wszystkich jest bodźcem, aby pilnie zwracali wzrok ku sprawom niebiańskim, gdzie Chrystus zasiada po prawicy Bożej, a życie nasze ukryte jest z Chrystusem w Bogu, dopóki i ono nie ukaże się z Nim w chwale (Kol 3,1 - 4).
Celibat w życiu Kościoła
35. Byłoby pracą pochłaniającą wiele czasu, choć niewątpliwie bardzo pouczającą, przejrzeć owe pisma, które w ciągu wieków ogłoszono na temat celibatu kościelnego. Niech jednak wystarczy to, co teraz krótko przedstawimy. Oto w starożytności chrześcijańskiej Ojcowie i pisarze kościelni zaświadczają, że i na Wschodzie, i na Zachodzie nieraz duchowni dobrowolnie i chętnie zachowywali celibat(5), gdyż uważali, że odpowiada on w najwyższym stopniu podjętemu przez nich zadaniu służenia Chrystusowi i Jego Kościołowi.
ARCYBISKUP FULTON J. SHEEN
Libido lub popęd seksualny jest jednym z najsilniejszych instynktów człowieka. Jednym z największych mitów związanych z niektórymi rodzajami edukacji seksualnej jest założenie, iż jeśli dzieci poznają niektóre ze złych skutków ekscesów seksualnych, będą one unikać lekkomyślnych zachowań w tej dziedzinie. Jest to nieprawda. Żaden śmiertelnik, który widzi drzwi opatrzone napisem gorączka tyfoidalna, nie odczuwa potrzeby wtargnięcia do środka, aby zarazić się chorobą. Lecz gdy na drzwiach widnieje słowo seks, pojawia się potrzeba przełamania barier.
[…]
Uwierzcie mi, że pokusa złamania ślubów czystości jest zjawiskiem częstym i silnym; w samotności łatwo jest wyobraźni szukać schronienia w myśli: Jezabel mnie rozumie. Gdy celibatariusz łamie swoje śluby i bierze sobie Jezabel, często musi praktykować wiele spośród tych samych cnót wyrzeczenia, które winien był zachowywać zanim porzucił kapłaństwo i które, gdyby tylko praktykował je na plebanii, pozwoliłyby mu dochować ślubu czystości i uczyniłyby go człowiekiem szczęśliwym. Gdy erotomania bierze we władanie środki komunikacji i gdy kontakty towarzyskie stają się coraz łatwiejsze, iskry łatwo zamieniają się w płomienie a umiłowanie cnoty łatwo przeradza się w miłość do konkretnej osoby, która ucieleśnia te cnoty. Jeśli ksiądz jest lubiany lub cieszy się popularnością, dochowywanie wierności niewidzialnej miłości Chrystusa stanowi prawdziwą walkę. Każde najdrobniejsze naruszenie obowiązków stanu kapłańskiego wywołuje wewnętrzne cierpienie. Jak twierdzi św. Paweł, może wynikać to z bliskiego związku ciała i duszy. Zdecydowanie mniej żalu wiąże się z grzechem pychy niż z nieczystym pragnieniem. Dlatego Pismo Święte trafnie napomina: Nie zasmucajcie Ducha Świętego.
Kapłan postrzega grzech w jego prawdziwej naturze, nie tylko jako złamanie prawa. Nikt, kto przekroczył limit prędkości, nie pochyla się nad kierownicą po powrocie do garażu, aby odmówić Akt Żalu. Lecz gdy my w jakikolwiek sposób narazimy na szwank miłość Chrystusa w naszej duszy i zbagatelizujemy naszą rolę jako Jego ambasadorów, wiemy, że grzech jest zranieniem kogoś, kogo kochamy. Wyobraź sobie dwóch mężczyzn, którzy poślubili złośnice; jeden z nich był uprzednio żonaty z uroczą, piękną żoną, która umarła. Drugi nigdy przedtem nie był żonaty. Który z nich bardziej będzie cierpiał z powodu żony-sekutnicy? Z pewnością ten, który dostąpił uprzednio lepszej miłości. Podobnie jest z nami: torturują nas wyrzuty sumienia, niepokój i smutek – nie dlatego, że złamaliśmy prawo kościelne – ta myśl nigdy nie przychodzi nam do głowy. Dlatego, że zdradziliśmy najlepszą z miłości.
Gdybym miał wybrać jedną scenę w Piśmie Świętym, która najlepiej opisuje walkę toczącą się w duszy kapłana, byłaby to scena opisująca duchowe doświadczenia Jakuba. Gdy był on młodym człowiekiem, miał wizję drabiny – sen o chwale i o Bożej opiece, mimo iż zawarł on z Bogiem rodzaj umowy. Tak wielu z nas rozpoczyna swoje kapłańskie życie w pokoju, sympatycznej atmosferze i na zielonych pastwiskach. Dwadzieścia lat później życie się zmienia, jak wówczas, gdy Jakub stawił czoła Ezawowi. Kryzys duchowy dopada niektórych na początku ich drogi kapłańskiej, lecz inni, z powodu słabości lub wad ich własnego charakteru, padają ofiarą tego kryzysu w późniejszym wieku.
Jakub mocował się z kimś. Nie wiedział, kto jest jego przeciwnikiem, tylko że zmaga się z jakąś postacią. Po chwili obaj przeciwnicy stali się bardziej widoczni w świetle poranka. [Ową postacią był] Niebiański Zapaśnik, który w końcu dotknął stawu biodrowego Jakuba i unieruchomił go. Wówczas walka zmieniła swoją naturę; siła ustąpiła błaganiu, aby Anioł nie odchodził, dopóki nie pobłogosławi Jakuba.
Podobnie w naszym życiu Chrystus pojawia się jako przeciwnik w nocy naszej duszy, gdy jesteśmy przepełnieni wstydem za to, co uczyniliśmy. Gdy siłujemy się z wielkim przeciwnikiem w naszym sercu, unikamy Jego wzroku i spuszczamy nasze głowy ze wstydu. Jesteśmy w konflikcie z samymi sobą i w konflikcie z Nim. Krążymy po omacku w ciemnościach i zapominamy, że nawet w ciemnościach On siłuje się z nami i zachęca nas do powrotu. Gdy sumienie zmaga się z kapłanem, zawsze ma ono postać Chrystusa; spotyka On nas w naszych godzinach ciszy; przemawia On do nas nawet wśród zgiełku; konfrontuje nas z wizją tego, jacy moglibyśmy być.
[…]
Dochowanie celibatu jest dozgonnym wysiłkiem, częściowo na skutek ludzkiej słabości. Dwie wielkie tragedie życia polegają na tym, że dostajemy to, czego chcemy i że nie dostajemy tego, czego chcemy. Ptaki w klatce chcą się uwolnić, a ptaki na wolności pragną znaleźć się w klatce. Rozmowa o miłości nigdy nie jest tym samym, co miłość. Rozmowa o cebuli nigdy nie powoduje, że z naszych oczu zaczną płynąć łzy.
[…]
Jest doświadczeniem każdego kapłana, a na pewno było tak w moim własnym przypadku, że najtrudniej jest przyprowadzić na powrót do Chrystusa te dusze, które zgrzeszyły pychą i samowolą, ponieważ pycha nadyma ich ego. Ogromne wyzwanie stanowi także prowadzenie do Chrystusa tych dusz, które stały się chciwe i zachłanne, ponieważ pieniądze są rodzajem ekonomicznej gwarancji nieśmiertelności: Zobaczcie, ile posiadam. Moje stodoły są pełne.
Celibat jest dochowywany najlepiej i rozumiany najlepiej przez wzgląd na Chrystusa. My, kapłani, naśladujemy Go. Nosimy krzyż, aby przedłużać Jego odkupienie i każde naruszenie celibatu zawsze interpretowane jest przez dobrych kapłanów jako zranienie Chrystusa. Mąż nigdy by nie powiedział: Wiem, że podbiłem żonie oko, rozbiłem jej też nos, biłem ją, ale nigdy nie ugryzłem jej w ucho. Jeśli mąż prawdziwie kocha swoją żonę, nie zacznie wprowadzać stopniowań odnośnie do tego, jak bardzo ją zranił. Mimo że ksiądz w stosunku do Chrystusa nie próbuje definiować stopnia, w jakim Go zranił, nawet nasze najmniejsze przewinienie boli nas, albowiem zraniliśmy naszego Zbawiciela. Jeśli należę do nowego rodzaju ludzkiego, który został zrodzony z Dziewicy, dlaczego miałbym nie żyć wyłącznie dla Pana? Nigdy nie czułem, że wyrzekłem się miłości poprzez przyjęcie ślubu celibatu; po prostu wybrałem wyższy rodzaj miłości. Jeśli ktokolwiek sądzi, że celibat działa szkodliwie na psychikę kapłanów, powinien zakraść się na spotkanie księży. Jestem pewien, że wśród księży panuje weselszy nastrój niż wśród jakiejkolwiek grupy zawodowej na świecie.
Im bardziej kochamy Chrystusa, tym łatwiej jest należeć wyłącznie do Niego. Skąd wiem, że jestem w łachmanach? Ponieważ widzę Jego piękno w stule i ornacie Jego kapłaństwa. Skąd wiem, że każda sadzawka, z której piję, jest zatęchła? Ponieważ widzę, jak świeże wody wypływają z Jego boku. Podróż kapłańskiego życia prowadzi zatem nie do bagien i mokradeł, lecz do oceanu miłości. Wykrywam wszystkie złe dźwięki w moim życiu przysłuchując się muzyce Jego głosu. Gdy trzyma mnie On w swoich ramionach, poznaję głębokość mojej skruchy. Pragnę wtedy, gdy znajduję się u Jego wód. To na widok Jego Eucharystycznej Manny odczuwam głód. Łkam, gdy spogląda na mnie z uśmiechem. To z powodu Jego miłości nie mogę znieść samego siebie. To Jego miłosierdzie przepełnia mnie skruchą. Możemy mieć aniołów, aby nas strzegli – tak – ale aniołowie nas nie osądzają. Jedynie Doskonała Dobroć nas osądzi i w tym musimy pokładać naszą jedyną nadzieję. I to nas ratuje. Zatem pokładam ufność w Jego miłosierdziu i kocham Go ponad wszelkie miłości, i nigdy nie zdołam Mu podziękować za to, że otrzymałem łaskę kapłaństwa. Wstąpiłem w stan kapłański z głębokim poczuciem niegodności. Kończę swe kapłańskie życie w jeszcze głębszym poczuciem niegodności i mimo, iż chodzę w łachmanach, pamiętam, że syn marnotrawny został przyodziany w szatę sprawiedliwości.
Arcybiskup Fulton J. Sheen
Źródło: Treasure in Clay. The Autobiography of Fulton J. Sheen, 2008r., rozdział XIII – Reflections on Celibacy, str. 218, 219-221, 222-223.
Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.